O tym jak nauczyłam się języka włoskiego

19
O tym jak nauczyłam się języka włoskiego



Czasem dostaję od Was maile, w których pytacie w jaki sposób nauczyłam się włoskiego, ile czasu potrzeba na opanowanie języka i czy mam jakieś magiczne metody, przyspieszające naukę? Dzisiaj opowiem Wam jak to było w moim przypadku.

Dawno temu chodziłam do liceum, gdzie jednym z głównych języków obcych był włoski. Przeniosłam się do tamtej szkoły dopiero po po roku, dlatego w wakacje, a potem przez całą jesień nadrabiałam zaległy materiał. Pomagała mi w tym pewna solidna studentka italianistyki, ale i osłuchanie, spowodowane wcześniejszymi pobytami we Włoszech, zrobiło swoje. Dosyć szybko wyszłam na prostą. Uczyła nas bardzo miła pani – rodowita Włoszka – znająca jedynie kilka polskich słów. Przez bite trzy lata wałkowaliśmy gramatykę, poznawaliśmy włoską literaturę, poezję, kino, byliśmy nawet na wymianie kulturalnej w Genui, potem Włosi odwiedzili nas w Warszawie. Z jedną z poznanych wtedy osób jestem w kontakcie po dziś dzień. Rok przed maturą dostałam stypendium językowe Włoskiego Instytutu Kultury w Warszawie i dzięki niemu cały sierpień spędziłam we Florencji. Szkolne lata zleciały dość szybko, a ówczesna przygoda zakończyła się dla mnie pisemną i ustną maturą z włoskiego.

Zaczęłam studiować archeologię. Na drugim roku dużą część zajęć wybieraliśmy sami – ja zapisałam się na wykład z Archeologii północnej Italii. Naturalnie nie było żadnych polskich książek, stanowiących pomoc dla studentów. Mogliśmy opierać się jedynie na włoszczyźnie. Dla mnie była to swego rodzaju kontynuacja nauki. Studia na trzecim roku przerwałam (długo by o tym pisać) i zabrałam się za szukanie pracy. Po pewnym czasie trafiłam do włoskiej firmy, która w rzeczywistości okazała się być firmą sycylijską, także, mimo solidnych podstaw językowych, niewiele na początku rozumiałam. Poznałam wtedy bogatą kulturę wyspy, cudowną kuchnię sycylijską, osłuchałam się z dialektem. Cały czas jeździłam do “moich” Włoch, podtrzymywałam stare znajomości, poza tym wtedy internet, a razem z nim media społecznościowe, były już bardzo powszechne, co niezmiernie ułatwiało codzienne kontakty z włoskimi znajomymi. W końcu wróciłam na studia i z marszu zabrałam się za pisanie pracy licencjackiej. Temat, wspólnie z panią profesor od Archeologii północnej Italii, wybrałyśmy kilka lat wcześniej (“Architektura sakralna Bresci“), dlatego pozostało mi zabrać się za zbieranie materiałów i czytanie książek. Jakieś 80% bibliografii było po włosku. Po żmudnej pracy, nieocenionej pomocy mojego dziadka i kilku innych życzliwych mi osób, a także dzięki wymagającemu promotorowi obroniłam się na 5, dostałam propozycję przerobienia licencjatu na artykuł, w końcu zaproszono mnie do udziału w warsztatach dla studentów architektury i archeologii, odbywających się w Wenecji. Dalszą naukę postanowiłam kontynuować we Włoszech.

Spakowałam walizki i poleciałam do Wenecji, a po miesiącu spędzonym w jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie i po moim intensywnym Erasmusie znalazłam się w Mediolanie. Przez trzy lata mieszkałam u przyjaciół naszej rodziny – u cudownych i życzliwych mi ludzi, cenionych włoskich dziennikarzy, którzy poza szczerą przyjaźnią i ogromną pomocą lingwistyczną, otwierali przede mną kolejne aspekty włoskiej kultury, historii, mentalności, polityki, włoskich realiów. Prawdziwie pomogli mi odnaleźć się w nowych realiach. Tymczasem na studiach robiłam notatki po włosku, czytałam zadane książki i powoli zaliczałam kolejne przedmioty, dostałam nawet stypendium naukowe. Dzisiaj mam we Włoszech swój dom, mam narzeczonego i plany na przyszłość, mam też własną kolekcję książek, w której pozycji włoskich jest mniej więcej tyle samo co polskich. Ciągle zgłębiam tajniki włoskiej kuchni, smakuję wino, zwiedzam i chłonę.

Jak zatem najprościej nauczyć się włoskiego? Dla poprawnego mówienia i pisania konieczna jest baza gramatyczna, w drugiej kolejności niezbędne jest osłuchanie (muzyka, filmy, telewizja i włoskie przyjaźnie), jednak żeby porządnie poznać język, trzeba zagłębić się w historię, w kulturę, w zwyczaje, należy smakować i podróżować. Magiczne metody, przyspieszające naukę możecie włożyć między bajki, ale miłość do Italii na pewno Wam pomoże!

Buona fortuna!

KONKURS!

Do wygrania wartościowe pomoce, przydatne do nauki języka włoskiego.

KONKURS ZAKOŃCZONY

Lignea - pomoce naukowe

Napiszcie w komentarzach o Waszych doświadczeniach z językiem włoskim. Dlaczego i jak się go uczycie? Podzielcie się radami i doświadczeniami. Trzy kreatywne osoby nagrodzę książkami ufundowanymi przez Wydawnictwo Lignea. Na odpowiedzi czekam do 14 marca 2016.

  1. Sprytny słownik włosko-polski i polsko-włoski z gramatyką języka włoskiego (Starannie opracowany słownik włosko-polski i polsko-włoski, w którym znajdziecie również idiomy, przydatne rozmówki oraz gramatykę z przykładami)
  2. Gramatyka języka włoskiego z praktycznymi przykładami (Opisane w przejrzysty sposób najważniejsze zagadnienia gramatyczne, praktyczne przykłady i starannie opracowany indeks)
  3. Rozmówki włoskie ze słownikiem i gramatyką (Książeczka może być nieocenioną pomocą dla podróżujących po Italii. Poza pogrupowanymi tematycznie rozmówkami, znajdziecie tutaj słownik włosko – polski i polsko-włoski, wymowę oraz informacje praktyczne)
WYNIKI KONKURSU:

Sprytny słownik włosko-polski i polsko-włoski z gramatyką języka włoskiego wędruje do Ani, której życzę połamania pióra przy pracy licencjackiej na temat Oriany Fallaci oraz sukcesów w Pawii!

Gramatykę języka włoskiego z praktycznymi przykładami dostaje Ania, bo jak sama pisze – na naukę nigdy nie jest za późno i tego się trzymajmy!

Rozmówki włoskie ze słownikiem i gramatyką są dla Doroty. Ogromne brawa za motywację!

Dziewczyny, proszę o wysłanie mi na maila Waszych adresów, koniecznie z tytułem książki, którą wygrałyście.

podsloncemitalii@gmail.com

19 KOMENTARZE

  1. Moja przygoda rozpoczęła się wraz z moją pierwszą pracą w biurze podróży. Byłam zachwycona poznawaniem Włoch: kuchnia, kultura, zabytki. Po kilku wizytach w Italii (znając tylko język angielski) postanowiłam, iż muszę nauczyć się ich języka, aby jeszcze lepiej zaznajomić się z Włochami oraz ich historią. Jak pomyślałam, tak też uczyniłam. Zapisałam się na lekcje, które udzielała mi sympatyczna Pani Ewa (żona niesamowitego rodowitego Włocha). Słuchałam melodyjnych włoskich piosenek, audiobooków i… próbowałam coraz śmielej rozmawiać po Włosku w pracy 🙂 Kiedy przełamiemy barierę wstydu, skrępowania (przecież nawet Włosi popełniają błędy gramatyczne, czy stylistyczne) potok “włoszczyzny” przyjdzie sam 🙂

  2. Moja przygoda zaczęła się gdy byłam jeszcze w podstawówce i rodzice postanowili “Jedziemy na objazdówkę!”. Pojechałam mając w głowie tylko takie informacje jak Włochy? Ah no tak, pizza, Koloseum… Będąc na tej wycieczce jak byłam zdziwiona i zaczarowana. Zakochałam się dosłownie w każdym szczególe, kulturze, przepięknych zabytkach, w jedzeniu i języku! Po powrocie chłonęłam każdą informacje, czy to na historii w szkole czy znajdując ciekawostki w internecie.
    Naukę języka rozpoczęłam jeszcze w liceum, na kursie. To tam zostałam zaproszona do tego świata. Nauka polegała na czytaniu tony dialogów i tekstów na postawie ktorych pózniej sami układaliśmy zdania. Najlepsze metoda nauki! Człowiek odrazu jest przyzwyczajany do mówienia! Po pierwszym roku miałam taką śmiałość w mówieniu o ktorej tylko mogłabym sobie marzyć jesli chodzi o moj angielski…
    Zaczęłam intensywnie słuchać włoskiego radia, oglądać tv włoska, czytać strony www( w tym kulinarne), nawet ustawiłam sobie włoski slownik w telefonie, komputerze. Połączyłam wszystko to co najbardziej kocham.
    Mając poziom A2 nie bałam sie zacząć rozmawiać przez internet z Włochami 😀
    A uniwersalny przepis? Niby nie ma, ale moim zadaniem? Pasja nie tylko do języka, ale do całej kultury i podróże. To ta właśnie “miłość” daje tego największego “kopa” 😉

  3. Nie wiem, czy moje doświadczenie z językiem włoskim będzie aż tak optymistyczne, ale zaryzykuję. Język włoski od zawsze był dla mnie językiem najpiękniejszym i zawsze kojarzył mi się ze wszystkim co najwspanialsze, kultura, sztuka, jedzenie, muzyka itp. Mój romans z italiano zaczął się dość późno, gdy (wydawało mi się), że wiem czego chcę od życia. Na pierwszych dwóch latach studiów dziennikarskich od razu wybrałam język włoski, znajomi zapisywali się na angielski, niemiecki a ja jako pierwsza byłam na liście do włoskiej przygody. W dwa lata opanowałam język na poziomie akademickim dostałam się na Erazmusa do Trento i…. I zrezygnowałam, ze względu na chłopaka, miłość (jak zwał tak zwał). Facet postawił mi ultimatum, że jak wyjadę to z nami koniec, podjęłam tą głupią decyzję, czyli zostałam, a on po miesiącu i tak się ze mną rozstał. Pal sześć faceta, ale ta głupia decyzja chodzi za mną od 15 lat i gdzieś tam wiem, że pewnie teraz byłabym w Italii gdyby nie pewne decyzje. Moja przygoda z włoskim wciąż trwa, ale niestety język bez praktyki zanika, mój poziom nie jest już na poziomie akademickim, ale wierzę że na naukę nigdy nie jest zbyt późno i wystarczy tylko chcieć 😉

  4. Moja przygoda z Włochami, to wyjazd do pracy. Kilka słowek, słownik i wór odwagi. Języka uczyłam się
    sama, pomocą był telewizor i jakieś *rozmowy* z moimi włoskimi znajomymi. Wszystko zapisywałam
    w zeszycie, tłumaczyłam z pol. na włoski i odwrotnie. Pierwszy rok nie roztawałam się ze słownikiem, był moim najlepszym przyjacielem.. szkoda tylko, że w któregoś dnia ukradziono mi go … kupiłam nastepny.
    Mieszkałam 15 lat we Włoszech, w Neapolu..pokochałam ten kraj i ludzi… z czasem poznałam też dialekt napoletański, taki, jakim mówili ludzie na ulicy. Bardzo rzadko rozmawiałam po polsku… zaczełam zapominać słowek polskich../ bo./ śmiech i łzy były po włosku… Trzy lata temu podjęłam decyzję powrotu
    /do Polski.. na kilka dni/… mieszkam i pracuję w Niemczech. Moich znajomych uczę włoskich słówek, oni mnie niemieckich…gotuję włoskie potrawy, opowiadam o Włoszech.. Niemcy są zakochani w Italii…ja też..

  5. Nie mogę niestety pochwalić się, że umiem język włoski ponieważ zaczęłam się go uczyć zaledwie kilka miesięcy temu dokładnie w kwietniu ubiegłego roku. Kocham Włochy- wiem tak jak każdy kto zagląda na ten blog 🙂 ale ja tak bardzo pokochałam ten kraj, że chłonę wszystko z nim związane stąd nauka języka. A jak postanowiłam że zacznę się go uczyć? otóż mój plan to zwiedzić cały ten piękny kraj i bardzo chciałabym “luźno” rozmawiać z jego mieszkańcami a po drugie zaszłam w ciążę i ze względów zdrowotnych musiałam ten cały okres spędzić w domu więc po prostu stwierdziłam że ten czas wykorzystam na naukę włoskiego. Nie idzie mi to jakoś super ale nauka daje mi ogromną satysfakcje, poznaje nowe słówka które wyłapuje słuchając oczywiście włoskiej muzyki :)Języka uczę się w kilku osobowej grupie, bardzo motywujemy się nawzajem i to jest naprawdę super. Słucham dużo włoskiej muzyki a gdy wychodzę codziennie na spacer z moim maleńkim synkiem to czekam tylko jak zaśnie a ja zakładam słuchawki i słucham włoskiego radia w którym dużo “gadają” 🙂 wierzę,że opanuje język bo mam silną motywację i ogromną słabość do tego kraju.

  6. Podjęłam decyzję o nauce j. włoskiego gdy po kolejnych wakacjach spędzonych we Włoszech, w których nota bene jestem zakochana bezgranicznie, zapragnęłam swobodnej komunikacji z “tubylcami” :). Sam pomysł wydawał się rewelacyjny ale jego realizacja okazała się troszkę trudniejsza. Zawsze byłam przekonana, że mieszkam w nie najmniejszym mieście wojewódzkim, w którym dostęp do nauki języków obcych jest łatwy i przyjemny, ale niestety myliłam się 🙂 Okazało się, że jeżeli chodzi o j. angielski czy niemiecki to owszem, mogę zacząć naukę od zaraz w każdej szkole językowej na terenie mojego miasta, natomiast pytając o zajęcia z nauki j. włoskiego okazało się, że żadna ze szkół, które by mnie interesowały nie prowadziły naborów ze względu na małą liczbę chętnych. Ze względu na moją determinację zapisałam się do jedynej szkoły jaka wtedy prowadziła nabór… i to był mój błąd. Szkoła ta, której nazwy nie wymienię, reklamuje się, że uczy 25 języków obcych z czego włoskiego nie uczy wcale 🙂 Jak się okazało to była strata czasu. Lektorka-polka, która prowadziła zajęcia była znudzoną życiem kobietą, która mało mówiła po włosku i od nas też niewiele wymagała. Jedyne co z tych zajęć wyniosłam to trochę gramatyki i słówek, których uczyłam się z zakupionych wcześniej fiszek. Mówić nadal nie umiałam a na tym najbardziej mi zależało. Na kolejny semestr już się nie zapisałam i przez pół roku próbowałam uczyć się sama, ale jak wiadomo, w takich przypadkach najgorzej jest z motywacją. Ponieważ od dawna namiętnie śledzę różne blogi o tematyce włoskiej, to na jednym z nich znalazłam ofertę nauki języka przez skypa. Zmotywowałam się i od dwóch miesięcy “męczy się ze mną” przesympatyczna Kasia, która mieszka we Włoszech na stałe. Nauka włoskiego sprawia mi wielką radość ale niestety nie mogę na nią poświęcić tyle czasu ile bym chciała. Ale nieważne ile czasu zajmie mi opanowanie języka włoskiego, ważne że nie odpuszczam i że sprawia mi to przyjemność.

  7. Hmmm… a ja się uczę cały czas, bo języka, który jest dynamiczny nieustannie się zmienia, trzeba się uczyć cały czas. Weźmy chociażby ostatnie słynne “petaloso”, wokół którego jest ostatnio tyle zamieszania 😉 Właśnie dlatego kocham uczyć się włoskiego, bo nie mogę spocząć na laurach i ciągle coś mnie zaskakuje 🙂
    We Włoszech zakochiwałam się stopniowo podczas corocznych rodzinnych wakacji. Potem poszłam na studia i tym sposobem piszę licencjat o Orianie Fallaci i, daj Boże, od razu ruszam na magisterkę, a potem na Erasmusa. Bo gdzie najlepiej uczyć się języka, jak nie na gruncie? 😉 Życzcie mi powodzenia w pięknej Pavii 🙂

  8. Ja tez kocham Włochy <3 no i tak jak Wy od jakiegoś czasu postanowiłam się uczyć włoskiego… Oczywiście nie wszystko poszło tak gładko jak sobie zaplanowałam, bo miałam problem żeby znaleźć dobrą szkołę u mnie w mieście. Ale udało mi się znaleźć na http://www.langzie – mega przydatna wyszukiwarka. Teraz mam zajęcia 2x w tygodniu i moja avventura italiana się zaczęła 🙂 Powodzenia wszystkim!!

  9. Moja przygoda z boską Italią to podziękowanie pracy w korporacji, spakowanie się w walizkę i wyjazd do Włoch, jako wolontariuszka. Jak uczę się włoskiego, bo zakochałam się we Włoszech. Jak:https://lifeinprogress528.wordpress.com/2016/12/23/il-mio-italiano/

    Zapraszam generalnie na mój blog i stronę fb, jeśli chcielibyście rozpocząć swoją przygodę z wolontariatem. Czy to przez chwilę czy dłużej. Nie tylko we Włoszech. Ja wyruszyłam w podróż rok temu. To tu, to tam. Wenecja, Palermo, Rzym, Florencja, Perugia, Assisi, Arezzo, Orvietto!
    https://www.facebook.com/MagdalenaVagabonda/

  10. Moja przygoda z jezykiem rozkreca sie stopniowo i powoli… Kocham Wlochy,a jeszcze bardziej kocham pewnego Wlocha – rodowitego Toskanczyka 🙂 Mieszkamy razem w Londynie, wiec rozmawiamy po angielsku.. Ale ja probuje uczyc Go naszego jezyka – On mnie swojego. Stopniowo, powoli..Pewnego dnia mam nadzieje poslugiwac sie tym pieknym jezykiem biegle 🙂

  11. Moja przygoda z językiem włoskim zaczęła się od tego dnia, gdy poznałam moją rodzinę, a konkretnie kuzynkę z Włoch. Bardzo się zaprzyjaźniłyśmy i chciałam nauczyć się tego języka również 🙂 Niestety nic nie umiałam oprócz “si” i “no” ale dzisiaj po dwóch semestrach nauki w szkole językowej https://lincoln.edu.pl/ dogaduję się z kuzynką bez problemu. Wiadomo uprzedzam ją by mówiła wolniej ale generalnie rozumiem praktycznie wszystko : ) Włoski to piękny język, cieszę się, że się go uczę.

  12. Ja swoją przygodę z językiem włoskim dopiero rozpoczynam! Zapisałam się do szkoły Berlitz na kurs, więc na razie opanowuję tylko podstawy oraz szkolę swoje słownictwo. Trzymaj kciuki 😀

  13. Każdy z osób uczących się języków obcych powinien znaleźć swój własny sposób na naukę. Dla niektórych dobrym sposobem do nauki słówek są np. fiszki, a dla innych aplikacja na smartfon. Podobnie w przypadku tłumaczeń, każdy ma swój sposób. Ważne, by przekład był na wysokim poziomie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here