Żagiel na przełęczy – książka o prawdziwej Toskanii

0

Toskania jest jednym z najczęściej odwiedzanych włoskich regionów. Ludzie na całym świecie zachwycają się pięknem tutejszych krajobrazów, monumentalnymi miastami i urokliwymi miasteczkami, a także bogactwem sztuki, lokalnymi smakołykami i doskonałym winem. Turyści tabunami zmierzają w stronę Val d’Orcia i do toskańskiej Maremmy. Zwiedzają Florencję, Pizę, Sienę, San Gimignano, Cortonę, Lukkę, czy kamieniołomy marmuru w Carrarze, ale pomijają Prato. Po powrocie do domu nadal łakną Toskanii – tęsknią za cyprysami, kolorem Sieny palonej i kościołami z fasadami zdobionymi marmurem. Ja również uwielbiam ten włoski region, ale po pierwsze cenię sobie mentalność Toskańczyków.

Kilka lat temu mój wielki przyjaciel i opiekun podczas pierwszych miesięcy po przeprowadzce do Italii uświadomił mi, jak bardzo wyjątkowe na tle innych Włochów jest usposobienie Toskańczyków. Włosi to urodzeni aktorzy. Nie wierzą w jedną prawdę – wszystko przecież zależy od okoliczności i ewentualnych korzyści. Są krzykliwi i dużo mówią. Ich szczere intencje pozostają dyskusyjne. Lubią dobrze wyglądać i często stawiają aparycję na pierwszym miejscu.  A Toskańczycy? Wyróżnia ich surowy charakter i realistyczne podejście do życia. Oni nie opowiadają bajek na swój temat, są cisi i raczej oszczędni w słowach. Gardzą ludźmi wywyższającymi się, brzydzą się fałszem, nie tolerują blichtru. Kochają prostotę i precyzyjność. Do dzisiaj mam przed oczami szykownie i jednocześnie skromnie ubrane mieszkanki Florencji, które widywałam codziennie, kiedy w odległym 2000 roku byłam w tym mieście na kursie językowym. Nosiły lniane sukienki, proste mokasyny lub sandały i jakiś oryginalny wisiorek, bransoletkę lub kolczyki. Podobnie wygląda toskański krajobraz – ten którym wszyscy się zachwycamy. Jest schludny i doskonały. Pod osłoną wdzięku kryje się surowe, perfekcyjne, czasem ascetyczne piękno.

Książka Katarzyny Włodyki de Simone opowiada o prawdziwej Toskanii. Mamy przed oczami piękną okładkę, a przede wszystkim napisaną poetyckim językiem opowieść o włókienniczym Prato, które dzisiaj zdominowane jest przez Chińczyków. Dzieje miasta perfekcyjnie oddają ducha regionu. Poznajemy pracowitych, ciekawych świata i zdeterminowanych Pratejczyków, którzy opuszczają swoje rodzinne strony po to, tylko żeby wrócić silniejsi, bogatsi i tak samo gorliwi jak na początku. Towarzyszą im oddane i niezłomne kobiety, doskonale wypełniające codzienne obowiązki. Baśniowe Prato jest odzwierciedleniem mrzonek na temat Toskanii, przez którą prowadzą nas sztuka, miłość, pasja i „pragnienie wszystkiego”. „Żagiel na przełęczy” ukazał się drukiem pod koniec ubiegłego roku. Jestem pewna, że wielu z Was książkę już czytało. Pozostałych – oczarowanych Toskanią – z całego serca namawiam do lektury!

A presto!

Ania

P.S. Jeśli spodobał Ci się ten wpis albo masz jakieś pytanie, zostaw pod tekstem komentarz. Jeśli byłeś w Prato, możesz podzielić się w komentarzu własnym zdjęciem stamtąd. Pamiętaj też, że czekam na Ciebie na Facebooku oraz na Instagramie@podsloncemitaliiblog. Jestem tam codziennie i zamieszczam jeszcze więcej włoskich ciekawostek oraz zdjęć.

Poprzedni artykułMonte Sant’Angelo
Następny artykułCaponata
Na imię mam Ania. Fascynuje mnie wszystko, co nieznane. Lubię minimalizm w architekturze, czyli "less is more", styl art déco, lubię dobrą muzykę, ciekawe książki, lubię pichcić i sączyć dobre wino. Kolekcjonuję gadżety zakupione w muzealnych sklepach (przynajmniej przed pandemią). Paznokcie zazwyczaj maluję na czerwono. Od dziecka jestem powiązana z Włochami, od 11 lat żyję w Lombardii. Trzy pierwsze lata spędziłam w Mediolanie. Właśnie mija ósmy rok, odkąd mieszkam z rodziną w miasteczku położonym mniej więcej 20 km na północ od Mediolanu i 25 km na południe od Lecco nad jeziorem Como. Na blogu opisuję kraj, gdzie zabytek znajduje się niemal na każdym kroku, a historia, krajobraz, zwyczaje, ludzie i kuchnia mienią się nieskończoną gamą kolorów. Zapraszam do mojej Italii!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here