To był dziwny, trudny i raczej smutny rok, który na pewno wszyscy zapamiętamy. W styczniu planowaliśmy wielkie zmiany, z których do tej pory nic nie wyszło. Zostawiając smutki za drzwiami, okazuje się, że jest się z czego cieszyć. Odkryliśmy spory kawał Lombardii traktowanej wcześniej trochę po macoszemu i piękny kanton Gryzonia. Przede wszystkim spędziliśmy jednak czas rodzinie i na łonie natury. A jeśli przeszliśmy COVID-19, choroba musiała być bezobjawowa.
ŻYCIE PRZED COVIDEM
W styczniu spotkaliśmy się z moją rodziną w Wenecji. Mimo smutnych okoliczności przyjemnie wspominamy pobyt. Niestety wtedy widzieliśmy się ostatni raz.
Jeszcze przed pandemią mąż czasem zabierał mnie na romantyczne kolacje.
Spacerowaliśmy po okolicy.
I jeździliśmy na wycieczki. Byliśmy w pięknej Bresci,
w Salò i w Varennie.
Kilka dni później premier Giuseppe Conte ogłosił: „Non ci sarà più zona rossa, l’Italia diventa zona protetta” („Nie będzie więcej czerwonych stref, Włochy stają się strefą chronioną”) i przywrócono kontrole na granicach.
LOCKDOWN
Z dnia na dzień zostaliśmy zamknięci w domach. Ludzie śpiewali na balkonach i na dachach kamienic. Sprzyjała nam dobra pogoda, dlatego czas spędzaliśmy głównie w ogrodzie, pielęgnując rośliny i zajmując się porządkami.
Był moment, kiedy niemal wszyscy odtwarzaliśmy znane obrazy. Od pierwszych chwil koronawirus obił się na psychice dzieci. Moja córka w marcu malowała potwory, czyli koronawirusy. W lecie bawiła się w mierzenie lalkom i misiom temperatury. Wciągnęła z szafy zimowe rękawiczki i chciała iść na zakupy.
Jak wszyscy piekliśmy domowy chleb i pizzę.
Robiliśmy makaron…
i bawiliśmy się w dekorowanie focacci.
Wielkanoc spędziliśmy w odosobnieniu. Kilka dni wcześniej papież samotnie modlił się na Placu św. Piotra. To jeden z bardziej wzruszających obrazów, który wszystkim zapadł głęboko w pamięci. Widzieliśmy zdjęcie pielęgniarki drzemiącej na klawiaturze komputera, wykończonej ciężkim dyżurem i ciężarówki wywożące ciała zmarłych z Bergamo.
PIERWSZE WYJŚCIE
W maju mogliśmy wreszcie wyjść z domu. Musieliśmy zmierzyć się z nowymi realiami i oswoić maseczki. Na pierwszy spacer wybraliśmy łąkę przed Bosco Verticale w Mediolanie.
Drobne przyjemności: pierwsze lody i pierwsza kawa.
WZGLĘDNY POWRÓT DO NORMALNOŚCI
Wybraliśmy się na piknik w okolice położnej koło Sankt Moritz Chiavenny. Byliśmy w Verbani…
i nad jeziorem Garda. W Riva del Garda świętowaliśmy rocznicę ślubu.
Weekend w Riva del Garda: atrakcje, plaże, restauracje (PRZEWODNIK)
Przy okazji odwiedziliśmy malowniczo położone Tremosine sul Garda i przejechaliśmy się najpiękniejszą drogą położoną nad jeziorem Garda.
Po romantycznym weekendzie zabraliśmy córkę do miasteczka, gdzie urodziła się Bona Sforza. W Vigevano można spróbować jednych z najlepszych włoskich lodów.
Ponownie wróciliśmy na weekend do Chiavenny.
https://podsloncemitalii.pl/chiavenna/crotto-ombra-koniecznie-musisz-tu-zjesc-jesli-bedziesz-w-okolicach-chiavenny/
A przy okazji odkryliśmy magiczny kanton Gryzonia.
Latem podjadałam lody o smaku Spritz’a.
Wróciliśmy do mojej ukochanej Varenny,
do Val di Mello…
i do Szwajcarii.
Plażowaliśmy nad jeziorem Como…
i nad bardziej przyjaznym dzieciom lago di Mezzola. W pierwszym tygodniu września wreszcie wybraliśmy się na upragnione wakacje. Za cel nie obraliśmy ani południa Włoch, ani dalekiej Polski. Postawiliśmy na sąsiednią Ligurię. Było cudnie! Portovenere,
Il Pescato Cucinato: smaczny przystanek w Riomaggiore (Cinque Terre)
Val di Vara i świetna agroturystyka:
a na koniec Montemarcello…
i Tellaro.
Chwilę później taplaliśmy się w śniegu w Livigno …
zbieraliśmy jadalne kasztany,
Największy w Europie las z kasztanami jadalnymi znajduje się w Szwajcarii
odwiedziliśmy włoską patronkę rowerzystów…
i wpadliśmy na chwilę do Bellagio.
CZERWONA STREFA
Po pięciu miesiącach oddechu wszystko zaczęło się od początku. Lombardia znów stała się czerwoną strefą. Niestety druga fala bardzo mocno uderzyła w naszą prowincję. Znam wiele osób, które przeszły COVID-19. Niektóre spędziły długie tygodnie w szpitalu. Do pierwszych dni grudnia właściwie jedynym widokiem wartym wzmianki był nasz ogród. Na ten czas przypadły 40. urodziny męża. Mimo wielkich planów i marzeń o dalekiej podróży ostatecznie spędziliśmy je w domu, zamawiając jedzenie w ulubionej knajpce.
ODWILŻ
Przez 10 grudniowych dni znów mogliśmy złapać odrobinę oddechu. Nie planowaliśmy nic wielkiego.
Odwiedziliśmy Mediolan…
i Monzę,
a dzień przed Wigilią, kiedy wszyscy robili świąteczne zakupy, my pojechaliśmy w góry.
Madesimo | raj dla narciarzy i najbardziej oddalone od morza włoskie miasteczko
ŚWIĘTA W ZAMKNIĘCIU
Boże Narodzenie spędziliśmy w zamknięciu. Jak zawsze starałam się połączyć tradycje dwóch krajów. W naszym domu piernik brata się z panettone, obchodzimy Wigilię i słuchamy kolęd. Chyba byliśmy grzeczni, bo do drzwi zadzwonił św. Mikołaj. Ze względu na pandemię nie wszedł do środka, ale razem z córką widziałyśmy go z okna i pozdrowiłyśmy.
NADZIEJA
Podczas ostatnich, trudnych miesięcy chyba każdy zrozumiał, co rzeczywiście nas uszczęśliwia? Niech wraca normalność!
Uściski,
Ania
P.S. Pamiętaj też, że czekam na Ciebie na Facebooku oraz na Instagramie @podsloncemitaliiblog, gdzie zamieszczam więcej ciekawostek, zdjęć i Włoch!
















































![Claudia Durastanti „Obca” [recenzja] Claudia Durastanti "Obca" [recenzja]](https://i0.wp.com/podsloncemitalii.pl/wp-content/uploads/2024/04/IMG-20240414-WA0004-2.jpg?resize=218%2C150&ssl=1)
![Johna Hooper „Włosi” [recenzja książki] Johna Hooper "Włosi" [recenzja książki]](https://i0.wp.com/podsloncemitalii.pl/wp-content/uploads/2022/08/IMG_20220807_180144-1.jpg?resize=218%2C150&ssl=1)
![Nada Loffredi „Sztuka kochania po włosku” [recenzja] Nada Loffredi "Sztuka kochania po włosku" [recenzja]](https://i0.wp.com/podsloncemitalii.pl/wp-content/uploads/2022/07/IMG_20220621_164942-1.jpg?resize=218%2C150&ssl=1)

