Strona główna Blog Strona 17

Pobierz e-book „Mantua włoska stolica kultury 2016”

4
Pobierz ebook "Mantua włoska stolica kultury 2016"

 E-book „Mantua włoska stolica kultury 2016” jest kulturalnym i enokulinarnym przewodnikiem po Mantui i okolicach. Mantua razem z Sabbionetą stanowią od 1996 roku wspólny kompleks wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, dlatego jak najbardziej wskazane jest poznanie obydwu miejsc. Niezależnie od tego, w roku, w którym Mantua pełni rolę włoskiej stolicy kultury, zachęcam wszystkich do odwiedzenia miasta, poznania jego historii, zabytków, sekretów oraz wyjątkowej kuchni, sięgającej epoki Gonzagów.

„Mantuę łatwo podziwiać,  jest smakowita, pachnąca, przyjemna, idealna do spacerów, przejrzyście czytelna. Mantua jest bowiem niewielka.” Stefano Scansani „Omnia Mantova”

Ze wstępu: Niniejsza książeczka jest kulturalnym i enokulinarnym przewodnikiem po Mantui i okolicach. Składa się z sześciu rozdziałów, z których pierwsze trzy zostały poświęcone zabytkom oraz bogatej historii Mantui i Sabbionety, rozdział czwarty przybliża jedną z bardziej znanych oper skomponowanych przez Giuseppe Verdiego „Rigoletto”, której akcja toczy się w XVI wieku na mantuańskim dworze Gonzagów, natomiast dwa ostatnie rozdziały dotyczą kuchni, regionalnych produktów i wina, m.in. lambrusco. Uzupełnieniem do przewodnika są informacje praktyczne, z których można się dowiedzieć, jak dostać się do obydwu miast i co należy koniecznie w nich zobaczyć.

Mantua włoska stolica kultury 2016” jest pierwszym przewodnikiem stworzonym w ramach projektu „Pod Słońcem Italii – włoskie skarby”, mającym na celu ułatwienie świadomego zwiedzania Italii. Darmowy e-book możecie pobrać TUTAJ. Przyjemnej lektury i owocnych podróży!

Ania

Korzystając z okazji, przypominam o moich mediach społecznościowych. Na Facebooku i na Instagramie@podsloncemitaliiblog jestem codziennie i zamieszczam jeszcze więcej ciekawostek, zdjęć i Włoch!

Il prosciutto di San Daniele – Szynka San Daniele

5
Il prosciutto di San Daniele - Szynka San Daniele

Il Prosciutto di San Daniele produkuje się ze świńskiego udźca, który kształtem przypomina gitarę. Ma charakterystyczny czerwono-różowy kolor, intensywny zapach i bardzo delikatny smak. Istnieją specjalne techniki degustacji tej pysznej szynki, posiadającej ozanczenie pochodzenia geograficznego Unii Europejskiej (D.O.P.) oraz pieczęć regionalną (marchio del Consorzio), a wprawiony nos jest w stanie wyczuć w niej zapach pieczonego chleba, suszonych owoców i słodu  jęczmiennego. Co ważne, il prosciutto di San Daniele nie zawiera konserwantów.

Szynka dojrzewa przez minimum 13 miesięcy, a cały sekret tkwi w wyjątkowym mikroklimacie, panującym w okolicach miasteczka San Daniele del Friuli. Spotykają się tutaj bowiem zimne wiatry, ciągnące od strony Alp Karnickich i ciepła bryza, pochodząca od Adriatyku, co z kolei powoduje mieszanie się zapachu żywicy z solą. O wilgotności powietrza i o temperaturze decydują moreny oraz rzeka Tagliamento, będąca jedną u ostatnich rzek w Europie, która zachowała swój pierwotny bieg. Włochy w 1970 roku, dzięki specjalnemu dekretowi, uznały jakość il prosciutto di San Daniele wprowadzając obowiązek stosowania tradycyjnych reguł produkcji (Disciplinare di Produzione) i przewidując surowe kary za ich nieprzestrzeganie. Wszystko to ma na celu ochronę jedynej w swoim rodzaju marki.

Il prosciutto di San Daniele - Szynka San Daniele

Il prosciutto di San Daniele - Szynka San Daniele

Terytorium San Daniele del Friuli jest interesujące nie tylko ze względu na pyszną szynkę. Warto poznać tutejszą niepowtarzalną naturę i piękną architekturę. Z jednej strony mamy wzgórza i moreny, meandry otoczonej żwirem rzeki Tagliamento z jej turkusowymi wodami oraz alpejskie jeziora, z drugiej strony podziwiamy średniowieczne zamki, zabytkowe wille i miasteczka pełne miejsc, w których produkuje się prosciutto di San Daniele i ser Fagagna, oraz hoduje się pstrąga San Daniele. Okolica nosi nazwę „La strada dei castelli e dei sapori del Friuli Collinare”, jest długa na blisko 90 km, a można ją pokonać pieszo, na rowerze, na motorze lub samochodem.

San Daniele del Friuli charakteryzuje bogata historia oraz sztuka. Badania archeologiczne potwierdzają powszechność wieprzowiny w lokalnej diecie już na przełomie IX i VIII w. p.n.e., natomiast rozwój hodowli i tradycje rzeźnicze sięgają czasów średniowiecza.

Jak rozpoznać prosciutto di San Daniele?

  • Szynka posiada nóżkę wieprzową, a udziec ma kształt gitary
  • Na udźcu znajduje się dobrze widoczna pieczęć (marchio del Consorzio), która potwierdza pochodzenie szynki i długość jej dojrzewania
  • Cieniutkie plasterki szynki maję kolor czerwono-różowy oraz białe kawałki tłuszczu
  • Zapach szynki przypomina pieczony chleb, suszone owoce i słód jęczmienny
  • Smak jest delikatny i słodkawy, a plasterki szynki rozpuszczają się w ustach

Il prosciutto di San Daniele - Szynka San Daniele

Il prosciutto di San Daniele - Szynka San Daniele

Jeśli interesuje Cię enokulinarne zwiedzanie regionu Friuli – Wenecja Julijska lub jednodniowa degustacja lokalnych potraw oraz wina, koniecznie do mnie napisz (podsloncemitalii@gmail.com). Chętnie pomogę w organizacji.

Jeśli zamierzasz zatrzymać się w San Daniele na własną rękę, np. podczas podróży do Włoch, polecam z całego serca B&B Mezza Mela.

Mezza Mela to niezwykle klimatyczny Bed&Breakfast urządzony w rustykalno-artystycznym stylu. Ceny są jak najbardziej przystępne, pokoje przestronne i urządzone z sercem. Na śniadanie, co warte podkreślenia, podają produkty najlepszej jakości. „Mezza mela” to doskonały pomysł na nocleg podczas długiej drogi do Włoch (jeśli jedziecie przez Tarvisio), a przy okazji doskonała okazja do skosztowania przepysznej szynki San Daniele. Akceptują zwierzęta.

B&B Mezza Mela, San Daniele del Friuli

info: www.mezzamela.eu

Alla prossima!

Il prosciutto di San Daniele - Szynka San Daniele

O tym, jak nauczyłam się języka włoskiego

22
O tym, jak nauczyłam się języka włoskiego

Czasem dostaję od Was maile, w których pytacie, w jaki sposób nauczyłam się włoskiego, ile czasu potrzeba na opanowanie języka i czy mam jakieś magiczne metody, przyspieszające naukę? Dzisiaj opowiem o moich doświadczeniach.

Dawno temu chodziłam do liceum, gdzie jednym z głównych języków obcych był włoski. Przeniosłam się do tamtej szkoły dopiero po roku, dlatego w wakacje, a potem przez całą jesień nadrabiałam zaległy materiał. Pomagała mi w tym pewna solidna studentka italianistyki, ale i osłuchanie spowodowane wcześniejszymi pobytami we Włoszech zrobiło swoje. Dosyć szybko wyszłam na prostą. Uczyła nas bardzo miła pani – rodowita Włoszka – znająca jedynie kilka polskich słów. Przez bite trzy lata wałkowaliśmy gramatykę, poznawaliśmy włoską literaturę, poezję, kino, byliśmy nawet na wymianie kulturalnej w Genui, potem Włosi odwiedzili nas w Warszawie. Z jedną z poznanych wtedy osób jestem w kontakcie po dziś dzień. Rok przed maturą dostałam stypendium językowe Włoskiego Instytutu Kultury w Warszawie i dzięki niemu cały sierpień spędziłam we Florencji. Szkolne lata zleciały dość szybko, a ówczesna przygoda zakończyła się dla mnie pisemną i ustną maturą z włoskiego.

Zaczęłam studiować archeologię. Na drugim roku dużą część zajęć wybieraliśmy sami – ja zapisałam się na wykład z Archeologii północnej Italii. Naturalnie nie było żadnych polskich książek, stanowiących pomoc dla studentów. Mogliśmy opierać się jedynie na włoszczyźnie. Dla mnie była to swego rodzaju kontynuacja nauki. Studia na trzecim roku przerwałam (długo by o tym pisać) i zabrałam się za szukanie pracy. Po pewnym czasie trafiłam do włoskiej firmy, która w rzeczywistości okazała się być firmą sycylijską, także, mimo solidnych podstaw językowych, niewiele na początku rozumiałam. Poznałam wtedy bogatą kulturę wyspy, cudowną kuchnię sycylijską, osłuchałam się z dialektem. Cały czas jeździłam do moich Włoch, podtrzymywałam stare znajomości, poza tym wtedy internet, a razem z nim media społecznościowe były już bardzo powszechne, co niezmiernie ułatwiało codzienne kontakty z włoskimi znajomymi. W końcu wróciłam na studia i z marszu zabrałam się za pisanie pracy licencjackiej. Temat, wspólnie z panią profesor od Archeologii północnej Italii, wybrałyśmy kilka lat wcześniej („Architektura sakralna Brescii„), dlatego pozostało mi zabrać się za zbieranie materiałów i czytanie książek. Jakieś 80% bibliografii było po włosku. Po żmudnej pracy, nieocenionej pomocy mojego dziadka i kilku innych życzliwych mi osób, a także dzięki wymagającemu promotorowi obroniłam się na 5, dostałam propozycję przerobienia licencjatu na artykuł, w końcu zaproszono mnie do udziału w warsztatach dla studentów architektury i archeologii, odbywających się w Wenecji. Dalszą naukę postanowiłam kontynuować we Włoszech.

Spakowałam walizki i poleciałam do Wenecji, a po miesiącu spędzonym w jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie i po moim intensywnym Erasmusie znalazłam się w Mediolanie. Przez trzy lata mieszkałam u przyjaciół naszej rodziny – u cudownych i życzliwych mi ludzi, cenionych włoskich dziennikarzy, którzy poza szczerą przyjaźnią i ogromną pomocą lingwistyczną, otwierali przede mną kolejne aspekty włoskiej kultury, historii, mentalności, polityki, włoskich realiów. Prawdziwie pomogli mi odnaleźć się w nowym środowisku. Tymczasem na studiach robiłam notatki po włosku, czytałam zadane książki i powoli zaliczałam kolejne przedmioty, dostałam nawet stypendium naukowe. Dzisiaj mam we Włoszech swój dom, mam narzeczonego i plany na przyszłość, mam też własną kolekcję książek, gdzie pozycji włoskich jest mniej więcej tyle samo co polskich. Ciągle zgłębiam tajniki włoskiej kuchni, smakuję wino, zwiedzam i chłonę.

Jak zatem najprościej nauczyć się włoskiego? Dla poprawnego mówienia i pisania konieczna jest baza gramatyczna, w drugiej kolejności niezbędne jest osłuchanie (muzyka, filmy, telewizja i włoskie przyjaźnie), jednak żeby porządnie poznać język, trzeba zagłębić się w historię, w kulturę, w zwyczaje, należy smakować i podróżować. Magiczne metody, przyspieszające naukę możecie włożyć między bajki, ale miłość do Italii na pewno Wam pomoże!

Buona fortuna!

Ania

Korzystając z okazji, przypominam o moich mediach społecznościowych. Na Facebooku i na Instagramie @podsloncemitaliiblog jestem codziennie i zamieszczam jeszcze więcej ciekawostek, zdjęć i Włoch!

KONKURS!

Do wygrania wartościowe pomoce, przydatne do nauki języka włoskiego.

KONKURS ZAKOŃCZONY

Lignea - pomoce naukowe

Napiszcie w komentarzach o Waszych doświadczeniach z językiem włoskim. Dlaczego i jak się go uczycie? Podzielcie się radami i doświadczeniami. Trzy kreatywne osoby nagrodzę książkami ufundowanymi przez Wydawnictwo Lignea. Na odpowiedzi czekam do 14 marca 2016.

  1. Sprytny słownik włosko-polski i polsko-włoski z gramatyką języka włoskiego (Starannie opracowany słownik włosko-polski i polsko-włoski, w którym znajdziecie również idiomy, przydatne rozmówki oraz gramatykę z przykładami)
  2. Gramatyka języka włoskiego z praktycznymi przykładami (Opisane w przejrzysty sposób najważniejsze zagadnienia gramatyczne, praktyczne przykłady i starannie opracowany indeks)
  3. Rozmówki włoskie ze słownikiem i gramatyką (Książeczka może być nieocenioną pomocą dla podróżujących po Italii. Poza pogrupowanymi tematycznie rozmówkami, znajdziecie tutaj słownik włosko – polski i polsko-włoski, wymowę oraz informacje praktyczne)
WYNIKI KONKURSU:

Sprytny słownik włosko-polski i polsko-włoski z gramatyką języka włoskiego wędruje do Ani, której życzę połamania pióra przy pracy licencjackiej na temat Oriany Fallaci oraz sukcesów w Pawii!

Gramatykę języka włoskiego z praktycznymi przykładami dostaje Ania, bo jak sama pisze – na naukę nigdy nie jest za późno i tego się trzymajmy!

Rozmówki włoskie ze słownikiem i gramatyką są dla Doroty. Ogromne brawa za motywację!

Dziewczyny, proszę o wysłanie mi na maila Waszych adresów, koniecznie z tytułem książki, którą wygrałyście.

podsloncemitalii@gmail.com

Pieczone brukselki w maślano-pomarańczowym sosie

6
Pieczone brukselki w maślano-pomarańczowym sosie

Ten przepis na pieczone brukselki w maślano-pomarańczowym sosie zmieni Twój stosunek do brukselek, jeśli podobnie do mnie, wcześniej za nimi nie przepadałeś. Wypróbuj go koniecznie!

PIECZONE BRUKSELKI W MAŚLANO-POMARAŃCZOWYM SOSIE

Składniki:

  • 1 opakowanie brukselek
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • masło wielkości orzecha włoskiego
  • pół łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki octu balsamicznego
  • 1 łyżka syropu klonowego
  • sok wyciśnięty z połówki pomarańczy
  • pół łyżeczki startej skórki pomarańczowej

WinoToskanii

Przygotowanie:

Piekarnik rozgrzewamy do 180°C.

Umyte brukselki kroimy na pół i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Zapiekamy przez 20 minut.

brukselki

W międzyczasie w garnku rozpuszczamy masło. Zdejmujemy z ognia, dodajemy ocet balsamiczny, syrop klonowy oraz sok i skórkę z pomarańczy. Dokładnie mieszamy, solimy i ponownie mieszamy.

Gotowe brukselki przekładamy do miski. Polewamy oliwą z oliwek oraz z maślano-pomarańczowym sosem. Mieszamy i podajemy.

Smacznego!

Ania

Korzystając z okazji, przypominam o moich mediach społecznościowych. Na Facebooku i na Instagramie@podsloncemitaliiblog jestem codziennie i zamieszczam jeszcze więcej ciekawostek, zdjęć i Włoch!

Pieczone brukselki w maślano-pomarańczowym sosie

Walentynki dla kochających Italię

2
Walentynki dla kochających Italię

Z okazji zbliżających się Walentynek przygotowałam dla was drobny poradnik. Jeśli tak samo jak ja uwielbiacie Włochy, albo ubóstwia je wasza druga połówka, to czemu nie spróbować pokusić się o stworzenie odrobinę włoskiego klimatu w Dzień Zakochanych. Wbrew pozorom nie jest to wcale skomplikowane. Zasady są banalnie proste – dużo miłości i jeszcze więcej Italii, albo pełno Italii i cała masa miłości w najlepszym wydaniu. Pamiętajcie, że ten patent możecie wykorzystać przy okazji każdego innego ważnego święta!

Krok 1 – wspólny wieczór

Romantyczna kolacja, a może aperitif?

  • Jeśli zdecydujecie się postawić na APERITIF w prawdziwe włoskim stylu, to niech to będzie SPRITZ i śródziemnomorskie BRUSCHETTY, a do tego jakiś nastrojowy włoski FILM.

Co musisz zrobić?

I. SPRITZ

Przepis na Spritza:

  • 3 części Aperolu
  • 2 części Prosecco
  • 1 część wody sodowej
  • plaster pomarańczy
  • lód
  • 1 zielona oliwka

Do szklanki wlewamy Aperol, wrzucamy kostki lodu, dolewamy Prosecco oraz wodę sodową. Na koniec dodajemy plaster pomarańczy, oliwkę na drewnianym patyczku  i mieszamy.

spritz

II. Jeśli natomiast chodzi o BRUSCHETTY, to inspiracje znajdziecie TUTAJ. Koniecznie dajcie się ponieść fantazji!

bruschetta

III. FILM

Lubiącym klasykę, romantycznym duszyczkom proponuję „IL POSTINO” z niezapomnianym Massimo Troisi, albo „NUOVO CINEMA PARADISO”. Amatorom dobrej muzyki poleciłabym traktujący o typowej dla neapolitańczyków ogromnej pasji w uczuciach „PASSIONE” (więcej TUTAJ), tym zaś, którzy wolą coś współczesnego doradzam filmy Ferzana Özpeteka.

  • Wariant drugi, czyli ROMANTYCZNA KOLACJA

I. Możecie postawić na PIZZĘ W KSZTAŁCIE SERCA (!) – wystarczy kupić odpowiednią foremkę lub uformować ciasto ręcznie

DSC_5073-1

… albo na AFRODYZJAKI, którymi są OWOCE MORZA. Polecam AROMATYCZNE KREWETKI (przepis TUTAJ) i MULE (przepis TUTAJ) lub oryginalny czarny makaron barwiony atramentem kałamarnicy, czy też mątwy NERO DI SEPPIA (przepis TUTAJ). Koniecznie pamiętajcie o BUTELCE DOBREGO WINA – w podanych przeze mnie instrukcjach znajdziecie kilka sugestii.

Walentynki dla kochających Italię

III. MUZYKA

Jeśli kochacie Italię, to na pewno macie swoje ulubione włoskie piosenki. Mina, Lucio Battisti, Lucio Dalla, Pino Daniele, Nek, Biaggio Antonacci, Tiziano Ferro, Gino Paoli, Patty Pravo, Jovanotti, Zucchero, Carmen Consoli, Ligabue, Mia Martini… Długo by wyliczać.

Krok 2 – włoski prezent

  • Ukochanej osobie można podarować np. ładnie OPRAWIONĄ GRAFIKĘ LUB PLAKAT nawiązujący do włoskich klimatów. Potrzebna podpowiedź? Audrey Hepburn i Gregory Peck w Wiecznym Mieście na planie „Rzymskich wakacji”, reprodukcja płótna „Il bacio” Francesca Hayeza, albo zdjęcie rzeźby Antonia Canovy „Psyche budzona przez pocałunek Kupidyna”.

 

  • Jeśli chcecie zaskoczyć partnera, to kupcie dwa BILETY DO OPERY. Nie ma chyba nic bardziej włoskiego  w dziedzinie sztuki i wierzcie mi, że przynajmniej raz w życiu warto podobne widowisko zobaczyć. Zresztą, co ja was będę przekonywać, przeczytajcie co na ten temat napisała jedna z moich czytelniczek: „Otóż przywiozłam z Mediolanu same pozytywne wrażenia. Co prawda gatunek muzyczny opera nie będzie moim ulubionym gatunkiem, ale fakt bycia w takim miejscu, w loży, zostanie na zawsze w mojej pamięci. (…) Jestem bardzo szczęśliwa, że miałam możliwość przeżycia tego muzycznego rarytasu i uważam ze nawet jeśli ktoś nie gustuje w operze to jednak raz w życiu powinien tego zasmakować.”
  • Na koniec zostawiłam numer z BILETAMI LOTNICZYMI. Właściwie z każdego większego miasta w Polsce dostaniecie się tanimi liniami do Bergamo, gdzie czeka np. przepiękna Lombardia ze swoimi polodowcowymi jeziorami, z Alpami i z Doliną Padu, a do tego kilka miast, prawdziwych perełek, wśród których Mantua – włoska stolica kultury 2016, pyszne wino oraz włoska kuchnia.

Buon San Valentino!

***

Do zobaczenia Pod Słońcem Italii, także na na Facebooku oraz na Instagramie.

„Rigoletto” – książęcy błazen działający na dworze Gonzagów

0
"Rigoletto" - książęcy błazen działający na dworze Gonzagów

Na pewno znacie arię „La donna è mobile”. Pochodzi ona z jednej z głośniejszych oper skomponowanych przez Giuseppe Verdiego, a mianowicie z „Rigoletto”. Tytułowy Rigoletto to książęcy błazen, odpowiednik polskiego Stańczyka, tyle że działający na dworze Gonzagów, a więc w Mantui. Tragedia może być pretekstem do zwiedzania miasta. Akcja toczy się bowiem w Pałacu Książęcym, w Domu Rigoletta (La Casa di Rigoletto), który znajduje się na Piazza Sordello, w dzielnicy San Leonardo, w twierdzy Sparafucile, mowa jest również o lago di Mezzo.

Skąd pomysł na libretto i dlaczego Mantua?

Giuseppe Verdi wspólnie z librecistą Francesco Maria Piave, zainspirowani dramatem Wiktora Hugo „Król się bawi”, postanowili napisać operę pt. „Klątwa”. Premiera miała odbyć się w 1850 w weneckim Gran Teatro La Fenice, jednak została zablokowana przez austriacką cenzurę, która opisała dzieło jako „odpychającą niemoralność „oraz „obsceniczna trywialność”.  Dlaczego? Bohaterami sztuki były kurtyzany, prostytutki, uwodziciele i najemni mordercy, a rozwój wypadków prowadził do próby zabójstwa króla. W ramach osiągniętego kompromisu przeniesiono historię z Paryża do Mantui, Sekwanę zastąpiło lago di Mezzo, król stał się księciem, a Triboulet przemienił się w Rigoletta. Zabieg okazał się prawdziwym sukcesem – wszystko wydawało się na tyle wiarygodne i znajome, że mantuańczycy adoptowali Rigoletta, a nawet znaleźli mu dom (La Casa di Rigoletto). O wyborze miejsca zdecydował współudział w tworzeniu nowego scenariusza Głównego Dyrektora Policji Luigiego Maratello, który zanim wspiął się na szczyty lombardzko-weneckiej administracji, przez długie lata służył w Mantui. Znał zatem dobrze miasto i jego okolice. Z drugiej zaś strony gdzie w Italii mógłby żyć nadworny błazen. jeśli nie na jednym z najznakomitszych dworów renesansowej Europy?

O czym traktuje opera?

„Rigoletto” wykłada „filozofię maski”, która jak żadne inne narzędzie daje możliwość stania się kimś innym, albo wręcz przeciwnie – bycia w końcu sobą. Ten kto potrafi się nią inteligentnie posługiwać, może odnieść nieocenione korzyści. Wcale nie wygrywa człowiek prawy i szlachetny, ale inteligentniejszy i bardziej przebiegły. Garbaty błazen, bezczelny i cyniczny libertyn, wielki uwodziciel bezgranicznie kochający swoją piękną córkę, ponosi porażkę, ponieważ równie arogancki i uwodzicielski książę Mantui okazał się być sprytniejszy.  Zachęcam do zobaczenia opery na żywo, a tymczasem zostawiam was z arią „La donna è mobile” w wykonaniu Luciano Pavarottiego.

„Rigoletto”

Opera w trzech aktach skomponowana przez Giuseppe Verdiego

Libretto: Francesco Maria Piave według dramatu Wiktora Hugo „Król się bawi”

Prapremiera światowa: 11.03.1851, Gran Teatro La Fenice, Wenecja

Premiera polska: 8.11.1853, Teatr Wielki, Warszawa

Inne posty opublikowane w ramach cyklu „Mantua włoska stolica kultury 2016”:

***

Do zobaczenia Pod Słońcem Italii, także na na Facebooku oraz na Instagramie.

DSC_4138
Rigoletto.
DSC_4137
Rigoletto.

Binario 21 – Miejsce Pamięci włoskich Ofiar Shoah

2
Binario 21 - Miejsce Pamięci włoskich Ofiar Shoah

BINARIO 21

Dzisiaj (27.01.) obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pamięci Ofiar Holokaustu i właśnie dlatego postanowiłam pokazać wam miejsce, z którego deportowano do obozów zagłady ludzi należących do „gorszej rasy”, głównie Żydów pochodzących z północnych i środkowych Włoch. Mam na myśli dworzec w Mediolanie (Stazione Centrale) oraz Binario 21 (Peron 21) – Memoriale della Shoah di Milano.

Faszystowskie Włochy jeszcze w 1938 wprowadziły dekrety o czystości rasy, na podstawie których każda osoba niespełniająca jasno określonych warunków, oprócz pozbawienia jej praw obywatelskich, została dokładnie „zinwentaryzowana„, a zatem wpisana na odpowiednią listę, zawierającą jej dane osobowe oraz miejsce zamieszkania. Kiedy w 1943 Italia znalazła się pod okupacją niemiecką, nie było potrzeby tworzenia gett, czy przypinania napiętnowanym gwiazdy Dawida. Naziści dokładnie wiedzieli, gdzie szukać swoich ofiar. Rozpoczęły się masowe aresztowania. Ludzie, jeśli nie mieszkali w Mediolanie, trafiali najpierw do więzień przejściowych, stamtąd zaś do więzienia San Vittore w Mediolanie. Torturom poddawano głównie głowy rodzin – po pierwsze, aby złamać morale całej rodziny, po drugie, żeby wydobyć informacje o ukrywających się bliskich i o schowanych majątkach. 6.12.1943 wyruszył pierwszy transport do Auschwitz-Birkenau.

Więźniów” przewieziono z jednostki karnej w stronę dworca (Stazione Centrale). Nie kierowano ich jednak na perony, a do podziemnego magazynu przeznaczonego w tamtym okresie jedynie do transportu towarów, przede wszystkim przesyłek pocztowych. W atmosferze terroru siłą upychano ich do bydlęcych wagonów, które po zablindowaniu, przy pomocy specjalnej dźwigni podnoszono do poziomu peronów. Dopiero wtedy tworzono konwoje, które opisywano słowami RSHA („ReichSigerheiitsHauptAmt” – Centralny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy) i którymi podróżowały Stück (sztuki) w stronę łagrów (magazynów). Co działo się dalej, wszyscy dobrze wiemy.

Wyjątkowość Binario 21 polega na tym, że zachował on swój pierwotny wygląd.

DLACZEGO SHOAH?

Przywykliśmy określać „ostateczne rozwiązanie” terminem holokaust. Słowo to wywodzi się z greki (olokautosis) i oznacza rytualną ofiarę. Tak naprawdę nikt z tamtych ludzi się nie poświęcił, dlatego bardziej stosowne wydaje się być hebrajskie słowo SHOAH – spustoszenie, katastrofa.

DLACZEGO OBOJĘTNOŚĆ (INDIFERENZA)?

W przedsionku Memoriału ustawiono ogromny mur z napisem INDIFFERENZA (OBOJĘTNOŚĆ). Autorką pomysłu jest jedna z cudem ocalałych – Liliana Segre. Zobojętniałe było bowiem nastawienie zdecydowanej większości obywateli „lepszej rasy” w stosunku do zbrodni, która działa się na ich oczach. Warto o tym pamiętać, bo konformistyczna obojętność wobec krzywdy innych jest bardzo powszechna również dzisiaj.

Informacje praktyczne:

Memoriale della Shoah di Milano

Piazza Edmond J. Safra 1 (via Ferrante Aporti 3), Mediolan

Otwarte w każdy poniedziałek od 10:00 do 20:00, ostatnie wejście o 19:00, zwiedzanie z przewodnikiem o 18:30.

Rezerwacje: www.memorialeshoah.it

W tym miejscu zapraszam Cię do moich mediów społecznościowych. Na Facebooku i na Instagramie @podsloncemitaliiblog jestem codziennie i zamieszczam jeszcze więcej ciekawostek, zdjęć i Włoch!

Ania

Memoriale della Shoah di Milano

Memoriale della Shoah di Milano

Memoriale della Shoah di Milano

Memoriale della Shoah di Milano

Memoriale della Shoah di Milano

Memoriale della Shoah di Milano

Memoriale della Shoah di Milano

Memoriale della Shoah di Milano

Memoriale della Shoah di Milano

Memoriale della Shoah di Milano

Memoriale della Shoah di Milano

Memoriale della Shoah di Milano

Tarta z gorzką czekoladą i z pomarańczą

2
tarta z gorzką czekoladą i z pomarańczą

Tarta z gorzką czekoladą i z pomarańczą to wyjątkowa harmonia smaków – tylko tyle i aż tyle. Przekonajcie się sami!

TARTA Z GORZKĄ  CZEKOLADĄ I Z POMARAŃCZĄ

Składniki:

Ciasto:

  • 100 g mąki
  • 70 g gorzkiego kakao
  • 20 g mielonych migdałów
  • 60 g cukru pudru
  • 90 g zimnego masła
  • 1 żółtko
  • surowa fasola potrzebna do pieczenia ciasta

Krem:

  • 275 g gorzkiej czekolady
  • 140 g masła
  • 2 jajka
  • 3 żółtka
  • 110 g cukru
  • skórka otarta z jednej pomarańczy

Przygotowanie:

Mąkę mieszamy z cukrem pudrem, z kakao i z migdałami, dodajemy posiekane masło i ucieramy na kruszonkę. Na koniec dodajemy żółtko i zagniatamy ciasto. Zawijamy je w folię kuchenną i odkładamy do zamrażarki na 30 minut. Po upływie tego czasu ciasto wyjmujemy z zamrażarki, rozwałkowujemy i wykładamy nim natłuszczoną lub wyłożoną papierem formę do pieczenia, którą jeszcze na kwadrans wstawiamy do zamrażarki.

Piekarnik rozgrzewamy do 180°C.

Ciasto nakłuwamy widelcem i posypujemy surową fasolą po to, aby nie opadło w trakcie pieczenia. Pieczemy przez 20 minut. Odstawiamy do ostudzenia.

Posiekane czekoladę i masło roztapiamy na parze, ciągle mieszając. W innym rondlu mieszamy jajka, żółtka, cukier i skórkę z pomarańczy. Umieszczamy go na parze i podgrzewamy przez ok. 10 minut, ubijając mikserem.  Kiedy krem zgęstnieje i stanie się biały mieszamy go z masą czekoladową. Całość wylewamy na spód i ponownie zapiekamy  przez 20 minut w temperaturze 180°C.  Gotową tartę chłodzimy w lodówce przez przynajmniej 2 godziny.

Smacznego!

Ania

Na blogu znajdziecie również inny przepis na tartę z pomarańczami w roli głównej: TARTA POMARAŃCZOWA.

Do zobaczenia Pod Słońcem Italii, także na na Facebooku oraz na Instagramie.

tarta z gorzką czekoladą i z pomarańczą

tarta z gorzką czekoladą i z pomarańczą

Literacka wyprawa na Sycylię: Andrea Camilleri i Giuseppe Tomasi di Lampedusa po polsku

1
Literacka wyprawa na Sycylię: Andrea Camilleri i Giuseppe Tomasi di Lampedusa po polsku

Zapraszam na wyjątkową wycieczkę na Sycylię. Nie zamierzam nikogo kusić długimi opisami, pięknymi zdjęciami, doskonałym winem, ani lokalną kuchnią, których w sieci nie brakuje. W zamian za to proponuję wyprawę literacką. Do rozmowy zaprosiłam wybitnego tłumacza włoskiej literatury, który ma na swoim koncie przekłady m.in. Calassa, d’Annunzia, Leopardiego, Lampedusy i Camilleriego. Stanisław Kasprzysiak, bo o nim mowa, jest laureatem wielu nagród, w tym m.in.  Rządu Republiki Włoskiej „Premio Nazionale Traduzioni” 2002 oraz orderu „Stella della Solidarietà italiana” 2004 za zasługi dla włoskiej kultury. Dzisiaj opowie nam o sycylijskich akcentach w jego pracy tłumacza, czyli o Komisarzu Salvo Montalbano oraz o klasyce włoskiej literatury, o „Gepardzie” Lampedusy.

Stanisław Kasprzysiak prywatnie jest moim dziadkiem, dlatego niech nikogo nie dziwi luźny charakter konwersacji.

książki Andrea Camileriego

I. Casus Camilleriego.

S.K. Tak, Droga Dottoresso, właśnie tak o tym pisano i tak istotnie było i jest. Casus, nieczęsty przypadek, nadzwyczajne wydarzenie we włoskim świecie literackim, zaskoczenie. Dlaczego? Dlatego, że Andrea Camilleri – urodzony w 1925 roku na Sycylii, reżyser telewizyjny, profesor w rzymskiej szkole teatralnej (Accademia nazionale d’arte drammatica a Roma) – zaczął pisać mając 53 lata: pierwszą powieść – „Il corso delle cose” – wydał w roku 1978. Pisał dużo, głównie powieści historyczne umiejscowione na Sycylii, a powodzenie nie przychodziło. I tak przez 16 lat. Dopiero pierwsza powieść „policyjna” – „La forma dell’acqua” („Kształt wody”) – wydana w roku 1992, z komisarzem Montalbano prowadzącym dochodzenia w fikcyjnym miasteczku sycylijskim Vigata, odmienia stan rzeczy, i to radykalnie. I to jest jeszcze większe zaskoczenie. Sukces, nieoczekiwany, ale nie wyproszony u czytelników, tylko zasłużony.

Ukazana przez Camilleriego Sycylia zaciekawia swoją niezmienną odrębnością, sławetną „wyspiarskością”. A komisarz Salvo Montalbano jest „kimś, kim trzeba być”, czyli jest bystry, błyskotliwy, wnikliwy, ironiczny, ale też rzetelny, mądry, wrażliwy, odważny, prawy, wyrozumiały,
sprawiedliwy i pozbawiony złudzeń. Każdej pannie, nie tylko sycylijskiej, ale także naszej, warto by życzyć, by natrafiła na takiego mężczyznę.
Mimo że to mężczyzna bardzo samotny, zagubiony, wątpiący i melancholijny. Jednak Salvo Montalbano zjednuje do siebie głównie jakimś swoim
nieuchwytnym, ale nieodpartym wdziękiem.

Co niespodziewanie – i byłoby to już trzecie zaskoczenie, dodatkowy casus – potwierdziła osobowość aktora, Luki Zingarettiego, który od roku 1994 zaczął brać na siebie uwierzytelnienie postaci komisarza w kolejnych filmach. A Camilleri rozpędził się na dobre. Do dziś wydał już około 20 powieści i ponad setkę opowiadań z komisarzem Montalbano jako głównym bohaterem. Powstało też 18 filmów. Co osobliwsze – to znowu casus – i opowieści i filmy o Montalbano są wartościowe, choć zostały pomyślane
na użytek szerokiej publiczności. Cenne w nich jest chociażby to, że nie podszywają się pod literaturę mierzącą jak najwyżej. Zwłaszcza jednak to, że nie naśladują werystycznie zwykłego życia ani prymitywności policyjnych dochodzeń. Nie ma w nich „prawdziwych” zabitych, krwi, zwłok, strzelaniny – wszystko to ukazuje się w cudzysłowie, dzieje się umownie, co w powieściach kryminalnych jest tak rzadkie. Tutaj, u Camilleriego,
jakbyśmy grali w szachy. Gramy w rozwiązywanie śledztwa – wspólnie z komisarzem. Wygrywa oczywiście on, bo sprawniej dociera do prawdy.

II. Którą książkę Camilleriego było mi najtrudniej przełożyć?

S.K. Niewiele ich przełożyłem: 2 powieści i 2 zbiory opowiadań. Najtrudniej – tak wyglądał tu, Dottoresso, paradoks – szło mi z powieścią nieudaną. Usychała mi w rękach jak roślina posadzona na jałowej ziemi, nie chciała ożyć. Mówię tu o przekładzie „Cierpliwości pająka” („La pazienza del ragno”) wydanym w 2010 roku. W tej powieści nie doszło na dobrą sprawę do przestępstwa, do niczego dostatecznie zaciekawiającego. Została porwana dziewczyna, ale po niewielu stronach już się wiedziało, że „porwała” siebie sama dla rodzinnych porachunków. Śledztwo było siłą rzeczy nudne, wyblakłe, nijakie. Co z czymś takim może zrobić tłumacz? Niewiele. Nawet jednego zdania nie wolno mu zmienić na ciekawsze. Ale każde zdanie może z większą uwagą przesuwać w stronę żywego życia, a dialogom może przysparzać kolokwialności, ubarwiać je i pogłębiać stosowniejszymi słowami. I właśnie z myślą o czymś takim trzeba było słowa dobierać i wyważać, a przez to z konieczności rzecz trwała dłużej i była jednak trudniejsza.

III. Jak zachować sycylijskość w polskim przekładzie sycylijskiego dialektu?

S.K. Język, który Camilleri wybrał – czy raczej „wymyślił” – dla swoich powieści dziejących się na Sycylii, nie jest sycylijskim dialektem. To „dialekt Vigaty”, twór sztuczny, zrodzony w pisarskiej wyobraźni. Mieszanina „italianizmów” z „sycylijizmami”. Język tak ukształtowany, by sprawiał wrażenie sycylijskiej odmiany języka włoskiego, ale niezbyt od włoskiego oddalonej. Prościej mówiąc taki, żeby każdy Włoch mógł go bez trudu
zrozumieć. Zatem raczej włoski niż jakiś stop fenicko-grecko-kartagińsko-normandzko-burbońsko-sycylijski.

Tym „dialektem”autorstwa Camilleriego mówi w powieściach Montalbano i inni Sycylijczycy, ale już urzędnicy przyjeżdżający do Vigaty z Rzymu
mówią poprawnymi frazesami czystego języka włoskiego. I tutaj pojawia się dla tłumacza sedno rzeczy. Takiej różnicy dwu odmiennych języków
nie można było w polskich przekładach zastosować, bo to by wymuszało użycie prócz naszego języka rdzennego również jakichś jego dialektów.
Rzecz nie do pomyślenia. Kaszubski, góralski, nostalgiczno-lwowski na Sycylii? W żadnym razie. Pozostawało rozwiązanie skromne, niezbyt wyraziste, ale jedyne możliwe: język „sycylijski” Camilleriego nasycać jak najintensywniej mową kolokwialną, a urzędniczy „włoski” zdać na retoryczną poprawność. Ale w sumie trzeba było zdobyć się na przekładową wyrozumiałość wobec siebie samego –
jednak z przykrością, co do tego nie mam się co łudzić, Dottoresso.

IV. Czy którąś spośród książek o Montalbano masz za ulubioną?

S.K. Jakbyś zgadła: coś z rzeczy Camilleriego polubiłem. Nie powieść, ale jedno z opowiadań: „Una faccenda delicata” („Delikatna sprawa”). Chodzi w nim istotnie o sprawę arcy-delikatną: Montalbano musi przesłuchać dziecko, pięcioletnią dziewczynkę Anię. Fakty kryją w sobie bezsporną prawdę, czystą jak woda w górskim potoku, ale na razie ta woda jest zmącona. Woda nie ma kształtu, to Camilleri mówi jasno, poczynając już od tytułu swojej pierwszej powieści „Kształt wody”. Trzeba więc taką wodę – prawdę nabrać do właściwego naczynia, ono nada jej kształt. „No to dociekajmy” – mówi sobie Montalbano – nie pozostaje mu nic innego. Ale nie wie, jak się do tak szczególnego dociekania zabrać. Coś się pogmatwało między matką Ani a wychowawcą w przedszkolu, matka oskarża go o to, że Ani wręcz nadskakuje: podaje jej płaszczyk, myje buzię. Ale matka często nocuje z Anią u teściowej, a wychowawca mieszka piętro wyżej. I co z tego? Bo może coś z tego. Ale jak to coś z dziewczynki wydostać, jak zacząć rozmowę z nią? Okazuje się, że Ania wie lepiej, jak się zaczyna rozmawiać: pyta komisarza: „- Kto ty jesteś?”.  I odtąd już przesłuchanie idzie gładko i pomyślnie.

Po namyśle dopowiem Ci, że da się też polubić powieść „Il sorriso di Angelica”. Camilleri mierzył w niej wysoko: chciał, by konkretna dziewczyna była jak „la bellissima Angelica” z Orlanda szalonego Ariosta. Obdarował więc tę swoja urojoną nadzwyczajną dziewczynę pięknem, wdziękiem,
promieniejącym jaśnieniem. Byliśmy gotowi w coś takiego uwierzyć, choć w realnym życiu coś takiego przecież się nie zdarza. Słowem, wątpiliśmy. Chyba tak jak Orlando w poszukiwaniu Angeliki pogubił się u Ariosta w zaczarowanym pałacu, tak też nasz pisarz pogubił się w swojej
wizji. I wyszło na to, że się pogubił. Ale wyszło na to dopiero w filmie nakręconym na podstawie powieści, gdzie uważnie dobranej
aktorce daleko było do promiennej Angeliki od Ariosta. Ale przynajmniej same złudzenia co do tej promienności można było w „Il sorriso” polubić.

Giuseppe Tomasi di Lampedusa "Gepard"

V. Dlaczego „Lampart” zmienił się w „Geparda”?

(Mamy w Polsce dwa tłumaczenia powieści Lampedusy – „Lampart” przełożony przez Zofię Ernstową i wydany w 1962 oraz „Gepard „przełożny przez Stanisława Kasprzysiaka, wydany w 2009).

S.K. A to dlatego, Droga Dottoresso, że tytułowy „Il Gattopardo” to gepard. Innymi słowy dlatego, że zwierzę nierówne zwierzęciu, zwłaszcza zwierzę heraldyczne. A ponadto, że człowiek nierówny człowiekowi, więc Don Giuseppe Tomasi z Lampedusy mógł się tylko przebrać za Don Fabrizia Salinę z Palmy di Montechiaro, ale nie mógł się nim stać. Rozważmy tę rzecz spokojnie. Gdyby książę Tomasi obdarował swojego powieściowego księcia Salinę własnym herbem z lampartem na tarczy, byłoby to tak, jakby chciał się tym rodowym herbem przechwalać. Tymczasem sam już z takiego herbowego wywyższania się drwił, podobnie jak chłopi pańszczyźniani w jego lennach. Raczej cenił  właśnie to chłopskie poczucie ironii, bo podobne odnajdywał w sobie. Chłopi mówili na lamparta w napotykanych na każdym kroku herbach „gattupardu”, a nie „leopardo” – tak z dobrotliwą kąśliwością. A żaden gepard nigdy nie doczekał się w heraldyce powołania go na tarczę herbową. I tak to pisarz wybrał dla swojej powieści tonację pobłażliwie ironiczną, już od samego tytułu poczynając. A potem tylko beztroscy tłumacze uznawali, że wiedzą lepiej. Tacy zmieniali „Geparda” na „Lamparta”. Doszło do tego w przekładzie angielskim, niemieckim, rosyjskim, portugalskim, szwedzkim, no i polskim. Więc trzeba było w to się wdać i lekkomyślność poprawić. Nie trzeba było natomiast nic poprawiać we francuskim, hiszpańskim i łotewskim: tam od zarania wiernie figurował w tytule „Gepard”.

VI. Czy atmosfera feudalnej Sycylii przetrwała? Czy można ją jeszcze uchwycić, zwiedzając wyspę?

S.K. Na tę Sycylię dawną, sprzed aneksji przez Garibaldiego i Królestwo Piemontu, z feudalną arystokracją i jej posiadłościami, raczej już nie natrafisz, Droga Dottoresso. Ale to nie takie złe. Może dzięki temu łatwiej natrafisz na Sycylię antyczną czy wręcz archaiczną. Na tę jej wyspiarską cywilizację wnoszoną przez nieustanne jej podboje, czyli przez Fenicjan, Greków, Normandów, Hiszpanów – na jej martwą, ale wspaniałą przeszłość. Klimat z okrutnym letnim skwarem, spustoszony nim krajobraz, spłowiałą zieleń, wiecznie bezkresne morze – na to owszem, natrafisz
na każdym kroku. A głównie to wytyczyło aurę atawistycznie melancholijnej odrębności Sycylijczyków. Dostrzeżesz w nich tragizujących komediantów, odgrywających na scenie życia swoją tragifarsę. Może istotnie są przeważnie fatalistycznie pogodzeni z pisanym im od wieków losem, ale trzeba by pobyć między nimi dłużej, by osobiście, czyli wiarygodnie stwierdzić, jak z tym jest. Tyle że również
my sami, my spoza Wyspy, jesteśmy podobnie ze swoim losem pogodzeni.

Byłem na Sycylii dwukrotnie, po kilkanaście dni, mogę ci wobec tego dodać jeszcze garstkę osobistych wynurzeń. Resztki feudalnych stuleci nie
rzucały się w oczy: wiele z nich zmieniło się w ruiny, jak pałac Lampedusy w Palermo, zbombardowany przez aliantów, czy letni pałac jego rodziny
w Santa Margherita di Belice – w powieściowej Donnafugacie – zniszczony przez nie tak dawne trzęsienie ziemi. Nastrój międzynarodowych wielkich hoteli w Taorminie zachował się niemal niezmieniony. Na placu w Ennie można było jeszcze zobaczyć w marionetkowym teatrzyku perypetie Orlanda, Ruggiera i Angeliki albo Armidy i Tankreda. A dolina poniżej Enny to świat nawet nie tyle archaiczny, co mityczny, zwłaszcza wiosną, z kilometrami łąk w kwiatach hiacyntu, fiołków i anemonów i w zapachu lukrecji. Wyobraźnia od razu dołącza do nich porwanie
Persefony pod ziemię. Świątynie greckie pod Agrygentem, rzymskie mozaiki na posadzce willi w Piazza Armerina, skalne kazamaty w Syrakuzach,
samotna świątynia bez dachu w Segescie – nic dodać, nic ująć, a jeśli już, to tylko dodać – wszystko to wciąż pozostaje odwieczne i niepowtarzalne. No i Etna. Ze swoim nieustępliwym chłodem na górze nawet w skwarne lato, ze spływającą niemal stale lawą i ze wspomnieniem
Empedoklesa, antycznego sycylijskiego mędrca, który w tej lawie zakończył życie. Nauczał, że na początku życia można obrać albo drogę dnia,
albo drogę nocy. Sam obrał drogę dnia, na pozór mniej tajemną, a mimo to skoczył na Etnie do rozżarzonej lawy. Tajemnica. I właśnie to, jakaś
tajemnica, jest samą esencją sycylijskiej odmienności. Dawała na Sycylii o sobie znać, najmocniej utrwaliła się w pamięci. A przybrała postać
błahą: kul z wulkanicznej lawy utworzonych przez niezmienny przypływ morza na wybrzeżu Katanii. Brało się do ręki taką dużą, czarną i porowatą, ale niespodziewanie lekką kulę i niby wiedziało się, co to takiego. Ale w istocie nic się nie wiedziało.

Jeśli marzy Wam się cudowna Sycylia, to koniecznie sięgnijcie po jedną z książek wyżej wspomnianych autorów!

Udanej lektury,

Ania.

Do zobaczenia Pod Słońcem Italii, także na na Facebooku oraz na Instagramie.

Gonzagowie – jeden z bardziej znanych i długowiecznych rodów renesansowych

0
Ród Gonzagów

GONZAGOWIE

Według jednych Gonzagowie byli milites (żołnierzami) Matyldy z Canossy, podczas kiedy inni uważają, że wzięli oni w lenno dobra należące do klasztoru św. Benedykta z Polirone (okolice Mantui). Pod koniec XII w. Gonzagowie osiedlili się w Mantui, stopniowo pomnażając swój dobytek oraz fortunę głównie podczas hegemonii rodu Bonacolosich. Jednak w 1328 wystąpili zbrojnie przeciwko ich władzy, zaś po odniesionym zwycięstwie Ludwik Gonzaga został okrzyknięty I° przywódcą ludu (capitano del popolo), czyli reprezentantem cesarza Ludwika Bawarskiego.

Gonzagowie - jeden z bardziej znanych i długowiecznych rodów renesansowych
Pałac Książęcy. Wygnanie rodu Bonaolosich przez Domenico Morone di Gonzaga.

Gonzagowie byli nie tylko jednym z najbardziej znanych oraz długowiecznych rodów renesansowych, zbudowali również najtrwalsze we włoskiej historii księstwo, które przetrwało blisko czterysta lat. Po początkowym uznaniu zwierzchnictwa Viscontich z Mediolanu udało im się uniezależnić na początku XV w. przy pomocy pobliskiej Wenecji. Zintensyfikowali obopólny handel oraz wymianę, stając się tym samym spichlerzem Najjaśniejszej. Wszystko to spowodowało, że Gianfrancesco Gonzaga (1407-1444) uzyskał w 1433 tytuł markiza z rąk cesarza Zygmunta. Jednak prawdziwy splendor miał dopiero nadejść.

Gonzagowie - jeden z bardziej znanych i długowiecznych rodów renesansowych
La Camera degli Sposi. Scena dworska. Andrea Mantegna. Ludwik III Gonzaga z rodziną.

Podczas rządów Ludwika III Gonzagi zwanego Turkiem (1444-1478), wielkiego markiza oraz rozsądnego władcy, Mantua stała się jedną ze stolic włoskiego renesansu. Na dwór przybyli Andrea Mantegna wraz z Leonem Battistą. Polityka państwa opierała się wówczas na zdecydowanej obronie własnej egzystencji oraz na zachowaniu równowagi między Ferrarą, Mediolanem, Wenecją i Państwem Kościelnym. Nie będąc w stanie konkurować na polu walki, Gonzagowie postawili na kulturę. Kulminacja prestiżu nadeszła podczas rządów Franciszka II Gonzagi (14841519) i jego żony Izabeli d’Este, a przede wszystkim razem z ich synem Fryderykiem II Gonzagą (1519-1540), któremu cesarz Karol V nadał tytuł książęcy. Mimo całkowicie odmiennych charakterów Franciszek II i Izabela d’Este zdołali zapewnić państwu przetrwanie w trudnych czasach przypadających na przełom piętnastego i szesnastego wieku. Małżonek Izabeli, angażując się w rozmaite bitwy, często przebywał poza księstwem, a wtedy ona pełniła rolę regentki (głównie podczas weneckiej niewoli Franciszka między 1509 a 1510 i po jego śmierci w 1519, kiedy ich syn pozostawał niepełnoletni). Kochająca literaturę, malarstwo oraz muzykę Izabela sprawiła sobie gabinet – pierwszy i być może jedyny przeznaczony na użytek kobiety w okresie renesansu. Urządziła w nim kolekcję rozmaitych płócien (Mantegna, Perugino), znalezisk archeologicznych, rzeźb oraz manuskryptów. Przede wszystkim jednak Izabela była kobietą mądrą, wykształconą i energiczną.

Gonzagowie - jeden z bardziej znanych i długowiecznych rodów renesansowych
Dwa portrety Izabeli d’Este. Szkic Leonarda da Vinci i płótno Tycjana.

Fryderyk II Gonzaga przed wstąpieniem na tron przebywał jako papieski zakładnik w Rzymie. Spotkał tam prawdziwy klimat renesansu – wyrafinowaną sztukę oraz oświeconą myśl. Po powrocie do Mantui miał poślubić córkę markiza Monferratu, Marię Paleologo. Do wesela nigdy nie doszło, podobnie jak do innego, zaplanowanego w późniejszych czasach, z Julią Aragońską, córką króla Neapolu, spokrewnioną z cesarzem Karolem V. Małżeństwo z Julią wydawało się Fryderykowi opłacalne, jako że w tamtym okresie Habsburgowie sprawowali we Włoszech hegemonię. Rzeczywiście, jeszcze przed planowaną ceremonią, podczas swojej wizyty w Mantui Karol V nadał Fryderykowi tytuł księcia i zainaugurował Palazzo Te. Była to podmiejska willa zbudowana przez Giulio Romano według założeń witruwiańskich, miejsce wypoczynku, w końcu był to najwspanialszy wyraz włoskiego manieryzmu. Podczas tych wszystkich lat Fryderyk II utrzymywał relację z Izabelą Boschetti, która dała mu syna z nieprawego łoża.

Gonzagowie - jeden z bardziej znanych i długowiecznych rodów renesansowych
Tycjan. Portret Fryderyka II Gonzagi.

Kilka lat później plany matrymonialne Fryderyka II  ponownie skierowały się w stronę Monferratu, do którego przejęcia aspirowała również dynastia sabaudzka. Maria Paleologo zmarła, dlatego poślubił on siostrę nieboszczki Małgorzatę. Przyłączenie tego ważnego markizatu wpłynęło niszczycielsko na państwo Gonzagów. Po śmierci pierwszego księcia Mantui jeszcze w XVI w. (regencja kardynała Herkulesa, rządy Franciszka III Gonzagi oraz Guglielma Gonzagi) miasto przeżyło okres największego skonsolidowania spowodowanego ograniczeniem autonomii pozostałych państewek władanych przez Gonzagów oraz małżeństwami z najważniejszymi dynastiami europejskimi. XVII w. charakteryzował nieustający problem braku sukcesji, dlatego rodzina Gonzagów została najpierw wchłonięta przez swoją francuską odnogę, a w końcu definitywnie wygasła w 1708.

Gonzagowie - jeden z bardziej znanych i długowiecznych rodów renesansowych
P. P. Rubens „Rodzina Gonzagów adoruje Trójcę Świętą”

GONZAGOWIE, RODZINA GARBUSÓW

Chciałabym opowiedzieć wam pewną ciekawostkę dotyczącą przekleństwa, jakie dotknęło ród Gonzagów, a mianowicie garbów. Szpetota pojawia się w wyniku małżeństwa markiza Gianfrancesco z Paolą Malatesta, bogatą córką pana Rimini, która nie specjalnie grzeszyła urodą i oczywiście była garbata. Jego wnuk, markiz Fryderyk I (nazwany przez renesansowego kronikarza „uprzejmym i miłym garbusem”) wspólnie z wnuczkami odziedziczyli chorobę. Wszyscy oni zostali przedstawieni w Scenie dworskiej (Scena della Corte) znajdującej się na ścianie Camera degli Sposi. Grab powrócił w pokoleniu syna pierwszego księcia Mantui Fryderyka II. Mowa tutaj o księciu Guglielmo namalowanym na obrazie RubensaRodzina Gonzagów adoruje Trójcę Świętą”. Wraz z synem garbatego księcia koło się zamknęło, a kalectwo zniknęło, tak samo jak fortuna rodu Gonzagów.

Gonzagowie - jeden z bardziej znanych i długowiecznych rodów renesansowych
Herb rodu Gonzagów.

Inne posty opublikowane w ramach cyklu „Mantua włoska stolica kultury 2016”:

Na zakończenie cyklu opowiem wam o Rigoletto, bohaterze opery Giuseppe Verdiego, akcja której dzieje się w Mantui.

***

Czekam na was na Facebooku oraz na Instagramie. Jestem tam codziennie i zamieszczam jeszcze więcej włoskich ciekawostek oraz zdjęć.

Do usłyszenia!

Ania

Salzburg, Rzym północy

4
Salzburg

Salzburg, Rzym północy, barokowe miasto, miasto Festiwalu, miasto Mozarta, miasto „Cichej Nocy”. Na przestrzeni lat rozmaite przydomki nadano Solnogrodowi. W obrębie starówki wpisanej w 1997 na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, na zaledwie jednym kilometrze kwadratowym mieści się aż 20 kościołów. Znajdują się tutaj budowle romańskie, renesansowe, barokowe, a także klasycystyczne kamienice z czasów CK Austro-Węgier. Katedra (Salzburger Dom) jest pierwszym kościołem położonym na północ od Alp powielającym włoski styl (np. Sant’Andrea w Mantui lub Chiesa dell’Incoronata w Sabbionecie). Zdecydowanie niepowtarzalny klimat tworzą bożonarodzeniowe jarmarki. Salzburg jest bowiem piękny o każdej porze roku, ale najpiękniejszy zdaje się być właśnie w okresie Adwentu. Pokryte śniegiem dachy, wieże i kopuły, nastrojowe dekoracje, zapach grzanego wina oraz ponczu, otaczające miasto skaliste Alpy i rozbrzmiewająca w każdym zakątku melodia „Cichej Nocy” sprawiają że miejsce staje się prawdziwie magiczne. Zresztą kolędaCicha Nocpowstała właśnie tutaj. Słowa napisał w 1816 ksiądz Joseph Mohr, zaś melodię skomponowano dwa lata później.

Drodzy Czytelnicy bloga, składam Wam najcieplejsze życzenia bożonarodzeniowe. Dużo radości oraz rodzinnych chwil, niech zawsze latają nad Wami Dobre Anioły!

A presto!

Ania

Korzystając z okazji, przypominam o moich mediach społecznościowych. Na Facebooku i na Instagramie @podsloncemitaliiblog jestem codziennie i zamieszczam jeszcze więcej ciekawostek, zdjęć i Włoch!

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburg

Salzburger Dom

Salzburger Dom

Salzburger Dom

Salzburg

Bardzo czerwona tarta pomarańczowa

4
tarta pomarańczowa

Sezon na włoskie cytrusy w pełni, a to oznacza, że spremuta d’arance (świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy) towarzyszy mi niemal każdego dnia. Cytrusy są doskonałym źródłem witamin C, A, a także B oraz PP. Po pierwsza poprawiają naszą odporność co oznacza, że pomagają zapobiegać przeziębieniom, mają jednak wiele innych ważnych właściwości. Zachęcam do poczytania na ten temat. Tymczasem na warszat wkracza tarta pomarańczowa.

U mnie w domu przez całą zimę nie brakuje skrzynek pełnych pomarańczy pochodzących z południa Włoch, dlatego często szukam nowych, oryginalnych pomysłów na ich wykorzystanie. Zatem jeśli nie sok, to co? Ciasto! Po prostu niebo w gębie. Zresztą o ten przepis prosiliście mnie sami.

TARTA POMARAŃCZOWA:

Ciasto:

  • 220 g mąki
  • 70 g cukru
  • 125 g masła
  • 1 jajko
  • surowa fasola potrzebna do pieczenia ciasta

Krem:

  • sok i miąższ z 4 dużych lub 5 średnich pomarańczy
  • 125 g masła
  • pół szklanki cukru trzcinowego
  • pół szklanki śmietanki 30%
  • mąka ziemniaczana potrzebna do zagęszczenia masy

Dekoracja:

  • plastry pomarańczy

Przygotowanie:

Mąkę przesiewamy, dodajemy drobno pokrojone masło, cukier i jajko, a w razie potrzeby łyżkę wody. Zagniatamy ciasto, zawijamy w folię kuchenną i wkładamy do zamrażalnika na 30 minut.

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180°C. Ciasto wyciągamy z zamrażarki, rozwałkowujemy i wykładamy na natłuszczoną lub wyłożoną papierem formę do pieczenia. Nakłuwamy i posypujemy surową fasolą po to, aby nie opadło w trakcie pieczenia. Pieczemy ok. 25 minut, tj. aż do uzyskania złotego koloru.

W niewielkim garnku roztapaimy masło razem z cukrem trzcinowym. Dolewamy śmietankę, miąższ z pomarańczy i ciągle mieszając, gotujemy na niewielkim ogniu do momentu kiedy masa zacznie się ścinać (nie krócej niż przez przez 10 minut). Następnie zagęszczamy krem mąką ziemniaczaną rozprowadzoną w zimnej wodzie, mieszamy i studzimy.

Na upieczone ciasto wylewamy masę pomarańczową, ewentualnie ozdabiamy całość kawałkami pomarańczy. Tartę schładzamy w lodówce przez minimum 5 godzin.


Smacznego!

Ania

P.S. W oczekiwaniu na kolejny post zapraszam na blogowego Facebooka oraz na Instagrama, gdzie znajdziecie więcej ciekawostek, więcej zdjęć, po prostu więcej Włoch.


tarta pomarańczowa
tarta pomarańczowa
tarta pomarańczowatarta pomarańczowa

Smaki Mantui: wyrafinowana kuchnia z kilku składników

2
Smaki Mantui

KUCHNIA MANTUI

Kuchnia oraz produkty regionalne z Mantui mają długą i bogatą tradycję. Żyzne tereny oraz obecność rzeki Mincio sprawiały, że plony były owocne jeszcze w starożytności. Ochoczo korzystali z nich Etruskowie, Celtowie i Rzymianie. W średniowieczu, po odnalezieniu relikwii z krwią Chrystusa (Prezziosissimo Sangue), Mantua stała się celem masowych pielgrzymek. Bywali tutaj zwykli śmiertelnicy oraz koronowane głowy. Jednak korzenie lokalnej kuchni jak również znane współcześnie smaki Mantui sięgają XV i XVI wieku, a zatem czasów panowania Gonzagów.

Gonzagowie byli jednym z najbardziej światłych i wyrafinowanych rodów, panujących w ówczesnej Italii (która Italią jeszcze nie była). Pod ich rządami narodziła się sztuka eleganckiego podawania posiłków, a także tradycja pracochłonnego procesu ich przygotowywania. Najbogatsze rodziny zajadały się zupami z dodatkiem ryżu i zbóż, drobiem oraz dziczyzną, na ich stołach pojawił się makaron oraz faszerowane pierożki w formach, jakie znamy dzisiaj. Sztuka kulinarna, a nawet sposoby odżywiania po raz pierwszy znalazły swój wyraz w formie książkowej. Niewiele przepisów dotrwało do naszych czasów. Kulinarne tradycje można jednak łatwo uchwycić w wyrafinowanych smakach, w stosowanych przyprawach, a po pierwsze w metodach przyrządzania posiłków. Najprościej je poznać odwiedzając jedną z lokalnych restauracji lub tawern. Kuchnia Mantui jest niezwykle różnorodna, jednak jej podstawowe składniki można zliczyć na palcach jednej ręki.

WIEPRZOWINA

Wieprzowina jest obecna w okolicy Mantui na pewno od czasów dominacji Etruskiej, zatem od przynajmniej 2500 lat. Do najważniejszych produktów należą salame mantovano oraz cotechino (kiełbasa serdelkowa). Poza tym bardzo popularne są salamelle (kiełbaski), coppe (salcesony), pancetta (boczek) i spalla (łopatka).

Smaki Mantui

 

Smaki Mantui

DZICZYZNA ORAZ DRÓB

Dziczyzna od zawsze była zarezerwowana dla królów, książąt i dla arystokracji, dysponujących ogromnymi terenami przeznaczonymi na polowania. Poddani mogli natomiast jadać drób. W Mantui podaje się głównie tagliatelle al sugo d’anatra (tagliatelle w sosie z dzikiej kaczki), bażanty i kapłony (wykastrowane młode koguty).

RYBY SŁODKOWODNE

Na stole Gonzagów bardzo często gościł szczupak, a także okoń królewski. Ryby były zresztą łatwo dostępne również dla biedniejszej części społeczeństwa.

RYŻ

Ryż w prowincji Mantua uprawia się od połowy XVI w. Podobnie jak polenta, zalicza się on do kategorii strawy dla ubogich. Risotto alla pilota – flagowe risotto mantuańskie – przygotowuje się z salamellą (kiełbaską). Nazwa pochodzi od słówka „pilota„, czyli od człowieka, który w misie nazywanej „pila” czyścił i obrabiał ryż.

SERY ZIARNISTE

Przez prowincję Mantua przepływa rzeka Pad, która dzieli terytorium na dwie części. Po stronie północnej produkuje się ser grana padano, zaś na południu parmigiano reggiano. Co ciekawe, jest to jedyne miejsce w całych Włoszech, mogące się poszczycić tradycją wyrobu najbardziej znanych na świecie włoskich serów.

Smaki Mantui

MOSTARDA MANTOVANA

Produkt kulinarny na bazie kandyzowanych owoców oraz musztardy, która wpływa na mocno pikantny smak. Mostarda mantovana jest istotnym składnikiem farszu tortelli alla zucca (pierożków z dynią). Dynia zresztą jest innym typowym produktem regionalnym pochodzącym z Mantui.

Smaki Mantui

Smaki Mantui

DESERY

Mantua słynie z wielu deserów, których koniecznie należy spróbować. Sbrisolona (nazwa pochodzi od słówek „brise”, „briciole”, czyli od okruchów, jakie powstają podczas łamania kawałków ciasta), caldi dolci (ciastka robione z mąki kukurydzianej, rodzaj polenty na słodko przygotowywanej naWszystkich Świętych oraz Zaduszki), sugolo (winogronowy budyń, sięgający tradycją czasów rzymskich), torta di tagliatelle (jedno z najbardziej typowych ciast z Mantui, charakterystyczne ze względu na dekoracje imitujące makaron tagliatelle) millefoglie (ciastka francuskie), torta helvezia (ciasto o korzeniach szwajcarskich, przygotowywane z migdałowych placków przekładanych kremem z masłem, zabaione oraz czekoladą).

Smaki Mantui

Smaki Mantui

WINO

Niekwestionowanym królem mantuańskich win jest Lambrusco mantovano (musujące wino czerwone). Inne wina, znane już w starożytności, produkuje się na północy prowincji, a zatem u południowych wybrzeży jeziora Garda: Garda Colli i Garda Colli mantovani.

Smaki Mantui

Smaki Mantui

N.B. Mimo niechęci zdecydowanej części Europy w stosunku do Żydów, oświeconym Gonzagom ich obecność nie przeszkadzała (KLIK). Z tego powodu kuchnia Mantui ma również swoją hebrajską odsłonę, a do najbardziej charakterystycznych dań należą karp po żydowsku oraz torta greca (ciasto na bazie słodkich i gorzkich migdałów).

Jeśli chcecie się dowiedzieć, kim byli i w jaki sposób zdobyli władzę Gonzagowie, stając się przy tym jednym z najpotężniejszych rodów renesansowej Europy, to koniecznie śledźcie bloga!

Inne posty opublikowane w ramach cyklu „Mantua włoska stolica kultury 2016”:

***

Czekam na was na Facebooku oraz na Instagramie. Jestem tam codziennie i zamieszczam jeszcze więcej włoskich ciekawostek oraz zdjęć.

Do usłyszenia!

Ania

Boże Narodzenie po włosku

7
Boże Narodzenie po włosku

OD 8 GRUDNIA DO 6 STYCZNIA – JARMARKI, SZOPKI, PANETTONE, PANDORO, TOMBOLA, INSALATA RUSSA I DZIEŃ RESZTEK

Włoski okres świąteczny trwa od 8 grudnia (Niepokalane Poczęcie) do 6 stycznia (Święto Trzech Króli), a zatem rozpoczyna się właśnie dzisiaj. W wielu miejscach ruszają okolicznościowe jarmarki, w całym kraju zapalają się iluminacje. W poczet atrakcji wchodzą grzane wino (vin brulè), salami, sery, regionalne słodkości i rękodzieło sprzedawane na straganach.. Najważniejszym symbolem, którego nie może zabraknąć w żadnym domu, nie jest wcale choinka, a bożonarodzeniowa szopka. Pierwszą żywą szopkę zainscenizował św. Franciszek w wigilijną noc roku 1223. On sam jest uznawany za autora owego zwyczaju. Sześćdziesiąt lat później światło dzienne ujrzała szopka z figurami, która zresztą bardzo szybko rozprzestrzeniła się po całym półwyspie Apenińskim. Najciekawsza, najbardziej barwna i charakterystyczna jest szopka neapolitańska.

Innym ważnym symbolem włoskich świąt jest drożdżowa babka panettone, a także pandoro, veneziana i torrone. W niektórych miejscach – głównie w regionie Trydent – Górna Adyga, w prowincjach Udine, Bergamo, Brescia, Cremona, Lodi, Mantua, Piacenza, Parma, Reggio Emilia i Werona 13 grudnia obchodzi się Dzień św. Łucji (Santa Lucia). Najmłodsi dostają wówczas prezenty. Włosi pochodzący z południa, podobnie jak my, świętują Wigilię, szykują tradycyjne potrawy skomponowane głównie z ryb i owoców morza, a o północy idą na pasterkę. Poza tym uwielbiają umilać sobie wspólne chwile grając w  gry – na myśl natychmiast przychodzi mi tombola, czyli neapolitański wariant bingo. Na północy główny nacisk kładzie się na obiad w Boże Narodzenie. Króluje tzw. l’insalata russa, czyli dobrze nam znana sałatka wykonana z marchewki, ziemniaków, jajek na twardo i ogórków konserwowych. Święta są tutaj dużo mniej nastrojowe. 24 i 25 grudnia wszyscy obdarowują się prezentami.

ZIMOWE WAKACJE W TROPIKACH, SYLWESTROWA KOLACJA I NOWOROCZNY WĘŻYK

Po 26 grudnia zwyczajowo nazywanym „il giorno degli avanzi”, czyli dniu, w którym wyjada się resztki, najlepiej jest udać się na wakacje. Nowy Rok witamy w jakimś ciepłym kraju lub oddając się białemu szaleństwu. Kto zdecyduje się spędzić Sylwestra (Capodanno) w domu, na pewno zje obfitą kolację w gronie rodziny lub przyjaciół. Noworoczny toast otwiera zabawę. Nie powinno wtedy zabraknąć trenino (wężyka) z legendarnym już podkładem muzycznym w zdecydowanie brazylijskich rytmach.

SYMPATYCZNA WIEDŹMA LATAJĄCA NA MIOTLE, SŁODYCZE ALBO WĘGIEL I SYMBOLICZNE SPALENIE KUKŁY

Ostatnim dniem powiązanym ze świętami jest Befana, która wypada 6 stycznia. Poprzedniego wieczoru wszystkie dzieci wywieszają puste skarpety po to, aby rano znaleźć w nich słodycze lub węgiel, jeśli nie były do końca grzeczne. Przynosi je sympatyczna staruszka, niejaka Befana. Późnym popołudniem w Święto Trzech Króli w wielu miastach i miasteczkach organizowane jest publiczne palenie kukły Befany. Zwyczaj przypomina topienie Marzanny. Jego korzeni należy dopatrywać się w pogańskich rytuałach związanych z „nowym początkiem”, czyli po prostu z przesileniem zimowym.

Jak mówi ludowe przysłowie: „L’Epifania tutte le feste le porta via” (w wolnym tłumaczeniu „Trzech Króli zamyka wszystkie świąteczne obchody„). Potem czekają na nas niecierpliwie wypatrywane wyprzedaże i kolejny zakupowy szał, a Boże Narodzenie staje się wspomnieniem.

ŁAGODNE PRZEJŚCIE OD POGAŃSKICH RYTUAŁÓW DO NARODZENIA PAŃSKIEGO

I jeszcze ciekawostka: Santa Lucia, Natale i Befana mają czysto pogańskie tradycje. W Starożytnym Rzymie obchodzono wówczas ważne święto Sol Invictus. Cieszono się, bo razem z przesileniem zimowym natura zaczynała powoli powracać do życia. Kiedy chrześcijaństwo ogłoszono religią państwową (313 r. n.e.), nowe święta należało wprowadzić bez niepotrzebnej rewolucji. Najmądrzej było zastąpić nimi dawne zwyczaje, dlatego właśnie Boże Narodzenie obchodzimy w grudniu.

Jak zawsze czekam na was  na Facebooku oraz na Instagramie gdzie bywam codziennie.

WESOŁYCH ŚWIĄT!

Ania

Boże Narodzenie po włosku

Boże Narodzenie po włosku

Boże Narodzenie po włosku

Boże Narodzenie po włosku

Boże Narodzenie po włosku

Boże Narodzenie po włosku

Boże Narodzenie po włosku

Boże Narodzenie po włosku

Boże Narodzenie po włosku

Boże Narodzenie po włosku

Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Sabbioneta

0
Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Sabbioneta

Sabbioneta razem z Mantuą została wpisana w 2008 r. na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Obydwa miasta doskonale oddają ducha włoskiego renesansu, przy czym, o ile Mantua Gonzagów jest rezultatem przebudowy zaplanowanej na ogromną skalę, o tyle Sabbioneta została wzniesiona właściwie od podstaw na życzenie Wespazjana Gonzagi Colonna, który uczynił z niej stolicę swojego mikroskopijnego państewka położonego na skraju księstwa Mantui. Nawet dzisiaj, zwiedzając to niewielkie prowincjonalne miasto, otoczone żyznymi polami, ukryte gdzieś po środku Doliny Padu, łatwo uchwycić jego dawny splendor.

Chociaż człowiek pojawił się w tej okolicy jeszcze w epoce brązu, to jednak o pierwszej zorganizowanej osadzie możemy mówić dopiero począwszy od I w. p.n.e. We wczesnym średniowieczu Sabbioneta przeszła przez ręce Bizantyjczyków i Karolingów, potem znalazła się pod wpływami biskupa Parmy, a następnie została przyłączona do Opactwa Leno (okolice Bresci) i była powodem sporów między dwiema potężnymi rodzinami pochodzącymi z Cremony, by ostatecznie znaleźć się pod jurysdykcją Mantui rządzonej najpierw przez ród Bonacolosich, a potem przez Gonzagów. Miasto przeżyło także krótki epizod związany ze zwierzchnictwem Księstwa Mediolanu i ponowną dominację magnackiej rodziny z Cremony.W 1540 Sabbionetę odziedziczył młody markiz imieniem Wespazjan Gonzaga Colonna, wywodzący się z innej gałęzi mantuańskiego rodu. W trakcie trzydziestu pięciu lat panowania przekształcił średniowieczną osadę w wyrafinowane miasto renesansowe, charakteryzujące się wspaniałą architekturą. Nowe centrum kulturalne zostało podniesione w 1577 r. do rangi księstwa. Niestety po śmierci Wespazjana Sabbioneta zaczęła podupadać i nigdy już nie odzyskała dawnego splendoru.

Kim był Wespazjan Gonzaga Colonna? Był człowiekiem, który postanowił zrealizować swoje marzenie o „idealnym mieście renesansowym”, o miejscu, które mogłoby rywalizować z bogactwem i przepychem godnym Rzymu. Książę był również mecenasem sztuki, kolekcjonerem, erudytą znającym doskonale kulturę klasyczną, a ponadto był dyplomatą i strategiem wojskowym. Jako człowiek oświecony zdecydował się na integrację społeczności żydowskiej z chrześcijanami, nie zamykając jej w gettach, co więcej – zezwalając na budowę synagogi położonej w pobliżu najważniejszych kościołów. Swoim poddanym postanowił podarować miejsce rozrywki, tj. awangardowe kasyno.

Nowa Sabbioneta została wybudowana na planie sześciokąta. Przez jej środek, niczym decumanus, przebiega via Vespasiano Gonzaga, która łączy dwie bramy miejskie: Porta Vittoria z Porta Imperiale. Centrum miasta to Piazza Ducale razem z Pałacem Książęcym (Palazzo Ducale) i z kościołem Santa Maria Assunta, pełniącym rolę katedry oraz Piazza d’Armi gdzie znajduje się Palazzo del Giardino (odpowiednik Palazzo Te w Mantui) z Galleria degli Antichi (Corridor Grande) i gdzie kiedyś stała miejska twierdza. Najciekawszym zabytkiem jest późnorenesansowy Teatro Olimpico lub Teatro all’Antica, czyli pierwszy włoski teatr wybudowany od podstaw, a nie zaaranżowany w istniejącym wcześniej budynku. Autorem inspirowanego wzorcami klasycznymi projektu był następca Palladia – Vincenzo Scamozzi. Zadbał on o najmniejsze szczegóły, w tym o oświetlenie.

Wespazjan Gonzaga Colonna był trzykrotnie żonaty. Pierwsza małżonka zdradzała go z jednym z dworzan i za to została stracona. Druga dała mu jedynych potomków – dwie córki oraz syna, który zmarł w wieku czternastu lat. Ostatnią żoną księcia była dużo młodsza Margherita Gonzaga. Narodziny ewentualnego spadkobiercy i następcy księcia uniemożliwiła choroba weneryczna na którą zapadł Wespazjan.

Sabbioneta Wespazjana jest pełna odwołań do tradycji antyku, do mitologii greckiej oraz do Starożytnego Rzymu, ale jest również przepełniona symboliką związaną z dniem urodzin księcia, czyli z 6 grudnia 1531. Jednak aby odkryć ową ciekawostkę, musicie koniecznie wybrać się w tamte strony.

Inne posty opublikowane w ramach cyklu „Mantua włoska stolica kultury 2016”:

***

Pamiętajcie również, że czekam na was na Facebooku oraz na Instagramie. Jestem tam codziennie i zamieszczam jeszcze więcej włoskich ciekawostek oraz zdjęć.

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Sabbioneta

Klub „I borghi più belli d’Italia” powstał z inicjatywy Consulta del Turismo della Associazione Nazionale dei Comuni Italiani (ANCI) w 2001 roku. Ma na celu waloryzację dziedzictwa kulturowego niewielkich miasteczek, które często pozostają na uboczu turystycznych szlaków.

Tortelli alla zucca z Mantui – pierożki jak u Gonzagów

0
Tortelli alla zucca z Mantui - pierożki jak u Gonzagów

Nie jest to precyzyjny przepis, a raczej niezbędnik tradycyjnych tortelli alla zucca czyli tortelli sięgających czasów kiedy w Mantui panował ród Gonzagów. Trudno jest mówić o proporcjach, bo te nie istnieją. W zależności od własnych upodobań można dodać do farszu więcej amaretti, które wpływają na słodki smak lub więcej mostarda di mele, która z kolei ma za zadanie dodać pikanterii. Bułka tarta służy jedynie zagęszczeniu masy, a w zależności od tego czy mieszkamy na północy, czy na południu prowincji, używamy sera grana padano tudzież parmigiano reggiano. Prawdę mówiąc, w przypadku tortelli alla zucca pewne są jedynie trzy rzeczy: pieczona dynia, jajeczne ciasto oraz brak soli.

TORTELLI ALLA ZUCCA

Składniki:

  • 1 niewielka dynia
  • zmiksowane ciastka amaretti
  • zmiksowana mostarda di mele
  • Grana padano lub Parmigiano reggiano
  • bułka tarta
  • ZERO SOLI
  • jajeczne ciasto na makaron

WinoToskanii

Przygotowanie:

Dynię dzielimy na 4 części, nie obieramy ze skórki, ale pozbawiamy pestek. Wkładamy ją do piekarnika nagrzanego na 180°C na 30-40 minut, tj. do momentu kiedy stanie się miękka.

Zagniatamy ciasto jajeczne, porządnie wałkujemy po to, aby mąka dobrze się zbiła i odstawiamy przynajmniej na 2 godziny.

Obraną ze skórki dynię rozgniatamy widelcem, a miarę potrzeby miksujemy i mieszamy z innymi składnikami. W zależności od własnych upodobań możemy dodać więcej ciastek amaretti lub więcej mostarda di mele.

Delikatnie rozciągamy ciasto, bierzemy naczynie z farszem i przy pomocy łyżki układamy na nim kupki z nadzieniem, zachowując dwucentymetrowe odstępy. Składamy na pół, zaklejamy i wycinamy pierożki. Tortelli są wyrobem domowym, są raczej duże. Przy pomocy wykałaczki nakłuwamy każdy pierożek, po to, żeby nadzienie nie wypłynęło podczas gotowania.

Gotujemy tortelli i podajemy z masłem, szałwią, startym serem, ewentualnie posypujemy gałką muszkatołową.

Tortelli alla zucca najlepiej się komponują z klasycznym Lambrusco Mantovano.


Inne przepisy z dynią w roli głównej:

kuskus z dynią

lasagne nadziewane dynią

risotto z dynią

P.S. Pamiętaj również, że czekam na Ciebie na Facebooku oraz naInstagramie@podsloncemitaliiblog. Jestem tam codziennie i zamieszczam jeszcze więcej włoskich ciekawostek oraz zdjęć.


Tortelli alla zucca z Mantui

Tortelli alla zucca z Mantui

Tortelli alla zucca z Mantui

Tortelli alla zucca z Mantui

Tortelli alla zucca z Mantui

Tortelli alla zucca z Mantui

Tortelli alla zucca z Mantui

Tortelli alla zucca z Mantui

Tortelli alla zucca z Mantui

Tortelli alla zucca z Mantui

Tortelli alla zucca z Mantui

Mantua: włoska stolica kultury 2016

3
Mantua: włoska stolica kultury 2016

Cytując fragment przewodnika „Omnia Mantova” napisanego przez Stefano Scansani, „Mantua jest do podziwiania, jest smakowita, pachnąca, przyjemna, idealna do spacerowania, czytelna. Mantua jest niewielka.” Błękitne niebo należy do rzadkości, zaś niekwestionowaną królową pozostaje mgła. Ogromną wilgoć miasto zawdzięcza obecności aż trzech sztucznych jezior: lago Superiore, lago di Mezzo, lago Inferiore przez które przepływa rzeka Mincio. Czwarte jezioro – lago Pajolo – osuszono pod koniec XVIII w. Położna jest między Lombardią, Wenecją Euganejską a Emilią Romanią, dlatego łączy rozmaite wpływy, zauważalne m.in. w lokalnym dialekcie, a także w regionalnej kuchni. Z Mantuą łączy się rodzina Gonzagów, którzy uczynili z niej prawdziwą perłę renesansowej Europy.

Z okolic Mantui pochodził rzymski poeta Wergiliusz, jednak miasto założono dużo wcześniej. Legenda mówi, że powstało ono 60 lat przed upadkiem Troi, tj. 700 lat przed założeniem Rzymu, archeologia natomiast wskazuje na Etrusków, którzy ufundowali osadę w VI w. p.n.e. Podobnie jak rejon Salerno na południu, tak Mantua na północy stanowiła granicę ziem należących do tego tajemniczego ludu.  Po zakończeniu barbarzyńskich najazdów Mantua dostała się pod panowanie dynastii z Canossy, by ostatecznie – w XII w. – uzyskać niezależność. Na tamten okres przypadł rozwój demograficzny, ekonomiczny oraz urbanistyczny. Wtedy również Alberto Pitentino zrealizował bardzo nowoczesny i innowacyjny projekt, dzieląc notorycznie wylewającą rzekę Mincio na cztery sztuczne jeziora. W 1274 wolne miasto stało się księstwem rządzonym przez ród Bonacolosich, którzy z kolei, w wyniku krwawej bitwy z 1328, zostali przepędzeni przez rodzinę Gonzagów, mających pozostać przy władzy przez blisko cztery stulecia.

Domenico Morone. Wygnanie rodu Bonaolosich przez Gonzagów

Co warto zobaczyć w Mantui? Na pewno wiele. Bardzo ciekawa musi być wyprawa statkiem po okolicznych jeziorach oraz rzekach, tej jednak, przez wzgląd na porę roku, nie udało się nam doświadczyć. W zamian za to spędziliśmy cudowny weekend, wspomnieniami którego postaram się z Wami, drodzy czytelnicy, podzielić. Witajcie w mieście Gonzagów!

Mantua

PIAZZA SORDELLO

Osada założona przez Etrusków w VI w. pn.e. znajdowała się właśnie w tym miejscu, podobnie rzymska kolonia oraz wczesnośredniowieczna Mantua, którą od północy, od wschodu i od zachodu otaczała rzeka, zaś od południa fosa (fossato dei Buoi). W miejscu manierystycznego łuku (Voltone di S. Pietro) stała brama miejska. Plac w obecnej formie jest rezultatem przebudowy, która rozpoczęła się pod koniec XIII w i trwała przez kolejne stulecie. Miała ona na celu przekształcenie go w cytadelę, w której w pierwszej chwili rezydowali biskupi, potem natomiast zdominowana została przez Pałac Książęcy. Wśród innych ważnych budynków trzeba koniecznie wymienić: Duomo, palazzo Acerbi, torre della Gabbia, palazzo Bonacolosi (Castiglioni), a także palazzo vescovile (Ca’ degli Umberti). Wyjątkowy urok Piazza Sordello zawdzięcza brakowi spójności architektonicznej.

Piazza Sordello

 Piazza Sordello - Palazzo Bonacolosi

Piazza Sordello - Duomo di Mantova

Voltone di San Pietro, manierystyczny łuk triumfalny

PAŁAC KSIĄŻĘCY

Ponownie odwołam się do przewodnika „Omnia Mantova”,  w którym autor pisze, że „proporcje pałacu w stosunku do miasta są absurdalne i niedorzeczne.” Między XIII a XVIII w. każdy książę dodawał do budowli coś od siebie. W związku z tym dzisiaj oglądamy olbrzymią konstrukcję, rodzaj labiryntu, albo miasta w mieście, złożonego z pałaców, kościołów, wewnętrznych placów oraz ogrodów. Początkowo reggia była rezydencją rodu Bonacolosi, po ich przepędzeniu przeszła w ręce Gonzagów, którzy panowali w Mantui przez blisko cztery stulecia. Niewiele z ichniejszych precjozów zachowało się na miejscu, bowiem na początku XVII w. popadli oni w finansowe kłopoty i dużą część kolekcji sprzedali Karolowi I Stuartowi. Reszta została zrabowana w czasach panowania Habsburgów oraz podczas inwazji wojsk Napoleona. Z początkiem XX w. pałac odrestaurowano i wyeksponowano w nim zbiory pochodzące z innych siedzib Gonzagów, głównie z pobliskiej Sabbionety.

Najstarsze partie kompleksu to te, które znajdują się na Piazza Sordello (Domus Magna oraz Palazzo del Capitano). Wybudowali je Bonacolosi. W późniejszych czasach Gonzagowie zlecili konstrukcję castello di S. Giorgio (koniec XIV w.), Domus Nova (XV w.), Corte Nova i  Corte Rustica (początek XVI w.) oraz bazyliki S. Barbara. Zwiedzając pałac można się przekonać o niesamowitym bogactwie Gonzagów.  Krążąc po bogatych wnętrzach, oglądamy m.in. płótno Domenico Morone „Wygnanie rodu Bonaolosi przez Gonzagów” (patrz wyżej), portret Gonzagów namalowany przez Rubensa, imponujące freski (sala del Pisanello z wyobrażeniem sir Lancelota, sklepienie z namalowaną biblijną sceną cudownego rozmnożenia chleba i ryb, wreszcie Camera degli Sposi, dzieło Andrea Mantegna), meble (apartament Isabeli d’Este) oraz arrasy tkane na podstawie rysunków Rafaella.

Pałac Książęcy w Mantui

 Pałac Książęcy w Mantui

 Pałac Książęcy w Mantui

 Pałac Książęcy w Mantui

 Pałac Książęcy w Mantui

 Pałac Książęcy w Mantui

La Camera degli Sposi

Pałac Książęcy w Mantui

Pałac Książęcy w Mantui

DUOMO

Katedra pod wezwaniem św. Piotra jest jedną z najstarszych budowli o charakterze sakralnym jakie znajdują się w mieście. Niewiele zachowało się z romańskiego kościoła, który zresztą był wielokrotnie przebudowywany. Pierwsze ważniejsze prace miały miejsce pod koniec XIV w. zaś katedrę w tamtej formie można oglądać na płótnie Domenico Morone „Wygnanie rodu Bonaolosi przez Gonzagów” (patrz wyżej).  Zniszczone pożarem wnętrza zaprojektował od nowa Giulio Romano  w 1545, barokowo-manierystyczna fasada jest natomiast dziełem Nicolò Baschiera.

Duomo di Mantova

PIAZZA DELLE ERBE

Piazza delle Erbe razem z Piazza Broletto były sercem średniowiecznej Mantui. Plac charakteryzują późnogotyckie oraz renesansowe portyki,  romańska Rotonda di San Lorenzo, wieża zegarowa, Palazzo della Ragione, niezwykle wyrafinowana Casa del mercante Giovan Boniforte da Concorezzo, zdobiona dekoracjami z marmuru i z terakoty oraz jedna z ważniejszych budowli włoskiego renesansu – kościół Sant’Andrea.

Piazza delle Erbe - Torre dell'Orologio

Piazza delle Erbe - Casa del mercante Giovan Boniforte da Cocorezzo

Piazza delle Erbe - Torre dell'Orologio

ROTONDA DI SAN LORENZO

To kolejny spośród najstarszych budynków o charakterze religijnym jakie znajdują się w Mantui. Wzniesiono go pod koniec XI w., wzorując się na Bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie. Między XVI a początkiem XX w. znajdował się na terenie getta i służył jako dziedziniec dla otaczających go domów. Kościół cechuje bardzo sugestywne wnętrze z fragmentami średniowiecznych fresków oraz kolumny, z których jedynie dwie są marmurowe.

Rotonda di San Lorenzo

Rotonda di San Lorenzo

Rotonda di San Lorenzo

SANT’ANDREA

Jedno z najważniejszych świadectw włoskiego renesansu. Autorem projektu z 1472 jest Leon Battista Alberti, który zmarł w tym samym roku.  Prace budowlane ciągnęły się aż do 1765, a jako ostatnią wykonano imponującą kopułę. Jej istnienie przewidywał dawny projekt Albertiego, jednak w XVIII w. wydał się on nazbyt anachroniczny, dlatego zastąpiono go nowszym, zaproponowanym przez Filippo Juvara. Średniowieczna dzwonnica jest jedynym świadectwem istnienia w tym miejscu starszej świątyni.

Charakterystyczne wnętrze na planie krzyża posiada jedną nawę centralną, boczne kaplice oraz kolebkowe sklepienie. Światło, padające na transept, pochodzi od imponującej kopuły. W świątyni przechowywania jest relikwia z krwią Chrystusa, tzw. Prezziosissimo Sangue, znajduje się tutaj również grób Andrea Mantegna.

Duomo di Sant'Andrea

Duomo di Sant'Andrea

Duomo di Sant'Andrea

Duomo di Sant'Andrea

CASA DI GIULIO ROMANO

Dom architekta Giulio Romano, ucznia Rafaela, który własnoręcznie zaprojektował. Giulio Romano kształcił się i tworzył w Rzymie, z którego w 1524 musiał uciekać. Jednym z powodów był udział papieskiego artysty w realizacji ilustracji do „De omnibus Veneris Schematibus” (europejskiej wersji Kamasutry). Na zaproszenie Fryderyka II Gonzagi przybył do Mantui.

W domu Giulio Romano nie brakuje typowych dla jego stylu motywów, wśród których m.in.: rustykalna fasada oraz ujęte w nisze okna, zwieńczone tympanonem. Nad drzwiami wejściowymi znajduje się posąg Merkurego. Wewnątrz można oglądać stiuki oraz freski, dzieła artysty.

Casa di Giulio Romano

CASA MANTEGNA

Oryginalny projekt był najprawdopodobniej dziełem samego Andrea Mantegna, zainspirowanego pomysłami Leona Battisty Albertiego. Dom jawi się jako okrąg wpisany w kwadrat, czyli centralny dziedziniec, wokół którego rozmieszczono pokoje. Marmurowa tablica informuje, że prace rozpoczęto w 1476. Trwały bagatela dwadzieścia lat.

Casa Mantegna

SAN SEBASTIANO

Projekt Leona Battisty Albertiego z 1460. Niefortunne prace renowacyjne przeprowadzone w kościele w 1925 są powodem dodania szpecących schodów. Pierwotnie do świątyni wchodziło się po rampie przykrytej loggią, której fragment jest nadal widoczny z lewej strony. Obecnie budynek pełni rolę „famedio dei Caduti”, miejsca pamięci poległych w walkach o wyzwolenie spod nazistowskiego reżimu.

Chiesa di San Sebastiano

PALAZZO TE

„Omnia Mantova”: „To nieoczekiwana gra architektury, malowideł, reliefów, wód, nastrojów, świateł oraz namiętności. Palazzo Te należy interpretować przez to czym był – mitologicznym, erotycznym i politycznym snem, niedostępnym dla zwykłych śmiertelników.”

Palazzo Te wybudował Giulio Romano na życzenie Fryderyka II Gonzagi, który z rąk austriackiego cesarza otrzymał tytuł książęcy. Lata przed objęciem władzy spędził w Rzymie jako zakładnik papieski. Zetknął się tam z prawdziwym duchem renesansu – z wyrafinowaną sztuką oraz z oświeconą myślą. Przyszły książe został nawet uwieczniony na płótnie Rafaela „Szkoła Ateńska”. Przywykło się o nim mówić jako o hodowcy koni, oddanym kochanku i karierowiczu.

Palazzo Te jest najdoskonalszym przykładem włoskiego manieryzmu. Swego czasu położony na wyspie, która od czasów osuszenia jeziora Pajolo nie istnieje, miał pełnić rolę podmiejskiej willi i być miejscem odpoczynku. Budowla na planie kwadratu składa się z czterech skrzydeł połączonych wewnętrznym dziedzińcem oraz z pokaźnych rozmiarów ogrodu zakończonego apsydą. Nazwy poszczególnych sal są inspirowane freskami, m.in. sala Gigantów, sala Kupidyna i Psyche, sala Owidiusza, czy sala Orłów.

Palazzo Te

Palazzo Te

Palazzo Te

Palazzo Te

Palazzo Te

Palazzo Te

Palazzo Te

Palazzo Te

Jakie sławne osobistości gościły swego czasu w Mantui? Charles Dickens, Hans Christian Andersen, Dante Alighieri, William Szekspir, Niccolò Macchiavelli, Carlo Goldoni, Gabriele d’Annunzio i José Saramago. Mantua w literaturze, w sztuce, w operze: „Nie-Boska komedia”’ „Romeo i Julia”, „Rigoletto”, a nawet „Promessi Sposi”. Miasto, wspólnie z pobliską Sabbionetą zostały w 2008 wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Mantua będzie włoską stolicą kultury 2016.

Inne posty opublikowane w ramach cyklu „Mantua włoska stolica kultury 2016”:

Do następnego postu!

Ania

Mantua

Mantua

Mantua

Mantua

Mantua

Pamiętajcie, że czekam na was na Facebooku oraz na Instagramie. Jestem tam codziennie i zamieszczam jeszcze więcej włoskich ciekawostek oraz zdjęć.

***

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Stefano Scansani „Omnia Mantova” (Tre Lune, Mantova 2008).

Val di Mello jesienią – rezerwat przyrody w ciepłych barwach

2
Val di Mello jesienią

Val di Mello jesienią

Val di Mello („Val da mèl w lokalnym dialekcie) jest piękna o każdej porze roku, również jesienią. Granitowe bloki oraz skaliste zboczakotły lodowcowe, płaskowyże, wzniesienia, wodospady, górski strumień i turkusowe, przezroczyste jezioro, monte Disgrazia, niewielkie wioski, a także schroniska tworzą niepowtarzalny krajobraz. Nie bez przyczyny dolina ma status rezerwatu przyrody. Więcej na temat okolicy przeczytasz w poście Val di Mello – lombardzkie Malediwy. Znaleźć tam można zdjęcia pokazujące Val di Mello latem. Dzisiaj natomiast zapraszam na fotograficzną relację z listopadowej wyprawy: trekking po Val di Mello jesienią.

Informacje praktyczne: jak dojechać?

Do Val di Mello najlepiej dostać się samochodem. Z Mediolanu kierujemy się w stronę Monzy i Lecco. Dalej drogą krajową 36 del lago di Como e dello Spluga jedziemy aż do Piantedo (duże rondo), gdzie ma swój początek droga krajowa 38 del Passo dello Stelvio (trasa na Morbegno). Podążamy nią aż do miejscowości Ardenno, skąd skręcamy w kierunku drogi lokalnej nr 9 (w stronę Val Masino). Parkujemy w miejscowości San Martino (parking jest płatny) i stąd obieramy szlak prowadzący do Val di Mello.

Teoretycznie do doliny można dostać się także transportem publicznym. Jednak droga jest długa i w najlepszym przypadku wymaga przynajmniej jednej przesiadki. W Mediolanie należy wsiąść w pociąg jadący do Tirano i wysiąść na stacji w Morbegno gdzie trzeba przesiąść się w autobus. Najczęściej jest to linia A 20, która kursuje tylko 5 razy dziennie.

Alla prossima!

Ania

P.S. Pamiętajcie, że czekam na was na Facebooku oraz na Instagramie. Jestem tam codziennie i zamieszczam jeszcze więcej włoskich ciekawostek oraz zdjęć.

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Val di Mello

Kuskus z dynią – jest smacznie!

0
Kuskus z dynią - jest smacznie!

Kuskus to tradycyjne danie pochodzące z Północnej Afryki popularne także w zachodniej Sycylii. Powstaje z ziarenek pszenicy twardej o średnicy 1 milimetra. Zazwyczaj przygotowuje się je z dodatkiem bakłażanów, cukinii, pomidorów, cieciorki lub marchewki. Ja proponuję wersję jesienną na bazie dyni.

KUSKUS Z DYNIĄ 

Składniki:

(na 4 osoby)

  • 280 g kaszy kuskus
  • 800 ml wywaru z warzywnej kostki rosołowej (mój przepis TUTAJ)
  • 500 g obranej dyni
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 marchewka
  • 1 gałązka selera naciowego
  • 1/2 cebuli
  • oliwa z oliwek extra vergine
  • sól
  • pół szklanki posiekanych migdałów

WinoToskanii

Przygotowanie:

Na patelni podsmażamy cebulę z ząbkiem czosnku, z marchewką, selerem naciowym i odrobiną oliwy z oliwek . Kiedy składniki się zarumienią, dodajemy pokrojoną w kostkę dynię i dobrze mieszamy, żeby wszystko połączyć. Wlewamy pół szklanki wywaru z warzywnej kostki rosołowej oraz solimy. Gotujemy przez ok. 20 minut, tj. do momentu kiedy dynia osiągnie kremową konsystencję.

Posiekane migdały uprażyć na rozgrzanej patelni.

W międzyczasie przygotowujemy kuskus. Wystarczy posłużyć się instrukcją podaną na opakowaniu. Ja używam wywaru z kostki rosołowej, którego wcześniej nie dodałam do dyni. Kiedy dynia, migdały oraz kuskus są gotowe, nie pozostaje nic innego jak dobrze je ze sobą wymieszać. Danie podawać w temperaturze pokojowej.


Smacznego!

Ania

P.S. Na blogu znajdziecie również inne pyszne przepisy: pasztet z dyni z suszonymi pomidoramidyniowe lasagne oraz risotto z dynią. Poza tym czekam na was na Facebooku oraz na Instagramie. Bywam tam codziennie.

Ossuarium w kościele San Bernardino alle Ossa

2
Ossuarium w kościele San Bernardino alle Ossa

Najbardziej makabryczne miejsce w Mediolanie to ossuarium przy średniowiecznym kościele San Bernardino alle Ossa. Z jego powstaniem wiąże się kilka legend. Według jednej z nich kości dekorujące kaplicę należały do chrześcijan, którzy pod wodzą św. Ambrożego stoczyli przegraną bitwę z arianami (więcej na temat konfliktu przeczytacie tutaj), inni twierdzą, iż są to szczątki mediolańczyków poległych w walce z Gotami w VI w. n.e. lub też kości zmarłych w wyniku zarazy. Prawda wygląda jednak inaczej.

W średniowieczu na miejscu dzisiejszego kościoła znajdował się cmentarz, na którym chowano zmarłych pacjentów pobliskiego szpitala (Ospedale del Brolo). Byli wśród nich bogaci i biedni, prawowici obywatele oraz przestępcy – jak wiadomo, śmierć nie wybiera. W XIII wieku nekropola okazała się zbyt mała aby pomieścić kolejne kości, dlatego zdecydowano się gromadzić je w cmentarnej kaplicy. W 1430 budowlę przekazano bractwu Biczowników z Mediolanu, których patronem był św. Bernardyn ze Sieny.  Stawiali oni na pierwszym miejscu surową pokutę (samobiczowanie) oraz kult zmarłych. Jeszcze w XV wieku na miejscu kaplicy wybudowali oni kościół. W międzyczasie ossuarium ciągle się powiększało i zyskiwało na popularności wśród ludu, właśnie dlatego pomyślano o nadaniu mu jakiejś wymowniejszej formy. W następstwie prac renowacyjnych, jakie miały miejsce w XVII oraz XVIII wieku, wybudowano ossuarium z prawdziwego zdarzenia zlokalizowane na prawo od przedsionka. Nisze wraz ze ścianami przekształcono w makabryczne obrazy wypełnione ludzkimi kośćmi oraz czaszkami. Wiele z nich formuje ogromne krzyże, albo litery „M”, skrót od Maryja. Z ciemnym i bardzo wymownym wnętrzem kaplicy kontrastuje kolorowy fresk dekorujący sklepienie. Jest on dziełem weneckiego malarza Sebastiano Ricci, a przedstawia triumf dusz wstępujących do Raju.

Kościół San Bernardino alle Ossa

Via Verziere 2 (wejście od strony Piazza Santo Stefano), Mediolan

otwarte codziennie: 7:30 – 12:00

***

Inny ciekawy kościół w Mediolanie znajduje się przy via Torino, a nazywa się Santa Maria presso San Satiro. Donato Bramante namalował w nim nieistniejącą apsydę, tworząc w ten sposób wyjątkowe złudzenie optyczne. Jeśli spodobał wam się wpis, to pamiętajcie że czekam na was na Facebooku i na Instagramie gdzie bywam codziennie i zamieszczam więcej ciekawostek.

ossuarium w kościele San Bernardino alle Ossa ossuarium w kościele San Bernardino alle Ossa ossuarium w kościele San Bernardino alle Ossa ossuarium w kościele San Bernardino alle Ossa ossuarium w kościele San Bernardino alle Ossa ossuarium w kościele San Bernardino alle Ossa ossuarium w kościele San Bernardino alle Ossa ossuarium w kościele San Bernardino alle Ossa ossuarium w kościele San Bernardino alle Ossa

Libreria Acqua Alta | najpiękniejsza księgarnia w całych Włoszech

1
Libreria Acqua Alta | najpiękniejsza księgarnia w całych Włoszech

WIELKA WODA, KSIĘGARNIA, KTÓRA INTRYGUJE ORYGINALNOŚCIĄ

Acqua Alta jest wyjątkową księgarnią, która znajduje się w Wenecji. Nie leży przy głównym szlaku obleganym przez turystów, ale w jednym z uroczych zakątków miasta gdzie życie toczy się codziennym rytmem jego mieszkańców. Nie znaczy to wcale, że Acqua Alta jest miejscem niszowym. Przeciwnie, do księgarni dociera coraz więcej amatorów czytania, również obcokrajowców. Skąd nazwa i na czym polega fenomen miejsca?

KIEDY ACQUA ALTA WLEWA SIĘ DO KSIĘGARNI

Kiedy w Wenecji pojawia się „wysoka woda” (wł. „acqua alta„) zdarza się, że wlewa się ona również do sklepu. Ale spokojnie, tutaj wszystko jest przemyślane. Właściciel – charyzmatyczny Luigi – zadbał o los książek, umieszczając je w zdecydowanie nietuzinkowych pojemnikach. Poza klasycznymi regałami zaadoptował m.in. gondolę, łódkę, a nawet wannę. Sprzęty te nadają miejscu klimat, a przy okazji idealnie chronią przed niechcianą wodą. Stare encyklopedie, znajdujące się na dwóch dziedzińcach przylegających do księgarni, służą za schody oraz zakrywają popękane mury. Wystrój kompletują wiosła i manekiny poustawiane raczej nonszalancko oraz  cztery żywe koty.

NOWE I Z DRUGIEJ RĘKI KSIĄŻKI O WENECJI, O KINIE, MUZYCE I SZTUCE, KOMIKSY, POCZTÓWKI, NOTATNIKI I KALENDARZE

Nie tylko atmosfera przyciąga ludzi do księgarni. Najważniejszą rolę odgrywają książki, wśród których znajdziecie pozycje nowe oraz używane, publikacje włoskie, a także całą masę wydań obcojęzycznych. Są tutaj rozmaite serie dedykowanie Wenecji, inne poświęcone np. sztuce, kinu, muzyce, czy sposobom odżywiania oraz ogromny zbiór komiksów, poza tym pocztówki, notatniki i kalendarze.

22 LATA MINĘŁY

Właściciel pochodzi z niedalekiej Vicenzy, Acqua Alta otworzył ponad dwadzieścia lat temu, zaś pomysł okazał się sukcesem. Jedyne czego żałuję, to że nie udało mi się zamienić z nim kilku słów. Luigi długo doradzał innym klientom, ja natomiast musiałam pędzić na dworzec gdzie czekał na mnie pociąg do Mediolanu. Cóż, ostatnia wizyta w Wenecji była zdecydowanie za krótka.

LIBRERIA ACQUA ALTA

Calla Lunga Santa Maria Formosa
Sestiere Castello 5176/B, Wenecja
Otwarte codziennie od 9:00 do 19:10

Jeśli lubisz tajemnicze historie, to na blogu znajdziesz wpis o tym co Aleksander Wielki mógłby robić w Wenecji. Poza tym czekam na was na Facebooku i na Instagramie gdzie bywam codziennie.

Ania

Libreria Acqua Alta | najpiękniejsza księgarnia w całych Włoszech

Libreria Acqua Alta | najpiękniejsza księgarnia w całych Włoszech

Libreria Acqua Alta | najpiękniejsza księgarnia w całych Włoszech

Libreria Acqua Alta | najpiękniejsza księgarnia w całych Włoszech

Libreria Acqua Alta | najpiękniejsza księgarnia w całych Włoszech

Libreria Acqua Alta | najpiękniejsza księgarnia w całych Włoszech

Libreria Acqua Alta | najpiękniejsza księgarnia w całych Włoszech

Libreria Acqua Alta | najpiękniejsza księgarnia w całych Włoszech

libreria Acqua Alta

Risotto z dynią. Przepis mojego męża

0
Risotto z dynią. Przepis mojego męża

Najwyższa pora odkryć sekrety risotto. Prawdziwym mistrzem w tej dziedzinie jest mój mąż Damiano, dlatego poprosiłam go o podzielenie się przepisem. Mieszkając w okolicach Mediolanu, powinniśmy właściwie zacząć od risotto alla milanese, jednak napiszemy o nim innym razem (EDIT przepis tutaj). Dookoła zatrzęsienie dyń, wszak sezon w pełni, a upalne lato sprawiło, że są wyjątkowo słodkie i po prostu trudno się im oprzeć. Zapraszam zatem na risotto z dynią według przepisu mojego męża.

Prawdziwe risotto ma kremową konsystencję, przygotowuje się je przy użyciu ryżu arborio lub carnaroli, który należy uprażyć z masłem, a nie z oliwą extravergine jak robi wiele osób. Pamiętajcie koniecznie o tych podstawowych zasadach!

RISOTTO Z DYNIĄ

( 3-4 osoby):

WinoToskanii
Składniki:

  • 400 g obranej dyni
  • oliwa extravergine
  • 1 szklanka wody
  • 4 garście ryżu arborio lub carnalori
  • 1/2 cebuli
  • 1/4 szklanki białego wina
  • wywar z połowy kostki rosołowej rozpuszczonej w 0,5 l wody
  • 30 g masła
  • starty Parmezan
  • sól

Przygotowanie:

Na obszernej patelni ze stali należy rozgrzać 3-4 łyżki oliwy extravergine, następnie dodać pokrojoną w kostkę dynię i podsmażyć. Zmniejszyć ogień do minimum i stopniowo dolewać wodę ze szklanki aż do momentu kiedy dynię będzie można rozgnieść na papkę przy pomocy widelca (ok. 20 minut).

Posiekaną cebulę podsmażyć na maśle, uważając przy tym, żeby zbytnio go nie rozgrzać i nie przypalić cebuli. Dodać ryż i ponownie wszystko uprażyć. Wlać wino, a kiedy wyparuje połączyć z wywarem z kostki rosołowej. 5 minut przed końcem gotowania dorzucić dynię, masło, sól i trochę parmezanu, uważając jednak, aby nie przytłumił on słodkiego smaku dyni. Gotowe risotto odstawić na dobre 5 minut, następnie podawać.

Jeśli macie ochotę, możecie posypać świeżą pietruszką.

Smacznego!

Ania

P.S Na blogu znajdziesz również pyszne przepisy na wegetariański pasztet z dyni z suszonymi pomidoramidyniowe lasagne i kuskus z dynią. Poza tym czekam na Ciebie na Facebooku oraz na Instagramie. Bywam tam codziennie.

Panettone Day Temporary – concept store z panettone

0
Panettone Day Temporary

PANETTONE DAY TEMPORARY – SKLEP Z PANETTONE, DZIAŁAJĄCY TYLKO W PAŹDZIERNIKU

Panettone Day Temporary to concept store otwarty tylko w październiku i w całości dedykowany tradycyjnej mediolańskiej babce bożonarodzeniowej. Do świąt jeszcze daleko, jednak biorąc pod uwagę zmierzające ku końcowi EXPO 2015, wybór miesiąca przestaje dziwić. Zresztą wystrój lokalu dobitnie podkreśla związek ze Światową Wystawą – białe wnętrze zdobi ogromny stół oraz pudełka na panettone wykonane w kolorach EXPO Milano. Concept store to niewielki pawilon w sercu Mediolanu.

DOROCZNY KONKURS NA NAJLEPSZĄ AUTORSKĄ WERSJĘ PANETTONE

Panettone Day Temporary jest efektem konkursu Panettone Day 2015, w którym cukiernicy pochodzący z całych Włoch zmierzyli się piekąc tradycyjne oraz autorskie babki. Wyniki ogłoszono we wrześniu, a zwycięzcą okrzyknięto panettone z czereśniami oraz wiśniowym syropem. W sklepie można wybierać pomiędzy 25 różnymi kompozycjami, będącymi dziełami finalistów. Organizowane są nietypowe degustacje podczas których proponowane są wermut, piwo rzemieślnicze, a nawet oczyszczające soki. Czy zatem bożonarodzeniowa babka przestała być symbolem świąt i możemy się nią zajadać o każdej porze roku? Spytałam o to Agnese Gullotta, która pełni rolę PR Panettone Day Temporary.

WYWIAD Z AGNESE GULLOTTA, PR PANETTONE DAY TEMPORARY

JA: Czy tradycyjna bożonarodzeniowa babka sprawdza się o każdej porze roku?

AGNESE: Odpowiedź brzmi „tak”. Wpadliśmy na pomysł, aby obalić mit panettone jako symbolu Bożego Narodzenia, proponując ją w wersjach całkowicie nietradycyjnych.

JA: Jak to się stało, że przy okazji degustacji podajecie zupełnie niecodzienne napoje?

AGNESE: Podczas naszych degustacji nigdy nie zaproponowaliśmy wina musującego. Nawet w dniu inauguracji sklepu, wbrew oczekiwaniom, podaliśmy wermut. Jedyne bąbelki to te dzisiejsze, czyli piwo. Staramy się podążać za filozofią chwili, tj. częstować napojami, które są absolutnie nietypowe w duecie z panettone. Wracając jednak do piwa, którego koniecznie powinnaś spróbować, eliminuje ono tłustość oraz ciężkość babki. Takie zestawienie jest wyjątkowo oryginalne na tle degustacji, które organizujemy. Panettone jest ciastem mediolańskim w pełnym tego słowa znaczeniu, dlatego zależało nam na skomponowaniu go z lokalnym napojem, w konsekwencji czego narodziła się współpraca z Birrificio Milano. Ostatni poczęstunek przygotujemy wspólnie z marką Depuravita, która produkuje soki naturalne. W tym przypadku pomyśleliśmy o czymś w stylu: najpierw zjesz kawałek panettone, a potem, żeby mieć mniejsze poczucie winy, wypijesz szklankę soku oczyszczającego. Naszą filozofią jest niebanalność.

Nie nadążamy z obsługą klientów, ponieważ zapotrzebowanie jest ogromne. Niektóre kompozycje dawno wyprzedaliśmy. Ceny są jak najbardziej dostępne (10 € za panettone), podobnie jak waga – jedynie 500 g – która sprawia, że łatwo jest je zjeść.

Zwycięską babkę wykonano z dodatkiem czereśni i syropu wiśniowego, podczas gdy zdecydowanym hitem jest ta z czekoladą i gruszkami, która, mimo dużego zapasu, skończyła się już po dwóch dniach. Podsumowując, mamy w sklepie 25 różnych panettone najwyższej jakości: od klasycznych po oryginalne z cytrusami, z owocami leśnymi, kawowe, z dodatkiem Moscato di Scanzo z pistacjami i wiele innych.

JA: W przyszłości możemy liczyć na kolejne edycje konkursu Panettone Day lub na podobny concept store?

AGNESE: Myślę, że tak, ponieważ idzie nam naprawdę dobrze. Rozmaite gazety pisały i dalej piszą o Panettone Day Temporary. Znajdujemy się w doskonałym punkcie, w którym bardzo łatwo jest przyciągnąć uwagę przechodniów. Odwiedza nas masa obcokrajowców i równie dużo mediolańczyków. Pewnego razu jedna pani powiedziała mi, że właśnie kupuje czwartą, czy piątą babkę, tj. dwa panettone tygodniowo!

JA: Krótko mówiąc, takie odświeżone babki okazały się sukcesem. Są rodzajem obżarstwa, którego nie można przegapić. Mam nadzieje, że spotkamy się ponownie!

Ja i Agnese - Io e Agnese.
Ja i Agnese – Io e Agnese.

Korzystając z okazji zachęcam was do zapoznania się z legendą opowiadającą o powstaniu panettone. Pamiętajcie również, że czekam na was na Facebooku oraz na Instagramie. Jestem tam codziennie i zamieszczam jeszcze więcej włoskich ciekawostek oraz zdjęć.

PANETTONE DAY TEMPORARY

Corso Garibaldi 42, Mediolan

Otwarte codziennie od 10:00 do 20:00

Facebook:  KLIK

Ciężkie chwile w Belpaese, czyli do czego nie mogę się przyzwyczaić we Włoszech

16
Ciężkie chwile w Belpaese, czyli do czego nie mogę się przyzwyczaić we Włoszech

Niedawno minęło pięć lat odkąd na stałe mieszkam we Włoszech. Nie przyjechałam tutaj w ciemno, niesiona na skrzydłach mitu o słonecznej Italii. Właściwie odkąd pamiętam w mojej rodzinie istniały włoskie koligacje, a dzięki pracy dziadka bywaliśmy na Półwyspie Apenińskim naprawdę często. Miałam włoskich znajomych, włoskich nauczycieli, a w pewnym momencie nawet włoskich szefów. Maturę pisałam z języka włoskiego, uczyłam się na włoskiej uczelni. Poznałam bliżej ludzi pochodzących z północy i z południa kraju, ale również z dwóch wielkich wysp. Gdyby mi się Belpaese nie podobało, na pewno nie byłoby mnie tutaj. Jednak każdy kij ma dwa końce – istnieje kilka rzeczy, których w moim nowym domu zaakceptować nie potrafię. Trochę z przymrużeniem oka, a trochę na poważnie przedstawiam Wam negatywne aspekty włoskiej rzeczywistości. Do czego nie mogę się przyzwyczaić we Włoszech?

Nie potrafię przyzwyczaić się do włoskich bankietów (czytaj kolacji) wydawanych nie wcześniej niż o 9 wieczorem. Już po obfitych przystawkach jestem syta, tymczasem muszę się zmierzyć z talerzem makaronu lub risotto, dalej z dorodnym kawałkiem mięsa, rzadziej ryby, na ulubione warzywa raczej nie starcza mi miejsca. Kiedy mam nadzieję, że to już koniec, na stole lądują słodkości – torty, ciastka, owoce, w końcu kawa i digestivo, które teoretycznie ma pomóc w trawieniu. Po takiej uczcie trudno podnieść się od stołu, a co dopiero zasnąć. Rano wstaję ociężała. Postanawiam, że fundując sobie jednodniową głodówkę, dam odpocząć biednemu żołądkowi. Nic podobnego – w kuchni czeka na mnie kawa z pełnotłustym mlekiem oraz, skądinąd pyszny, rogalik nadziewany kremem.

Skoro jesteśmy już przy temacie jedzenia, wielkim absurdem wydaje mi się tzw. „pausa pranzo”. Między godziną 12 a 16 ciężko jest we Włoszech cokolwiek załatwić. Zamykane są urzędy, zamykane są sklepy i inne lokale usługowe. Trzeba bowiem udać się na obiad do domu (najlepiej do mamy!), później zaś jedzenie należy strawić, no i odpocząć od porannego wysiłku, nabierając sił na popołudniowe zmagania. Całe szczęście w większych miastach zwyczaj ów odchodzi do lamusa. Wiem dobrze, że u źródła leżą południowowłoskie upały, z powodu których ciężko jest pracować, jednak na zamglonej północy „pausa pranzo” przybiera formę groteski i najzwyczajniej w świecie utrudnia codzienne funkcjonowanie.

Szanujący się Włoch nie potrafi egzystować bez komórki. Doskonale sprawdza się ona w roli tzw. „passatempo” (rozrywki), służącej umileniu podróży. Nie ważne czy jedziemy do pracy, czy gdzieś dalej – czas spędzony w metrze lub w pociągu najlepiej jest sobie umilić dzwoniąc do rodziny i do znajomych, wywlekając przy tym wszelkie problemy oraz dramaty. Ewentualnie można pograć na tablecie, albo po prostu poczatować, koniecznie jednak przy włączonym dźwięku. Ciężko jest się w podobnych warunkach skupić i oddać np. lekturze ciekawej książki. Całe szczęście postanowiono wprowadzić w długodystansowych pociągach wagony, w których wszelkie sprzęty elektroniczne mają pozostać wyciszone.

Irytuje mnie potrzeba robienia wszystkiego w stadzie. Emblematycznym przykładem są włoskie wakacje, które planuje się w sierpniu. Nie ma znaczenia, że na początku i na końcu miesiąca autostrady właściwie stoją, na plaży ciężko wetknąć chociażby nogę, a ceny wszystkiego są znacznie wyższe  aniżeli w innych letnich miesiącach. Urlop bierze się w sierpniu i kropka. Podobne przykłady, zakorzenione głęboko we włoskiej mentalności, można by mnożyć – „Pasquetta” (odpowiednik polskiego Lanego Poniedziałku) oznacza grilla nawet jeśli pogoda nie dopisała, podczas karnawału dzieci trzeba przebrać i zaprowadzić na centralny plac, gdzie w najłagodniejszej wersji godzinami rozrzucają konfetti, rodzice natomiast dla zabicia czasu gawędzą między sobą. W biurach, w określonych godzinach, pracownicy tłoczą się przy automacie do kawy (ewentualnie udają się do pobliskiego baru). Są tam nawet Ci, którzy kawy nie piją. Chodzi bowiem raczej o rytuał towarzyski i o wymienienie najnowszych plotek, aniżeli o nagłą potrzebę kofeiny.

Włoska biurokracja stała się niemal legendą. Załatwienie najprostszej sprawy w urzędzie jest wielomiesięczną, czasem wieloletnią drogą przez mękę. Należy wypełnić tony papierków, a każdy z nich dostarczyć pracownikowi innego wydziału. Przepisy są niejasne, każdy jeden neguje poprzedni. Podobne procedury stanowią doskonałą pożywką dla tzw. specjalistów, którzy zbijają na obywatelach prawdziwe fortuny. Zwykły PIT, który w Polsce rozliczamy sami lub przy pomocy dodanego do codziennej gazety programu, tutaj wypełniany jest przez księgowego. Jeśli ten ostatni się pomyli, za błąd odpowiada jedynie podatnik. Fucha w urzędzie jest na całe życie, co oczywiście wpływa na powszechną abnegację, zaś zatrudniane osoby są przeważnie niekompetentne. W ramach nepotyzmu tworzy się absurdalne stanowiska, np. dla osoby, której praca polega tylko i wyłącznie na przenoszeniu papierów z jednego pokoju do drugiego. Oddzielnym rozdziałem jest włoska poczta, rządząca się podobnymi zasadami. Instytucja działa w sposób skandaliczny.

Przywykło się mówić, że we Włoszech nieobciążone należnością wobec państwa jest tylko powietrze. Niestety sporo w tym prawdy. Jak podaje dziennik „Leggo”, obywatele belpaese płacą dokładnie sto różnych podatków. W tej sytuacji niezmiernie powszechne jest uchylanie się od obowiązku, a jak wiadomo ludzka fantazja nie zna granic. Jednym z ciekawszych przykładów są kamienne domki (trulli) z Alberobello w Apulii. Wznoszono je bez zaprawy murarskiej, po to aby sprawiały wrażenie łatwych do rozebrania. Powód? Uniknięcie wysokich podatków nakładanych na trwałe domostwa.

Za najsmutniejsze uważam jednak przedmiotowe podejście do kobiet. Mają być zgrabne, dobrze ubrane, pachnące, obwieszone biżuterią, a w ostatnich latach również zoperowane i koniecznie z napompowanymi ustami. Najważniejszym kryterium oceny jest zazwyczaj uroda. Nieważne, że Samanta Cristoforetti to pierwsza Włoszka w kosmosie, że to pierwsza Europejka, która spędziła na orbicie 200 dni z rzędu, że jest inżynierem, astronautą, lotnikiem. Przeciętny Włoch oceniani ją w kategorii odpowiadającej wyborom miss i w najlepszym przypadku powie, że jest brzydka. Chcecie inny przykład? Prezenterka telewizyjna występuje zazwyczaj w duecie z mężczyzną. Do jej obowiązków należy przede wszystkim ładnie wyglądać, dużo się uśmiechać i dobrze się ruszać. Mówić zbyt wiele nie powinna. Zresztą ona nie jest prezenterką, jest tzw. „veliną” – ozdobą programu, dlatego jej gaża jest dużo niższa od wynagrodzenia kolegi. Obiciem podobnej mentalności są uliczne zaczepki, gwizdy, pozornie niewinne okrzyki „Ciao bella!”, awanse ze strony przesiadujących godzinami w barach panów, a w skrajnych przypadkach przemoc, stalking, w końcu morderstwo obecnej lub byłej żony tudzież dziewczyny. Więcej na temat zjawiska możecie przeczytać tutaj.

Zrobiło się poważnie, być może nawet trochę strasznie. Myślę jednak, że warto jest znać również ciemną stronę włoskiej rzeczywistości.

Korzystając z okazji, przypominam o moich mediach społecznościowych. Na Facebooku i na Instagramie@podsloncemitaliiblog jestem codziennie i zamieszczam jeszcze więcej ciekawostek, zdjęć i Włoch!

Ania

Siedem zwrotów, które sprawią, że będziesz w końcu mówił po włosku

6
Siedem zwrotów, które sprawią, że będziesz w końcu mówił po włosku

Język włoski prosty nie jest. Im dłużej z nim obcuję, tym bardziej zdaję sobie z tego sprawę. Skomplikowana gramatyka, dziwny tryb conguntivo, rodzajniki i przyimki – niemal na każdym kroku czeka na nas jakaś pułapka. Jednak aby czuć się rzeczywiście swobodnie trzeba po pierwsze opanować kilka zwrotów, bez których żaden Włoch nie wyobraża sobie konwersacji. O czym mowa?

1. Ma dai!

maDaiMa dai to sformułowanie niezwykle we Włoszech popularne, mające na celu wyrażenie naszego niedowierzania. Znaczy tyle co „nieprawda!” lub „nie wierzę!”, a słyszymy je bodaj na każdym kroku:

– Mi trasferisco a Londra.

Ma dai!!!

– Przeprowadzam się do Londynu.

– Nie wierzę!!!

2. Magari

magariMagari jest przysłówkiem, który odzwierciedla jakieś marzenie. Tłumaczy się go jako „oby!”, „gdyby tylko!”:

– Andiamo in Giappone?

Magari!

– Jedziemy do Japoni?

– Gdyby tylko!

Ale magari występuje również w innym kontekście, gdzie spełnia rolę przypuszczenia – „być może”, „nawet gdyby”, „jeśli nawet”:

– Come mai Marco non viene?

Magari ha deciso di rimanere a casa.

– Czemu Marek nie przychodzi?

– Być może postanowił zostać w domu.

W jeszcze innych sytuacjach magari artykułuje zdziwienie czy też obojętność podkreśloną przy pomocy słówka „nawet”:

È capace, magari, di negare ogni cosa.

Jest nawet w stanie zaprzeczyć wszystkiemu.

3. Mi raccomando!

miRaccomando

Określenie stosuje się równie często w stosunku do dzieci jak i do dorosłych. Ma ono na celu zaznaczenie, że na czymś bardzo nam zależy. Mi raccomando jest po pierwsze rodzajem napomknięcia:

Mi raccomando, comportati bene!

– Proszę, zachowuj się grzecznie.

Zwrotu można użyć przy pożegnaniu:

– Ciao, stammi bene! Ciao, mi raccomando, eh!

– Cześć, bywaj zdrów. Cześć, pamiętaj!

Mi raccomando stosuje się również dla dodania otuchy:

– In bocca al lupo per il tuo esame. Mi raccomando!

– Powodzenia na egzaminie. Pamiętaj!

W każdym przypadku sformułowanie należy tłumaczyć jako „pamiętaj!” albo „proszę!”.

4. Figurati!

figuratiFigurati to ironiczny sposób na stwierdzenie, że coś jest praktycznie niemożliwe:

– Sei riuscita a comprare i regali?

Figurati! Non ne ho trovato nemmeno uno.

– Udało ci się kupić prezenty?

– Daj spokój. Nie znalazłam nawet jednego.

Istnieje również grzecznościowe zastosowanie zwrotu figurati (si figuri w trzeciej osobie), który w tym przypadku oznacza „nie ma za co” lub „proszę bardzo”:

– Grazie per avermi aiutata  con la valigia.

Si figuri!

– Dziękuję za pomoc przy walizce.

– Nie ma za co!

5. Boh!

bohBoh jest słówkiem niezwykle ekspresyjnym, dlatego używając go należy przede wszystkim wyraźnie wzruszyć ramionami. Sformułowanie znaczy tyle co nonszalanckie „nie mam pojęcia”:

– Sai dove è andata Carla?

Boh!

– Wiesz dokąd poszła Carla?

– Nie mam pojęcia!

6. Ma anche no!

ancheNOMa anche no to zdecydowanie nieformalny, wręcz ironiczny sposób odrzucenia zaproszenia, tudzież propozycji. Wyrażenie funkcjonuje dopiero od niedawna, dlatego uznaje się je za rodzaj mody językowej typowej głównie dla Mediolanu i okolic:

– Andiamo al cinema stasera?

Ma anche no!

– Wieczorem idziemy do kina?

– Nie idziemy.

Zwrotu używa się również dla zanegowania jakiegoś stwierdzenia:

– L’Italia sta uscendo dall’euro.

Ma anche no!

– Włochy opuszczają strefę euro?

– W żadnym razie!

Znacznie rzadziej stosowana jest forma twierdząca, czyli Ma anche si!:

– Vuoi del caffè?

Ma anche si!

– Masz ochotę na kawę?

– Chętnie!

7. Il coso

cosoPrzy pomocy tego niegramatycznego słówka (poprawna forma ma rodzaj żeński i brzmi „la cosa”) można określić każdą rzecz, osobę, a nawet miejsce, którego nazwy lub imienia nie znamy, nie pamiętamy lub po prostu nie chcemy na głos wypowiedzieć:

– Passami questo coso.

– Gli ha regalato un coso che non sappiamo a che serve.

– Podaj mi to.

– Podarowała mu coś, co nie wiadomo do czego służy.

Gdybyście jednak nie byli w stanie przyswoić wyżej wymienionych sformułowań, to mam dla Was alternatywę. We Włoszech liczy się głównie ekspresyjność, dlatego niemal każdy problem rozwiążecie przy pomocy gestu z poniższego obrazka:

gesto

Buona fortuna!

Znajdziecie mnie również na Facebooku oraz na Instagramie. Zamieszczam tam więcej ciekawostek, więcej zdjęć, po prostu więcej Włoch.

EXPO 2015: Pawilon Polski

1
EXPO 2015: Pawilon Polski

Polski Pawilon na EXPO 2015 jest spójny i przemyślany. Jest naprawdę ok. Temat jabłek okazał się jak najbardziej trafiony. Wchodząc po schodach do środka napotykamy na powitalny baner oraz wiersz Wisławy Szymborskiej „Jabłonka”. Zaraz potem odkrywamy łąkę pełną polnych kwiatów oraz sad, w którym rosną jabłonie. Można tutaj spotkać motyle i pszczoły. Z głośników słychać dźwięki walca (coś w stylu sceny z nenufarami z filmu „Noce i Dnie”), a zamontowane na ścianach lustra optycznie powiększają ogród – całość oddaje sielankowy klimat przedwojennych dworków. Rzeźby Igora Mitoraja służą za łącznik na linii Polska – Włochy. W drugiej kolejności zwiedzającym serwowany jest pokarm dla ducha, tj. koncerty Fryderyka Chopina. Schodząc na dół mamy przed oczami inną poezję naszej noblistki, aż w końcu przenosimy się do części dydaktycznej. Tutaj da się Polskę poznać bliżej – geografię, historię oraz najważniejsze uprawy przybliża między innymi rzymska Bocca della Verità, czyli Usta Prawdy. Pod sam koniec zwiedzających zaskakuje pachnąca niespodzianka w postaci kolejki wykonanej z wedlowskiej czekolady. Przy wyjściu znajduje się sklep, w którym sprzedawane są rodzime specjały, a także restauracja z regionalną kuchnią. Na zewnątrz zaaranżowano strefę relaksu, można w tym miejscu usiąść i odpocząć, goście natomiast częstowani są niepasteryzowanym sokiem z jabłek, jabłkowymi czipsami, watą cukrową, a nawet dobrym piwem. Ci którym polskie specjały posmakują mają do dyspozycji bar z cydrem oraz piwem.

13.09.2015, przy okazji Polskiego Dnia na EXPO 2015 w pawilonie zainaugurowano wystawę „Polski stół”. Promuje ona rodzimy design – głównie ceramikę oraz krzesła, a multimedialne prezentacje pokazują tradycyjne potrawy.

O moich wrażeniach z EXPO 2015 przeczytacie tutaj, w poście „Po co nam to EXPO” pisałam o historii targów oraz o założeniach tegorocznej edycji, a jeśli lubicie sztukę, to znajdziecie na moim blogu również spis ważniejszych wystaw, które odbywają się obecnie w Mediolanie. Jak zawsze serdecznie zapraszam na blogowego Facebooka oraz na Instagrama. Zamieszczam tam więcej ciekawostek, więcej zdjęć, po prostu więcej Włoch.

Polska.
Miejsce relaksu zaaranżowane przed Polskim Pawilonem na EXPO 2015.
DSC_3425
Petto a metà – rzeźba Igora Mitoraja, która na co dzień stoi na Piazza del Carmine w Mediolanie.
Wiersz "Jabłonka" Wisławy Szymborskiej.
Wiersz „Jabłonka” Wisławy Szymborskiej.
Polski ogród.
Polski ogród.
DSC_3430
Polski ogród i rzeźba Igora Mitoraja.
Sala koncertowa.
Sala koncertowa.
Polskie zioła.
Polskie zioła.
DSC_3444
Część dydaktyczna.
DSC_3448
Kolejka wykonana z 500 kg wedlowskiej czekolady.
DSC_3452
Polskie piwo oraz cydr.

EXPO Milano 2015

2
EXPO Milano 2015

Jeśli ktoś uważa, że EXPO 2015można zwiedzić w jeden dzień, to się grubo myli. Nie wystarczą dwa dnia, a nawet trzy mogą okazać się zbyt krótkie. Wszystko zależy od naszej kondycji i wytrwałości, bilety bowiem są ważne od 10:00 (dwa wejścia główne otwierane są o 9:00) do 23:00 (24:00 w soboty i niedziele). Istnieją również wejściówki wieczorne, które w tej chwili obowiązują od godziny 18:00 i mimo, że są dobrą okazją do zobaczenia spektaklu „Drzewo Życia„, to na pewno nie pozwolą nam zwiedzić zbyt wielu pawilonów wystawowych, zamykanych między 20:30 a 21:00.

Podstawowe pytanie brzmi, czy mimo wysokiej ceny biletów, pogłosek na temat drożyzny oraz zdominowania EXPO 2015 przez międzynarodowe koncerny warto się tam wybrać? Moja odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak! Z góry było wiadomo, że pięknie brzmiące postulaty dotyczące wyżywienia planety, walki z głodem i dbania o naszą Ziemię staną się przede wszystkim tłem dla wystawy promującej poszczególne kraje. Jednak w ostatecznym rozrachunku, żeby coś krytykować, trzeba to najpierw zobaczyć. Z drugiej zaś strony daleka jestem od ekstremalnych rozwiązań, wolę zachować umiar w osądach i sama wyłuskać z każdego wydarzenia to co wyda mi się godne uwagi.

 Na EXPO 2015 byłam i podobało mi się. Dlaczego? Bo wróciłam do domu w jakimś stopniu bogatsza. Czas spędzony wydał mi się zabawny, pełen emocji i bez wątpienia wciągający. Nie ustawiałam się w wielogodzinnych kolejkach, które każdego dnia formują się przed niektórymi pawilonami, natomiast postanowiłam zacząć poznawać świat z perspektywy często niewiele znaczących państewek. Dopiero z czasem (należę do grona tych, którzy nie ograniczyli się do jednego dnia poświęconego światowej wystawie) odkryłam najbardziej oblegane pawilony, a każdy kolejny powrót przybliżał mi nowe aspekty ekspozycji. W związku z powyższym przedstawiam Wam dziewięć powodów, dla których uważam, że jednak warto wybrać się na EXPO 2015.

I. Dla designu (większość pawilonów robi wrażenie, a niektóre z nich są dziełem wielkich architektów: m.in. pawilon Vanke zaprojektowany przez studio Daniela Libeskinda, Padiglione Zero autorstwa Michele De Lucchi i pawilon Zjednoczonych Emiratów Arabskich stworzony przez Normana Fostera).

II. Dla folkloru (tradycje, stroje oraz rękodzieła pochodzące z niemal całego świata oglądamy nie tylko w pawilonach, ale także na głównej arterii jaką jest decumanus oraz podczas oficjalnych dni dedykowanych konkretnym państwom i mniej oficjalnych manifestacji ożywiających atmosferę wokół pawilonów).

III. Dla owoców, warzyw, roślin, przypraw i produktów, które często goszczą na naszych stołach, jednak nie zawsze zdajemy sobie sprawę skąd pochodzą (np. wanilia, szafran, kardamon, truskawka lychee, pistacja), ale także dla owoców posadzonych m.in. w 10 sadach należących do pawilonu Barhrajnu, dla gaju oliwnego w pawilonie hiszpańskim oraz licznych i robiących wrażenie ogrodów zaaranżowanych na terenie EXPO 2015.

IV. Dla egzotycznych smaków, których z powodu zakazu eksportu lub niebezpieczeństwa zatrucia raczej nie skosztujemy w Europie (dzięki specjalnej dyspensie udzielonej przez Unię Europejską można spróbować mięsa z krokodyla z Zimbabwe, wina z węża z Wietnamu, czy ryby fugu z Japonii) oraz dla absolutnie nietypowych w naszym menu pasikoników, świerszczy, termitów, gigantycznych larw i skorpionów podanych w czekoladzie.

VI. Dla pawilonów należących do państw, których mało kto się na EXPO 2015 spodziewa (Korea Północna i Watykan).

V. Dla obycia i kultury, ponieważ każdy pawilon stara się najlepiej scharakteryzować państwo i pokazać jego esencję, posługując się nie tylko strawą dla ciała, ale również strawą dla duszy (m.in. malarstwem, rzeźbą, muzyką lub historią).

VI. Dla emocji, jako że na każdym kroku kryje się niespodzianka (kolorowe parady, narodowe tańce, zaskakujące konstrukcje, niespodziewane poczęstunki).

VII. Dla 9 agregacji międzypaństwowych, których wspólnym mianownikiem jest konkretny produkt lub strefa geograficzna: czekolada i kakao, kawa, ryż, owoce i warzywa strączkowe, przyprawy, zboża i bulwy, Morze Śródziemne, wyspy, morza oraz jedzenie, a w końcu tereny jałowe.

VIII. Dla spektaklu „Drzewo Życia”, który największe wrażenie robi po zmroku.

IX. I w końcu dlatego, że chociaż EXPO 2015 znacząco odstaje od szlachetnego hasła jakim jest „Wyżywienie planety, energia dla życia”, to jednak nawet pobieżne zwiedzanie ekspozycji powinno zmusić każdego myślącego osobnika do refleksji nad przyszłością naszą oraz Ziemi.

Wady? Poza tymi dokładnie w mediach omówionymi i opisanymi ja zwracam uwagę na jeden paradoks. Hasło przewodnie brzmi „Wyżywienie planety, energia dla życia” – czy zatem jedzenie nie powinno być łatwo dostępne dla wszystkich zwiedzających? Okazuje się, że nie. Na EXPO 2015 trzeba zapłacić (bilet wstępu), żeby móc zapłacić za jedzenie w jednej z drogich restauracji. Na pocieszenie pozostają darmowe dystrybutory z wodą do picia oraz nieliczne degustacje typowych produktów, które oferuje m.in. Belgia, Rosja i Polska.

O Polskim Pawilonie na EXPO 2015 przeczytasz tutaj, w poście „EXPO 2015: przeczytaj, jeśli pytasz o cel” pisałam o historii targów oraz o założeniach tegorocznej edycji, a jeśli lubicie sztukę, to znajdziecie na moim blogu również spis ważniejszych wystaw, które odbywają się obecnie w Mediolanie. Jak zawsze serdecznie zapraszam na blogowego Facebooka oraz na Instagrama. Zamieszczam tam więcej ciekawostek, więcej zdjęć, po prostu więcej Włoch.

Polska.
Polska.
Brunei.
Brunei.
Drzewo
„Drzewo Życia”.

Tramezzini pochodzą z Turynu [Caffè Mulassano]

0
Tramezzini pochodzą z Turynu [Caffè Mulassano]

Tramezzini są bez wątpienia jedną z popularniejszych włoskich przekąsek konsumowanych przede wszystkim w porze obiadowej. Mają formę niewielkiego trójkąta nadziewanego głównie wędlinami, serami, warzywami lub tuńczykiem, a ich pierwowzorem był ponoć brytyjski „tea sandwich„. Autorem nazwy został Gabriele d’Annunzio, który w całkiem zgrabny sposób przetłumaczył angielskie słówko. Powszechnie znane na świecie jest tramezzino veneziano („el tramesin„) smakowane w duecie z Prosecco lub Spritzem, jednak początków wcale nie należy szukać w Wenecji, tylko w Turynie.

Firma należąca do rodziny Mulassano powstała w drugiej połowie XIX wieku w Turynie. Prowadzili oni winiarnię z destylarnią (Distilleria Sacco). W 1907 przenieśli dobrze prosperujący lokal na piazza Castello, a w latach następnych przekształcili go w elegancką kawiarnię. W międzyczasie pewna młoda dziewczyna o imieniu Angela została wysłana do Stanów Zjednoczonych w celu zamążpójścia. Poślubiła człowieka, który wspólnie z rodziną zajmował się prowadzeniem restauracji oraz nocnych lokali. Natychmiast dała się uwieść szalonej rzeczywistości Ameryki, jednak tęsknota za Turynem przeważyła. Ostatecznie Angela i Onorino Nebbiolo w 1925 powrócili do Włoch. W tym samym czasie Mulassano powzięli decyzję o sprzedaży Caffè Mulassano. Nebbiolo zainwestowali praktycznie wszystkie oszczędności, a jako nowi właściciele postanowili zaoferować innowacyjne produkty.

Wewnątrz niewielkiego lokalu utrzymanego w stylu liberty znajduje się tabliczka z napisem: „Nel 1926, la signora Angela Demichelis Nebiolo, inventò il tramezzino” („W roku 1926 Pani Angela Demichelis Nebbiolo wymyśliła tramezzino”). Państwo Nebbiolo poznali za oceanem chleb tostowy. Angela wpadła na pomysł przygotowywania z niego niewielkich kanapeczek podawanych na zimno. Początkowo były dodatkiem do aperitivu. Dostrzegłszy ich wielkie powodzenie, dosyć szybko tramezzini zaproponowano również w porze lunchu.

Dzisiaj Caffè Mulassano ma nowych właścicieli, ten sam onieśmielający wystrój, a w ofercie ponad trzydzieści różnych wersji tramezzini. Do najoryginalniejszych smaków należą kanapki z langustą, z truflami i z bagna cauda. Ceny malutkich przegryzek są wysokie. Żeby się najeść, trzeba wydać fortunę. Niemniej jednak zaliczają się do gatunku przyjemności, których raz w życiu po prostu warto zaznać.

Piazza Castello 15, Turyn

www.caffemulassano.com

Ania

Tajemnice wina: słownik wina oraz włoskie wina na świecie

0
Tajemnice wina: słownik wina oraz włoskie wina na świecie

W ostatniej części wywiadu Emilio przybliży nam świat włoskiego wina. Dowiemy się gdzie szukać najlepszych trunków, czy łatwo jest dostać włoskie produkcje na świecie oraz jakie wino najlepiej wypadnie w duecie z najpopularniejszymi polskimi daniami. Zaczynamy jednak od słownika winiarza.

Słownik wina:

  1. Pięć wyjątkowych słów, związanych z winem?

Enologia oraz sztuka sommelierska charakteryzują się typowymi terminami. Niektóre z nich bywają używane częściej, inne rzadziej. Trudno jednak powiedzieć jakie słowa są najważniejsze i najpowszechniejsze, ponieważ dla sommeliera wszystkie są równie istotne. W każdym razie spróbuję wskazać te najbardziej znaczące, szczególnie w dziedzinie degustacji sensorycznej.

Wracając do tego co powiedzieliśmy wcześniej, analiza organoleptyczna angażuje trzy zmysły: wzrok, powonienie oraz smak. Przekonajmy się jakich terminów używa się najczęściej dla kolejnych etapów degustacji. Podczas części wzrokowej mówimy o tzw. sukni lub szacie. Jest ona niczym innym jak zarysem smakowanego wina i pozwala ocenić wygląd, w tym kolor wewnątrz przechylanego kieliszka. W dalszej kolejności pojawiają się łzy, czyli glicerynowe krople, pozostające na ściankach po tym jak lampką zamieszamy w celu obserwacji lepkości. W przypadku win bardzo delikatnie musujących dostrzegamy tzw. perlage. Przechodząc do próby powonienia natkniemy się na całą masę istotnych terminów, m.in. eteryczne (wino o dużym stężeniu alkoholu), bukiet (suma aromatów), aromat gourdon (inaczej smoła, mówimy o nim kiedy wino jest bogate w minerały, przypominające zapach asfaltu) i aromat zwierzęcy (w momencie gdy zapach wina przypomina skórę). Ważne słownictwo jest związana również z częścią smakową analizy. Wino może być np. słodkawe, cierpkie, półsłodkie, surowe, albo świeże. Z pewnością jednak, żeby poznać cały leksykon wina uważam, że jeśli nie na kurs profesjonalnego sommeliera, to przynajmniej należy się zdecydować na kurs poświęcony sztuce degustacji.

włoskie wina

włoskie wina

Włoskie wina:

  1. Północ czy południe. Kto ma więcej charakteru?

Północ czy południe. Kto ma więcej charakteru? Powiedziałbym, że obydwie części kraju mają osobowość. Kiedyś ceniło się wina pochodzące od Toskanii wzwyż, dzisiaj natomiast można spokojnie stwierdzić, że wina południowo włoskie stają się ciągle bardziej wyraziste i znaczące. Nie ma sensu rozmawiać o osławionych trunkach toskańskich lub piemonckich – cytowałem je już wielokrotnie, poza tym są na tyle głośne, że dawno rozprzestrzeniły się po całym świecie. Wolę opowiedzieć o eksplozji win z południa.

W ostatnim czasie Sycylia miała wiele znakomitych produkcji, przede wszystkim fantastyczne wina z okolic Etny – mocne i bogate w minerały do tego stopnia, że podczas ich smakowania wyczuwało się prawdziwą siłę wulkanu. Wybija się Apulia razem z Negramaro, a przede wszystkim z Primitivo di Manduria, które niedawno, dzięki wersji „Es” należącej do Gianfranco Finiego, otrzymało maksimum punktów we wszystkich profesjonalnych przewodnikach, podobnie jak Sassicaia i Barolo Monfortino. Nie można pominąć Kalabrii, dawnej greckiej i rzymskiej Entorii, czyli ziemi wina. Lokalne szczepy Gaglioppo i Greco osiągnęły najwyższe noty, głównie dzięki producentom Senatore i Librandi. Wzmianka należy się również Kampanii i jej fenomenalnemu Aglianico del Vulture (wytwarzanemu także w Bazylikacie) oraz znakomitym winom białym, pochodzącym z prowincji Avellino – Greco di Tufo i Falanghina. Możemy zatem śmiało powiedzieć, że Włochy od północy, aż po południe są wypełnione pierwszorzędnymi winami o zdecydowanych i wyjątkowych smakach.

  1. Włoskie wina na świecie. Można zdziałać więcej?

Wielkim ambasadorem Włoch na świecie jest z pewnością wino – gdziekolwiek, na wszystkich pięciu kontynentach włoskie wino jest bardzo znane i bardzo cenione. Jesteśmy drugim po Francji eksporterem pod względem ilości i jakości, a nasi sąsiedzi przodują  m.in. dlatego, że znaczną część wysyłanego za granicę towaru stanowi  szampan.

Objętość wina eksportowanego z Italii przekracza 20 milionów hektolitrów, wpływy zaś są większe niż 5 miliardów euro rocznie. W  2014 wino potwierdziło ono swój prymat wśród wszystkich narodowych sektorów agrobiznesowych, zajmujących się sprzedażą poza granice państwa.

Oficjalny debiut włoskiego wina na światowych rynkach, biorąc pod uwagę tak rozwinięte, jak i rozwijające się, sięga mniej więcej ostatniego dziesięciolecia ubiegłego wieku, wtedy bowiem rozpoczęła się dobrze zaplanowana ekspansja. Naturalnie Europa była pierwszą grupą docelową włoskiej enologii: prym wiodły Niemcy, zaraz po nich uplasowała się Wielka Brytania i Szwajcaria. W ciągu ostatnich dwudziestu lat, razem z postępującym ugruntowywaniem się odbioru Włoch jako wielkiego producenta, przyciągnięte także przez dużą różnorodność win, Norwegia, Dania, Szwecja, Holandia, Belgia, Czechy i Polska importowały i doceniały nasze marki, upominając się ciągle o większe ilości. Nietrudno się domyśleć, że eksport do Francji i Hiszpanii jest dużo niższy niż w przypadku krajów wyżej wymienionych, jednak – co godne uwagi – wybijają się tam najbardziej renomowane włoskie etykiety. Również Rosja staje się znaczącym rynkiem zbytu dla win dobrych jakościowo, to samo można powiedzieć zresztą o innych krajach byłego ZSRR, które sukcesywnie się bogacą, a w związku z tym coraz chętniej szukają gwarancji made in Italy.

Poza granicami Europy najbardziej chłonnym rynkiem są bez wątpienia Stany Zjednoczone, otwarte także na mniej znane produkcje. Osobna wzmianka należy się Japonii. Oprócz stale rosnącego zainteresowania naszymi winami, istnieje również szerokie grono osób prywatnych, posiadających niezwykłe cenne kolekcje, wśród których należne im miejsce zajmują włoskie butelki. Ciągle usilniej zainteresowana exportem jest  Kanada – wielki sukces odniosły tam pochodzące z Wenecji Euganejskiej Amarone i Ripasso oraz Brazylia z Sao Paolo na czele. Inne rynki, z mniejszym popytem, ale dobrze prognozujące to Chiny, Australia, Nowa Zelandia, Korea Południowa, Singapur, Tajlandia i Dubaj.

Podsumowując, mimo że handel włoskim winem na dużą skalę jest zjawiskiem stosunkowo nowym, to jednak jesteśmy już w stanie konkurować z krajami o od dawna ugruntowanej pozycji, np. z Francją. Potwierdza to fakt, że na tzw. nowych rynkach zaczynamy przodować w klasyfikacjach ilościowych oraz coraz lepiej wypadamy w klasyfikacjach jakościowych.

Jeśli chodzi o światowe prognozy, profesjonalne badania sektora przewidują eksplozję sprzedaży tak na rynkach skonsolidowanych (Stany Zjednoczone), jak i na tych rozwijających się (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Singapur). W ostatnich latach znacznie wzrósł popyt na wina butelkowane, w kolejnych zaś przyjdzie kolej na nasze szampany, które zgodnie z przypuszczeniami pokryją 8% światowej produkcji. Również przewidywania dotyczące win czerwonych, już w tej chwili bardzo w Azji porządanych, wypadają nadzwyczaj pozytywnie. Przypuszcza się, że zachowają one przewagę nad białymi, a towarzyszyć im będą wina różowe, których produkujemy ciągle więcej. Sprzyjające prognozy dotyczą także sektora win najwyższej jakości – w niedalekiej przyszłości czeka nas znaczący boom, jednak nie wystarczający dla zdeklasowania Francji, która ciągle wiedzie prym. W każdym razie Włochy, dzięki ogromnej liczbie szczepów, staną się pierwszym eksporterem jeśli chodzi o ilość.

Włoskie wino i polska kuchnia:

  1. Bigos i pierogi. Co doradza sommelier?

Jeśli chodzi o włoskie wina obecne w Polsce można z całą pewnością stwierdzić, że zainteresowanie oraz konsumpcja znacząco rosną, a w miarę jak zwiększa się popyt, przybiera na sile import, w tym także nowych marek, ceny natomiast spadają. W dużych miastach – w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu  z każdym miesiącem przybywa nowych wine-barów, a wino powoli zaczyna stawać się stylem życia kolejnych pokoleń i nie jest już więcej uznawane za snobizm.

Włoskie wina są bardzo uniwersalne, dlatego dobrze się komponują z polską kuchnią, która uchodzi raczej za ciężkostrawną. Zobaczmy zatem jakie wina można dopasować do typowo polskich dań. Myślę, że do bigosu należałoby wybrać wino czerwone o mocnej korporaturze, np. Valpolicella Superiore lub Rosso di Montalcino, ale także Primitivo di Manduria, albo dobrej jakości Cirò. Identyczne połączenie można zastosować do potraw na bazie gęsi, bardzo nad Wisłą popularnych. W przypadku pierogów wszystko zależy naturalnie od nadzienia. Najpopularniejsze – z kapustą i grzybami – wymagają niemusującego wina białego o intensywnym aromacie, dobrze sprawdzi się np. Riesling z południowego Tyrolu lub Müller Thurgau, jak również białe wina pochodzące z Kampanii, tj. Falanghina, czy Greco del Tufo. Do pieczonej kaczki pasuje na pewno Valpolicella Ripasso, podobnie jak Etna Rosso, która ze względu na wysoką zawartość minerałów zneutralizuje tłuszcz zawarty w potrawie.

pierogi

zrazy

W tym miejscu kończy się nasza wirtualna przygoda z winem. Mam nadzieję, że wywiad wydał Wam się ciekawy i zainspirował do bliższego poznania narodowego włoskiego trunku. Niebawem wspólnie z Emilio zaproponujemy kilkudniowy tour po włoskich winnicach. Tymczasem zapraszam na blogowego Facebooka oraz na Instagrama. Znajdziecie tam więcej ciekawostek, więcej zdjęć, po prostu więcej Włoch.

***

Wywiad z Emilio:

Część I  Kim jest sommelier i jak powstało wino

Część II –  Winny świat

Tajemnice wina, czyli winny świat

2
Tajemnice wina, czyli winny świat

Poznaliśmy historię wina, uświadomiliśmy sobie również jakie cechy charakteru należy posiadać i ile pracy włożyć w zdobycie fachu sommeliera. Najwyższa pora zagłębić się w winny świat. Zapraszam do lektury!

Świat wina:

4. Wino i zmysły. Jak wyczuć wszystkie smaki i aromaty?

Wiemy już, że analiza sensoryczna (organoleptyczna) jest głównym zajęciem sommeliera. Nazywa się tak ponieważ angażuje aż trzy z naszych pięciu zmysłów: wzrok, powonienie i smak.

Pierwszym zmysłem, który wykorzystujemy jest wzrok. Wlewając wino do kieliszka ustalamy jego wygląd – czy jest przejrzyste czy też mętne, jasne lub matowe, a przede wszystkim dostrzegamy rozmaite kolory, mieniące się od zielonkawego, typowego dla niektórych win białych, aż po amarantowo-pomarańczowy charakteryzujący znakomite wina czerwone, które latami dojrzewają w piwnicy. Już na podstawie barwy możemy zidentyfikować trunek, możemy zrozumieć jego konsystencję, rocznik, ustalimy do jakiej rodziny win białych lub czerwonych należy. Barolo nigdy nie będzie miało intensywnie rubinowej barwy jak np. Cabernet, a Passito di Pantelleria nigdy nie będzie żółte z zielonkawymi refleksami. Podsumowując, podczas próby wzrokowej bierze się pod uwagę przejrzystość, kolor, płynność lub lepkość, konsystencję glicerynową, a w przypadku win musujących oraz naturalnie fermentowanych również musowanie.

Drugim zmysłem niezbędnym przy analizie sensorycznej jest węch i to właśnie tutaj dajemy pole do popisu brawurze, liryce oraz zdolności do wyłapania wszystkich aromatów, które sprawiają, że dane wino jest jedyne w swoim rodzaju. Pamiętam, że od małego fascynowały mnie opisy sommelierów, którzy wyczuwali w winie zapach owoców, kwiatów, a nawet woń zwierząt i minerałów. Zastanawiałem się jak to robili, ponieważ sam nie potrafiłem wyczuć nic innego, poza silnym zapachem alkoholu. Później, kiedy rozpocząłem kurs, odkryłem metody poprawnego wąchania, pozwalającego zapamiętać aromaty, rozpoznać je i poprawnie sklasyfikować. Każde wino ma swój charakterystyczny bukiet, który odróżnia je od wszystkich innych. Nawet wina produkowane z tego samego szczepu, mimo że mają niektóre zapachy wspólne, posiadają też inne, pozwalające je rozróżnić.

Aromaty wyczuwalne w winie zależą od lotnych substancji zapachowych, należących do rozmaitych związków chemicznych. Na pewno nie jest ani łatwo zapamiętać wszystkie nazwy chemiczne, właśnie dlatego od zawsze próbuje się porównywać zapachy do bliskich nam pierwiastków. Te analogie dzielimy na kwiatowe, owocowe, eteryczne, aromatyczne, prażone i wonne przyprawy, suszone owoce, konfitury, woń pochodzącą od zwierząt minerałów itd.

Istota winnych aromatów składa się z trzech części: podstawowej, wtórnej i trzeciorzędnej. Zapach podstawowy pochodzi bezpośrednio od winogron. Wyjątkowo aromatyczne są np. szczepy Traminer, Moscato lub Riesling, charakteryzujące się obecnością terpenów, w rzeczywistości jednak każda winorośl ma swoją silniejszą lub słabszą woń. Zapachy wtórne powstają podczas procesu fermentacji, a dokładniej rzecz biorąc pre- i postfermentacji. Zapachy trzeciorzędne tworzą się z czasem, przede wszystkim w winach dojrzewających w beczkach latami.

Podczas próby powonienia ocenia się intensywność i konsystencję aromatów oraz, na podstawie opisu, przydziela się je do określonej rodziny. Dopiero na sam koniec pojawia się smak, który najprawdopodobniej jest zmysłem interesującym najmocniej każdego, kto przygotowuje się do skosztowania kieliszka dobrego wina. Dzięki niemu ustalimy zasadnicze smaki zawarte w winie, a także zachodzącą między nimi równowagę, odczucia dotykowe i termiczne. Ocenimy w ten sposób ogólną strukturę wina (ciało), równowagę oraz zapachy pochodzące od rozmaitych składników, intensywność, jakość, trwałość, a w końcu stopień dojrzałości konkretnego wina.

  1. Zawartość alkoholu, rocznik, jakość. Istnieje między nimi wspólny mianownik?

Zazwyczaj przywykło się uważać, że wino dobrej jakości powinno być leciwe i zawierać dużo alkoholu. Po części jest to prawda (Amarone, Brunello di Montalcino, Supertuscans, Bordeaux), jednak nie zawsze odzwierciedla realia. Istnieją cenione wina, które mają wysoką zawartość alkoholu, ale są młode – Gewurztraminer z Południowego Tyrolu stanowi doskonały przykład. Z drugiej strony możemy mieć do czynienia ze znakomitymi winami dojrzewającymi przez dłuższy czas, które to jednak nie zmieniają zawartości alkoholu – w tym przypadku najprościej będzie powołać się na fantastyczne wina z rejonu Langhe (Barolo, Boca, Barbaresco, Gattinara i Ghemme). Bez problemu mogą one dojrzewać przez dziesięciolecia, nigdy jednak nie osiągną zawartości alkoholu odpowiadającej Amarone czy Brunello. Istnieją w końcu doskonałe wina, nie mające silnego stężenia alkoholowego. Są one zazwyczaj młode, a w ich poczet zaliczają się fenomenalne włoskie wina białe.

  1. Wino i zdrowie. Czerwone wino wywiera pozytywny wpływ na układ krwionośny i serce. Wino białe natomiast?

Wpływ czerwonego wina na układ krwionośny i serce jest rzeczywiście znaczący, jednak zdrowotne efekty picia wina nie ograniczają się jedynie do tego. Zbilansowana i poprawna konsumpcja wina jest w stanie przynieść liczne korzyści naszemu organizmowi. Umiarkowane picie wina redukuje o 30% choroby serca, zmniejsza o 25% ryzyko zawału, poza tym czyści płytki krwi i sprzyja poprawnemu funkcjonowaniu krwiobiegu. Naturalnie wino czerwone, zawierające więcej polifenolów, lepiej wpływa na wyżej wymienione czynności.

Wino białe natomiast? Białe wino wytrawne, dzięki zawartości potasu, jest moczopędne i stymuluje funkcjonowanie wątroby oraz nerek – oczywiście jeśli konsumuje się je w umiarkowanych dawkach.

Jednak pozytywne właściwości wina nie kończą się na tym. Nebbiolo i wino z Médoc zwalczają artrozę, antocyjany obecne w skórce z winogron doskonale czyszczą jelita, a nawet są w stanie pokonać przecinkowca cholery, wino dobrze wpływa na układ odpornościowy – do tego stopnia, że używa się go w walce z AIDS, jednak najbardziej znaną właściwością jest fakt iż wino nie postarza. Dzieje się tak z dwóch powodów  – po pierwsze przez wzgląd na psychikę, gdyż wprowadza ono pijących w dobry humor, po drugie ponieważ zapobiega tworzeniu się wolnych rodników, a co za tym idzie skóra się nie wysusza. Tak, z całą stanowczością można powiedzieć, że wino jest wielofunkcyjnym lekiem.

szczep winorośli białej

szczep winorośli czerwonej

  1. Wino w kuchni. Na ile ważna jest jakość?

Stało się tradycją używanie wina kiepskiej jakości do gotowania, jednak nie ma nic bardziej nieprawidłowego. Z jakiego powodu mamy pić smaczne trunki, a jeść źle? Jeśli kupujemy dobre wina do podania razem z naszymi daniami, dlaczego przyrządzać te ostatnie z dodatkiem podrzędnych win? Aby przygotować doskonałe potrawy musimy zatem używać najlepszych win. Mięso duszone z dodatkiem Barolo (brasato al Barolo) będzie miała na pewno inny smak od mięsa duszonego w winie stołowym. W każdym razie istnieje cała masa dań przygotowywanych z dodatkiem win szlachetnych – poza brasato al Barolo, risotto all’Amarone, risotto al Prosecco, scaloppine al Marsala i wiele innych.

  1. Wino z piwnicy. Jak je rozpoznać?

Przez wino z piwnicy zazwyczaj rozumie się wino, które żeby stać się doskonałe musi dojrzewać przez lata w zamknięciu. Przeważnie są to mocne wina czerwone: znakomite wina toskańskie (Brunello di Montalcino, Sassicaia, Ornellaia, Lupicaia, Guado al Tasso, Grattamacco), fenomenalne wina z Piemontu (Barolo, Barbaresco, Boca, Ghemme, Gattinara), wina z południa Włoch (Aglianico, Primitivo), wyborne wina sycylijskie, a także francuskie wina czerwone. Również białe wina mogą pochodzić z piwniczki. Klasycznym przykładem jest Champagne, a obecnie stały się popularne wina białe barriques, tj. dojrzewające w baryłkach – Chardonnay, wina z Kampanii i Sycylii oraz cenione wina z regionu Friuli – Wenecja Julijska.

Jutro poznamy lepiej wina włoskie oraz fachową terminologię. Tymczasem zapraszam na blogowego Facebooka oraz na Instagrama. Znajdziecie tam więcej ciekawostek, więcej zdjęć, po prostu więcej Włoch.

***
Wywiad z Emilio:

Część I – Kim jest sommelier i jak powstało wino

Część III – Słownik wina oraz włoskie wina na świecie