Pasja po neapolitańsku, albo słów kilka o filmie “Passione”

Passione



“Zobaczyć Neapol i umrzeć” mawiał Goethe. Niektórzy z Was pewnie z owym stwierdzeniem się zgodzą, inni nie do końca. Na pewno miasto nikogo nie pozostawia obojętnym. Ja, swego czasu, swoje wrażenia opisałam tutaj i gorąco zachęcam wszystkich do lektury, szczególnie w kontekście dzisiejszego wpisu.

Amatorom Italii, południa półwyspu i  w końcu Neapolu, a także ciekawskim szczerze polecam film z 2010 roku pt. “Passione”. Właściwie jest to paramusical (albo muzyczny dokument) w reżyserii nietuzinkowego Johna Turturro, który tylko pozornie opowiada historię piosenki neapolitańskiej. W moim odczuciu ilustruje  on przede wszystkim złożoność tutejszej kultury, tradycje oraz skomplikowane dzieje “ludu neapolitańczyków” – jak sami siebie nazywają.
W pierwszej scenie Turturro wypowiada następujące słowa: “Ci sono posti in cui vai una volta sola e ti basta … e poi c’è Napoli” (Istnieją miejsca, które odwiedzasz raz w życiu i to ci wystarczy … i istnieje Neapol). Obraz nie posiada akcji w powszechnie przyjętym tego słowa znaczeniu. Przez 88 minut widzimy najbardziej charakterystyczne dla miasta miejsca (poza piosenką “Caravan Petrol”, którą osadzono na tle krajobrazu pobliskiego Pozzuoli) okraszone anegdotami, wywiadami i archiwalnymi zdjęciami oraz klasyczną i współczesną piosenką neapolitańską, jak również poezją śpiewaną. W ten wyrafinowany sposób reżyser przybliża nam Neapol i – wierzcie mi – trudno nie ulec czarowi metropolii.
“Passione” składa hołd największym gwiazdom muzyki spod Wezuwiusza. Mowa tu m.in. o Minie, Sergio Bruni, Enrico Caruso i Massimo Ranieri. Stosunkowo krótki film jest bodajże jedną z ciekawszych opowieści o istocie neapolitańskości. 15 utworów traktuje o miłości, zdradzie, złamanym sercu i ogromnej pasji w uczuciach (“Era de Maggio”, “Maruzzella”, “Malafemmena”), o cudzie macierzyństwa (“Comme facette mammeta”). Jedna z piosenek nawiązuje do problemu włoskiej mafii. Opowiada o aresztowanym (i ciągle wpływowym!) bossie Camorry, z drugiej strony wspomina o kawie, którą nawet w więzieniu podaje się doskonałą (“Don Raffaè”). Ludowa pieśń z przełomu XIII i XIV w. wyraża protest wobec obcych dominacji (“Canto delle lavandaie del Vomero”). Zresztą o arabskiej, francuskiej, hiszpańskiej i amerykańskiej przeszłości wspomina również Raiz na zakończenie utworu (“Nun te scurda”). Wątek amerykański ma swoją tragiczną kartę w dziejach neapolitańczyków. Ochoczo witani żołnierze, wyzwoliciele spod nazistowskiego reżimu, dosyć łatwo ulegali czarowi oryginalnej urody tutejszych kobiet. W efekcie rodziły się ciemnoskóre dzieci, które nigdy nie poznały własnych ojców, którym nadawano południowo-włoskie imiona (np. Ciro lub Pasquale) i które nie do końca były akceptowane przez społeczeństwo. Problem rasizmu poruszają piosenki “Passione” i “Tammurriata nera”. Nie mogło zabraknąć św. Januarego – patrona miasta – i tym bardziej wszelkich zabobonów z nim związanych (“Faccia Gialla”) oraz rytuałów mających na celu wymodlić urodzaj (“Dove sta Zazà”). Film zamyka kawałek autorstwa Pino Daniele “Napule è”. Piosenkarz na ekranie się nie pojawia, natomiast widzimy różnej maści ulicznych przechodniów śpiewających i tańczących w rytm muzyki.

Nie potrzeba sprawnego oka, żeby dostrzec wszystko to, co jest mieszkańcom miasta najbardziej drogie. Kiczowate obrazki świętych, dzieci kopiące piłkę w strojach drużyny Napoli, ołtarzyk z Diego Maradoną, mieszczańskie wnętrza domów i nie do końca gustowne odzienia, morze, Wezuwiusz (pierwsza piosenka “Vesuvio” jest swoistym hymnem dla groźnego i jednocześnie dobroczynnego wulkanu), wspólne tańce na miejskich placach, zniszczone kamienice i charakterystyczne sznury z rozwieszonym praniem. Niech Was jednak pozory nie zmylą, bo tutaj jest miejsce także dla kultury wysokich lotów zaprezentowanej w poezji śpiewanej “Era de Maggio”, “Passione” i “Catarì” wykonanej na tle malowideł m.in. Caravaggia. Najbardziej współczesne nurty w muzyce reprezentują kawałek “Caravan Petrol”, należący do tzw. Napoli Power (u szczytu w latach 80.) jak również Nun te scurda utrzymany w rytmie reggae.

Osobiście jestem pełna podziwu dla wysiłku jaki reżyser włożył w pracę nad filmem i w jak spójny sposób wyjaśnił co znaczy urodzić się neapolitańczykiem. Bycie “stąd” oznacza bardzo bogatą historię i tożsamość, sięgającą Greków i Samnitów (np. rytuał urodzaju, wywodzący się z kultu bogini Demetry), zmieszane ze średniowiecznymi wpływami bizantyjskimi i dalej arabskimi (widocznymi m.in. w urodzie, a słyszalnymi w dialekcie), z kulturą Francuzów oraz hiszpańskich Habsburgów (głównie architektura, mit potęgi Królestwa Obojga Sycylii i znowu dialekt). “Passione” to liryczne pieśni ludowe, echa flamenco, blues, jazz, soul, reggae, dramaturgiczne inscenizacje muzyczne, poezja śpiewana oraz języki – włoski, arabski, angielski i naturalnie neapolitański [dialekt].

 

Passione

Passione

Passione

Passione

Passione

Passione

Passione

Passione

2 thoughts on “Pasja po neapolitańsku, albo słów kilka o filmie “Passione”

  1. Neapol… miasto wciąż dla mnie nieodkryte, tajemnice, kuszące i wabiące. Po tym wpisie jeszcze bardziej! “Passione” to właśnie słowo, które bardzo kojarzy mi się z Neapolem.
    No ii oczywiście nieodłączny widok prania! 😉

  2. Nie mogę powiedzieć, że tam mieszkałam, bo przez blisko rok krążyłam jedynie między Mediolanem a Neapolem. Mimo wszystko miałam okazję wiele zobaczyć i masę przeżyć. Kiedy moja neapolitańska przygoda skończyła się, natknęłam się na “Passione” i nie mogłam się od tego filmu oderwać! Polecam zarówno seans, jak i wyprawę pod Wezuwiusza 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© 2012-2019 podsloncemitalii.pl | Wszystkie prawa zastrzeżone | Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody podsloncemitalii.pl zabronione