Ulubione miejsce w Polsce, czyli dom

4
świdermajer



Ten post powstał w ramach projektu wakacyjnego Klubu Polki na Obczyźnie.

Większych problemów z wyborem mojego ulubionego miejsca w Polsce nie miałam. Właściwie od razu padło na dom rodzinny. Stało się tak jednak nie tylko z powodów sentymentalnych, ale przede wszystkim dlatego, że budynek i okolice są zwyczajnie piękne. Co więcej, skrywają ciekawą historię z włoskim wątkiem w tle.

Dom to klasyczny świdermajer, czyli drewniany budynek wzniesiony w stylu nadświdrzańskim, który ukształtował się na przełomie XIX i XX na tzw. linii otwockiej. Biegła ona wzdłuż trasy kolejki wąskotorowej, na odcinku od Wawra aż po Śródborów. Oryginalne podwarszawskie konstrukcje miały pierwotnie charakter letniskowy. Łączyły elementy budownictwa mazowieckiego, architektury szwajcarskiej oraz rosyjskiej daczy. Główną bryłę kształtowano na wzór alpejski, bogato dekorowane, ażurowe werandy oraz przedsionki zaczerpnięto z Rosji, inną cechą charakterystyczną stały się szpiczaste, zwieńczone iglicą dachy.

Autorem finezyjnej nazwy jest Konstanty Ildefons Gałczyński. Poeta w latach w 1936 -1939 mieszkał w Aninie, a zatem w okolicy, w której stoi nasz dom. Zauroczony miejscem napisał wiersz “Wycieczka do Świdra”. Żartobliwy poemat miał po pierwsze nawiązać do pogardliwego słówka “biedermeier”, oznaczającego styl właściwy niemiecko-austriackiemu mieszczaństwu z pierwszej połowy XIX wieku. Poza prawdziwie luksusowymi pensjonatami, wyposażonymi m.in. w łazienki z bieżącą wodą, w radio i telefony, zaczęły masowo powstawać skromniejsze imitacje. Dzieło Gałczyńskiego stało się inspiracją dla nadania nazwy oryginalnej architekturze.

“Wycieczka do Świdra”

Jest willowa miejscowość,
nazywa się groźnie Świder,
rzeczka tej samej nazwy
lśni za willami w tyle,

tutaj nocą sierpniową,
gdy pod gwiazdami idę,
spadają niektóre gwiazdy,

ale nie na te wille,

spadają bez eksplozji
na biedną głowę moją,
a wille w stylu groźnym
jak stały, tak stoją –

dzień i noc; i znów nocą
nikły blask je oświetla;
cóż im “Concerto grosso”
Fryderyka Jerzego Haendla!

Te wille, jak wójt podaje,
są w stylu “świdermajer”.

Tzw. linia otwocka biegła wzdłuż Wisły. W tamtych czasach otoczona wydmami rzeka pierwszorzędnie nadawała się do kąpieli. Całą okolicę porastały sosnowe lasy, a wdychanie żywicy miało mieć zbawienny wpływ na płuca i leczyć suchoty. Modne podwarszawskie letnisko stało się zatem również uzdrowiskiem. Organizowano dancingi, wystawne przyjęcia, w Otwocku istniało nawet kasyno. Z wilegiatury korzystali m.in. Władysław Reymont, Józef Piłsudski i Janusz Korczak.

Komu zawdzięczamy fenomen drewnianych willi? Autorem charakterystycznego stylu był Elwiro Michał Andriolli, urodzony w Wilnie powstaniec styczniowy, malarz i grafik, ilustrator wydań m.in. “Pana Tadeusza” i “Konrada Wallenroda”, syn kapitana wojsk napoleońskich, a za razem włoskiego rzeźbiarza. W 1880 zakupił on ziemię nad Świdrem (202 ha), nadając jej nazwę Brzegi. Zainspirowany Wystawą Rolno-Przemysłową z 1885, sprowadził tutaj kilka eksponowanych, bogato dekorowanych domów. Inne zlecił wybudować w podobnym stylu na wzór własnych rysunków. Przeznaczył je pod wynajem. Sam rezydował zaś w dworku, w którym zaaranżował również pracownię. W ślady Andriollego poszli warszawscy lekarze, prawnicy, artyści, wojskowi i przedsiębiorcy. Na początku XX wieku stało około sześćset drewnianych konstrukcji. Willom chętnie nadawano nazwy: Orchidea, Podole, Lala, Wenecja, Wygodna, Sosnowa, San Remo, nasza nazywa się Snitkówka.

Zdecydowany odsetek świdermajerów należał przed wojną do Żydów, którzy stanowili większość mieszkańców Otwocka i okolic. Po wojnie chętnie kwaterowano tutaj przypadkowych ludzi, nierzadko wywodzących się z marginesu. Domy masowo popadały w ruinę. Z czasem niektóre rozebrano, inne celowo podpalono. Dzisiaj jedynie niewielka ich część pozostaje utrzymana w dobrym stanie, a wśród nich nasz “drewniak”.

świdermajer

świdermajer

świdermajer

świdermajer

świdermajer

świdermajer

sie pomagaWakacyjny projekt dedykujemy akcji “AUTOSTOPEM DLA HOSPICJUM” – Przemek Skokowski wyruszył autostopem z Gdańska na Antarktydę, by zebrać 100 tys. zł. na Fundusz Dzieci Osieroconych oraz na rzecz dzieci z Domowego Hospicjum dla dzieci im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku. Na chwilę obecną brakuje 35 tys. Jeśli podoba Ci się nasz projekt, bardzo prosimy o wsparcie akcji dowolną kwotą. Więcej info: www.siepomaga.pl.

4 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here