Strona główna Blog Strona 19

Pizzette: sycylijskie przekąski

2
Pizzette: sycylijskie przekąski

Sycylijskie pizzette nadają się na przystawkę, ajko aperitif albo np. na drugie śniadanie, jeżeli nie jesteście akurat na diecie. Lekko słodkawy posmak ciasta drożdżowego doskonale komponuje się z pomidorami, mozzarellą i oregano. Przygotowanie nie jest aż tak bardzo czasochłonne, jak w przypadku pizzy lub focacci, co niewątpliwie powinno zachęcić mniej wprawione gospodynie. Sukces gwarantowany!

PIZZETTE

(ok. 20 sztuk):

Składniki:

ciasto:

  • 250 g mąki
  • 5 g cukru
  • 5 g soli
  • 25 g oliwy z oliwek albo smalcu
  • 13 g świeżych drożdży
  • 125 ml wody

sos:

  • 1 puszka pomidorów w kostce
  • 2 mozzarelle
  • oregano
  • oliwa z oliwek
  • sól

Przygotowanie:

Wszystkie składniki potrzebne do wykonania spodu, poza wodą, miksujemy przy pomocy robota kuchennego. Kiedy połączą się w jednolitą masę dolewamy wodę i znowu miksujemy. W głębokiej misce dokładnie wyrabiamy ciasto. Dzielimy je na kulki ważące 20-30 g, układamy na blasze przykrytej papierem do pieczenia, zachowując odstępy (ciasto wyrośnie!), przykrywamy czystą ścierką i odstawiamy na pół godziny w ciepłe miejsce.

Po 30 minutach bierzemy formę z pizzetkami, przygotowujemy drugą, każdą kulkę spłaszczamy w taki sposób aby środek był grubszy od brzegów, rozkładamy z zachowaniem odstępów na naszych blachach i zakryte odstawiamy na kolejne pół godziny.

W międzyczasie pomidory przekładamy do miski i mieszamy z odrobiną soli i 2 łyżkami oliwy z oliwek, mozzarellę natomiast kroimy w drobne plastry.

Piekarnik rozgrzewamy do 180°C. Każdą pizzetkę smarujemy sosem pomidorowym. Pieczemy przez 20-30 minut na złoty kolor. Po wyjęciu z pieca kładziemy po plasterku mozzarelli, skrapiamy oliwą z oliwek, posypujemy oregano. Wstawiamy do piekarnika jeszcze na 2-3 minuty po to, żeby rozpuścić ser.

Pizzette można jeść lekko ciepłe, albo całkowicie zimne.

Smacznego,

Ania


Do zobaczenia „Pod Słońcem Italii”, także na na Facebooku oraz na Instagramie.


pizzette: sycylijskie przekąski

pizzette: sycylijskie przekąski

pizzette: sycylijskie przekąski

pizzette: sycylijskie przekąski

pizzette: sycylijskie przekąski

pizzette: sycylijskie przekąski

Sztuka i EXPO 2015 | W mediolańskich muzeach będzie się działo!

0
Sztuka i EXPO 2015 | W mediolańskich muzeach będzie się działo!

Przygotowania do EXPO 2015 mają różne oblicza i na pewno nie sprowadzają się tylko do budowy i aranżacji hal ekspozycyjnych. Przez sześć miesięcy Mediolan będzie w centrum zainteresowania. Jest to ponoć doskonała okazja do promocji miasta, regionu i kraju, bowiem wydarzenie tej rangi powinno przykuć uwagę wszystkich. Wiedzą o tym ludzie obcujący na co dzień z kulturą, dlatego zadbali oni o przygotowanie bogatej oferty muzealnej. Z tego tekstu dowiesz się, jak sztuka przygotowuje się do EXPO 2015.

W pierwszej chwili chciałam napisać o całej północy Półwyspu Apenińskiego, potem zawęziłam poszukiwania do Lombardii, w ostateczności ograniczyłam się do Mediolanu. W ten sposób powstało moje małe vademecum o niektórych spośród zbliżających się ekspozycji, mających być tłem dla Światowej Wystawy. Gdybyście w nadchodzących miesiącach znaleźli się w okolicy, to podrzucam Wam muzealną ściągawkę. Melomanów, marzących o La Scali, odsyłam natomiast do posta muzycznego.

 Arte Lombarda dai Visconti agli Sforza

12.03 – 28.06.2015

Palazzo Reale

Wystawa oddaje cześć jednemu z najistotniejszych okresów w dziejach Mediolanu – Księstwu Viscontich i Sforzów. Stopniowe bogacenie się i rozrost terytorialny osiągnęły kumulację w XV wieku, kiedy to na dworze spotykali się wielcy artyści, naukowcy oraz intelektualiści. Za czasów panowania Sforzów powstały najważniejsze budowle miasta – Zamek, Katedra i Kościół Santa Maria delle Grazie. Ekspozycja gromadzi malowidła, stare monety, rzeźby, wyroby szklane, srebrne i złote, a także dokumenty z epoki. Jest swoistym rodzajem wstępu do odkrycia Giotta i Leonarda.

Leonardo 1452 – 1519

15.04 – 19.07.2015

Palazzo Reale

Wielki artysta, pochodzący z Toskanii, niektóre ze swoich najważniejszych dzieł zrealizował w Mediolanie. Wystawa zapowiada się na największą i najbogatszą spośród wszystkich kiedykolwiek zorganizowanych na półwyspie Apenińskim. Obok nawiązania do „Ostatniej Wieczerzy”, której z przyczyn oczywistych do Palazzo Reale przetransportować nie da rady, zobaczymy inne ważne dzieła artysty. „Człowiek Witruwiański”, „Portret Muzyka”, „Święty Hieronim na pustyni”, „Madonna Deryfus”. Zaprezentowanych zostanie również ponad sto rysunków Leonarda, a także niektóre modele maszyn przez niego projektowanych. Dodatkowo dzieła artysty będzie można porównać z płótnami Sandro Botticellego, Donato Bramantego, Filippo Lippiego, Paolo Ucello, van Eycka oraz Verrocchia. Dla podkreślenia silnej inspiracji, jaką renesansowy geniusz stanowił przez wieki i nadal stanowi, ekspozycje zamkną głośnie dzieła Duchampa oraz Warhola.

Natura, mito e paesaggio nel Mondo Antico

21.07.2015 – 10.01.2016

Palazzo Reale

Przegląd stosunków, jakie łączyły człowieka z naturą w świecie antycznym. Wystawa nawiązuje do tematyki EXPO 2015 „Wyżywienie planety, energia dla życia” i skłania ku refleksji nad naszym odniesieniem do środowiska. Stanowi również preludium dla pejzaży, które na dobre zagoszczą w sztuce renesansu. Freski, mozaiki, wazy, przedmioty codziennego użytku i wiele innych pochodzą ze zbiorów muzeów w Neapolu, Atenach, Berlinie, z Luwru, British Museum oraz z kolekcji prywatnych.

Giotto, l’Italia. Da Assisi a Milano

2.09.2015 – 10.01.2016

Palazzo Reale

Wystawa poświęcona jednemu z najważniejszych włoskich malarzy. To właśnie Giotto zawdzięczamy odejście od bizantyńskiej dwuwymiarowości i podniosłości. Jest on uznawany za ojca sztuki współczesnej. Podczas zwiedzania ekspozycji zobaczymy kolejne etapy twórczości artysty, związane z Rzymem, Asyżem, Bolonią, Florencją, Rimini, Padwą, a pod koniec życia z Mediolanem. W Lombardii znajdują się miejsca, w których doskonale widać wpływy Giotta. Nie szukając daleko, należałoby udać się do Opactwa w Chiaravalle.

Il primato del disegno. I disegni dei grandi maestri a confronto con i dipinti della Pinacoteca di Brera. Dai Primitivi a Modigliani

28.04 – 19.07.2015

Pinacoteca di Brera

Wystawa zapowiadana jest jako wyrafinowana. Ma pokazać siłę i znaczenie rysunku w sztuce. Ekspozycja obejmie czasy od XIV po XX wiek. Zobaczymy m.in. prymitywów flamandzkich i Modiglianiego.

Il Bacio di Francesco Hayez. Il bel paese tra unità, gioventù e amore

4.08 – 27.09.2015

Pinacoteca di Brera

Wystawa multimedialna opowiadająca historię jednego z najbardziej znanych płócien mediolańskich. Poznamy dzieje artysty i tego kto obraz zamówił, tło historyczne oraz źródła inspiracji malarza. W końcu dostrzeżemy dwa klucze do interpretacji dzieła – uczuciowe oraz patriotyczne.

Perugino e Raffaello. Lo sposalizio della Vergine. Dialogo tra maestro e allievo

6.10.2015 – 10.01.2015

Pinacoteca di Brera

Ekspozycja dedykowana jest obrazowi Rafaela Santi pt. „Zaślubiny Marii z Józefem”. To jedno z najcenniejszych płócien, znajdujących się w zbiorach Brery. W tym przypadku będzie można skonfrontować je z identycznym tematem poruszonym przez Perugino – mentora Rafaela.

Arts & Foods

9.04 – 1.11.2015

Triennale di Milano

To jedyny pawilon wystawowy zlokalizowany w centrum Mediolanu. Ekspozycja ma na celu pokazanie uprzywilejowanej relacji jaka łączy sztukę z tematem jedzenia od czasów pierwszego EXPO w 1851 aż po dzień dzisiejszy. Od impresjonizmu po awangardę, od dywizjonizmu po Warhola. Obrazy, rzeźby, grafiki, filmy, projekty architektoniczne oraz design.

Food. La scienza dai semi al piatto

28.11.2014 – 28.06.2015

Museo Civico di Storia Naturale

Multimedialna wystawa, która bierze na warsztat główny temat EXPO 2015, czyli jedzenie. Początkowo zwiedzający przenoszą się w czasie, po to aby odkryć zawiłe losy i rozmaite kłopoty, związane np. z makaronem, ryżem, kawą lub kakao, zanim zagościły one na dobre w naszym menu. Sugestywne obrazy mikroskopowe, filmy dydaktyczne, a także rozmaite eksperymenty pokazują drogę od prostego ziarenka aż po danie finalne. Niemała część ekspozycji dedykowana jest kuchni. W tym miejscu można zrozumieć mechanizmy funkcjonowania sprzętów i robotów kuchennych, można nauczyć się jak prawidłowo przechowywać jedzenie w lodówce albo np. dowiedzieć się jak przygotować majonez. Na koniec poznajemy rolę zmysłów w procesie odżywiania.

Włoski Dzień Kobiet pachnie mimozami

0
kwiaty mimozy

Dzień Kobiet we Włoszech ma kolor żółty i pachnie mimozami. Kwiat okrzyknięto symbolem 8 marca nie tylko dlatego, że kwitnie w tym właśnie okresie i nie dlatego, że jest ogólnodostępny. Silny nacisk kładzie się na jego podobieństwo do niewieściego temperamentu. Na pierwszy rzut oka roślina zdaje się być piękna i delikatna, tymczasem jest bardzo odporna. Tak samo kobiety – mogą cierpieć głęboko, a mimo bólu za każdym razem się podnoszą. Ciepły i żywy kolor mimozy przywołuje na myśl atmosferę szczęśliwego domu, w którym – rzecz jasna – mieszka kobieta. Intensywny zapach jest niczym głębokie wsparcie, jakiego udziela ona codziennie swojemu partnerowi, dzieciom oraz najbliższym.

Włoski Dzień Kobiet ustanowiono w 1922 roku, a inicjatorem święta była Partia Komunistyczna (Partito Comunista). Obchody przypadały na pierwszą niedzielę po rocznicy obalenia rosyjskiego caratu. Z początkiem XX wieku kobiety walczyły o poprawę warunków swojej pracy oraz o bardziej godziwe zarobki. Po II Wojnie Światowej na pierwszy plan wysunęły się środowiska stricte feministyczne. 8 marca 1945 dwie aktywistki U.D.I. (Unione Donne Italiane) – Rita Montagnana oraz Teresa Mattei – postanowiły zorganizować pochód ku czci kobiet. Rok później jako symbol święta zaproponowały mimozę.

Co ciekawe, roślina została sprowadzona do Europy na początku XIX wieku prosto z Australii i Oceanii. Amerykańscy Indianie uznają ją za symbol siły i kobiecości.

Obok pięknego kwiatu istnieją również ciasto Mimosa oraz koktajl Mimosa. Powód do dzisiejszego świętowania  jest jeden, tymczasem sposobów na to mamy kilka!

Udanego Dnia Kobiet!

Ania

***

Korzystając z okazji, przypominam o moich mediach społecznościowych. Na Facebooku i na Instagramie @podsloncemitaliiblog jestem codziennie i zamieszczam jeszcze więcej ciekawostek, zdjęć i Włoch!

***

kwiaty mimozy

kwiaty mimozy

kwiaty mimozy

kwiaty mimozy

kwiaty mimozy

kwiaty mimozy

Bolonia, miasto wież

0
Bolonia, miasto wież

Powodów do odwiedzenia Bolonii znalazłoby się przynajmniej kilka. Jedno z największych i dobrze zachowanych starych miast w całych Włoszech; najdłuższe na całym świecie, legendarne portyki wpisane na listę UNESCO; pierwszy w Europie Uniwersytet, który dzisiaj jest tętniącym życiem ośrodkiem kulturalnym i społecznym; w końcu niezmiernie charakterystyczne, ceglane wieże. Są też w Bolonii atrakcje mniej znane jak np. system kanałów wybudowanych między XII a XVI wiekiem w celu połączenia miejscowości z rzeką Pad oraz dostarczenia wody i energii mechanicznej lokalnym warsztatom. Smakoszy przyciąga fama tutejszej kuchni: ragù, tortellini, lasagne, mortadela, cresentine, tigelle i zuppa inglese to tylko niektóre z przysmaków. Bogactwo aromatów zawdzięcza miasto długiej tradycji akademickiej. Nikt inny jak profesorowie i studenci, pochodzący z najróżniejszych zakątków świata, przyczynili się do powstania jednej z najciekawszych tradycji gastronomicznych na Półwyspie Apenińskim.

Pierwsze osadnictwo na terenie Bolonii sięga przynajmniej 1000 lat p.n.e. Jako Felsina była ważnym ośrodkiem etruskim, kiedy terytorium podbili Celtowie, nadali jej nazwę Bona, Rzymianie natomiast posługiwali się toponimem Bononia. Nie sposób opisać miasta w jednym, krótkim poście, dlatego zdecydowałam, że dzisiaj biorę na warsztat średniowieczne wieże.

Z ponad stu wież, które w XII wieku figurowały nad miastem, do dzisiaj zachowało się  niecałe dwadzieścia. Najbardziej znane to la Garisenda (48 m) oraz Torre degli Asinelli (98 m), będące zarazem symbolem miasta. Obydwie są lekko przekrzywione, a na tę ostatnią można wspiąć się za drobną opłatą i podziwiać panoramę miasta. Ja wdrapałam się na szczyt dwa razy w życiu. Mimo lęku wysokości udało mi się pokonać drewniane, trochę skrzypiące schody.

Nazwy baszt pochodzą najprawdopodobniej od rodzin, które zleciły ich budowę. Dopiero z czasem przeszły na własność ratusza. Torre degli Asinelli przekształcono w więzienie, zaś obydwie konstrukcje połączył rodzaj drewnianego pomostu. Wieże były początkowo wyższe, jednak na przestrzeni wieków nieokiełznana natura skróciła je o dobrych kilka metrów.

Zastanawia Was pewnie w jakim celu wznoszono bolońskie baszty?  Nie ma stuprocentowej jasności, przyjmuje się natomiast jakoby najbogatsze rodziny budowały je w czasach tzw. walki o inwestyturę (konflikt między papierzem, a cesarzem o przywództwo w ówczesnym świecie chrześcijańskim). Familie manifestowały w ten sposób własną potęgę, a w razie zagrożenia używały ich tak do obrony, jak i do ataku. Inna grupa wież, charakteryzująca się większą liczbą otworów oraz cieńszymi murami, służyła za domy. Trzeci typ budowli pełnił funkcję fortyfikacji w obrębie XII-wiecznych murów miejskich. Począwszy od XIII wieku niektóre konstrukcje zaczęły się rozpadać, inne wyburzano celowo. Ocalałe baszy przekształcano m.in. w więzienia, sklepy i budynki użyteczności publicznej. Ostatnia rozbiórka miała miejsce w XX wieku.

iekawosktę architektoniczną stanowi zabudowa hali ekspozycyjnych Fiera di Bologna. Jej autor – Japończyk Kenzo Tange – nawiązał do średniowiecznej tradycji miasta, projektując siedem współczesnych wież.

TORRE DEGLI ASINELLI

Piazza di Porta Ravegnana

Godziny otwarcia: 9 – 18 w sezonie letnim; 9 – 17 w sezonie zimowym

Bilet wstępu: 3€

Alla prossima!

Ania

Do zobaczenia również na Facebooku i na Instagramie.

EXPO 2015: przeczytaj, jeśli pytasz o cel

6
EXPO 2015: przeczytaj, jeśli pytasz o cel

EXPO to najprościej rzecz ujmując cykliczna wystawa, mająca na celu promocję dziedzictwa kulturowego, naukowego oraz przemysłowego poszczególnych krajów. Jest to również doskonała okazja do zademonstrowania prymatu w najrozmaitszych dziedzinach. W taki sposób postąpiła m.in. Francja, wznosząc imponującą konstrukcję w postaci Wieży Eiffla na Wystawę Światową w 1889 roku. Mediolan, który był już gospodarzem EXPO 1906, wybudował wówczas rozmaite pawilony przeznaczone specjalnie na tę okoliczność. Zlokalizowano je na obszarze dzisiejszych hali targowych w Centrum Wystawienniczym Fiera Milano oraz na tyłach Zamku Sforzów, tam gdzie obecnie znajduje się Parco Sempione. Oba miejsca łączyła celowo skonstruowana kolejka, która prawie na całej długości (1350 m) poruszała się po drewnianym wiadukcie. Symbolem wystawy stał się plakat przedstawiający otwarcie tunelu górskiego w okolicach Przełęczy Sempione. Nowy pasaż umożliwił uruchomienie połączeń kolejowych między Mediolanem i Paryżem, a jako że zainaugurowano go 1906 roku, to później powstałemu parkowi nadano nazwę alpejskiego przesmyka. Tematem wiodącym okrzyknięto rozmaite zagadnienia związane z transportem i dynamiką. Dzisiaj jedyną pozostałością z tamtych odległych czasów jest budynek akwarium (Acquario Civico di Milano), cudowny przykład mediolańskiego stylu liberty.

Acquario Civico

Absolutnie pierwsza wystawa o profilu EXPO odbyła się w 1751 roku w Londynie, a jednak za prawdziwie międzynarodową należałoby uznać dopiero tzw. Great Exibition z 1851 roku.

Tegoroczne EXPO 2015 w Mediolanie (1 maja – 31 października) obrało jako hasło „Wyżywienie planety, energia dla życia”. Jest to istotny odwrót od zagadnień związanych z przemysłem, a zarazem próba skupienia naszej uwagi na najdotkliwszym problemie współczesnych czasów, czyli problemie jedzenia. Paradoks polega na tym, że powinno go starczyć dla wszystkich, tymczasem ogromny odsetek ludzi głoduje. Dzieje się tak ponieważ na pierwszym miejscu stoją industrializacja oraz pieniądze. Korporacje wykorzystują ogromne połacie ziemi żeby wytwarzać śmieci, a co gorsza robią to na naszych oczach. Astronomiczna ilość zbóż przeznaczana jest na paszę dla zwierząt, zamiast na wykarmienie głodujących. Tymczasem większość hodowli jest zbędna. Mięso ponosi odpowiedzialność za rozmaite choroby, w tym także nowotworowe i powinno być konsumowane przez nas jak najrzadziej. Globalizacja gwarantuje co prawda niskie koszty produkcji, jednak w jej wyniku tracimy wszyscy – my konsumenci, bo nieprawidłowo się odżywiamy, rolnicy i hodowcy, bo zastępują ich koncerny, a także najbiedniejszy odsetek społeczeństwa, bo nie potrafimy tych ludzi nakarmić.

EXPO 2015 w Mediolanie zakłada, że nie jesteśmy w żaden sposób wyedukowani w kwestii jedzenia. Musimy nauczyć się od nowa rozpoznawać co kupujemy i odróżniać prawdziwe np. made in Italy, czy made in Poland od powszechnie dostępnych podróbek. Absolutnie konieczne jest zrozumienie jak wielki skarb stanowi dla nas Planeta Ziemia.

Naturalnie EXPO 2015 ma również zawziętych krytyków. Znamienny stał się casus włoskiego pawilonu – gospodarza  Światowej Wystawy – który będzie sprzedawał wodę produkowaną przez jeden z najpotężniejszych światowych koncernów. W obliczu referendum z 2011 roku, kiedy to obywatele zagłosowali przeciwko prywatyzacji wodociągów, wygląda to co najmniej śmiesznie. Szeroko atakowany bywa również brak zaproszenia na wydarzenie prostych rolników oraz hodowców, mają oni bowiem prawdziwie intymny kontakt z Ziemią.

Konkluzją ekspozycji ma stać się opublikowanie tzw. karty mediolańskiej, która zostanie przekazana Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dokument zawierał będzie prawa i obowiązki związane z kwestią odżywiania się oraz nada właściwy kierunek rozwiązaniom, które zaproponuje tegoroczna wystawa.

Ania

***

Korzystając z okazji, przypominam o moich mediach społecznościowych. Na Facebooku i na Instagramie @podsloncemitaliiblog jestem codziennie i zamieszczam jeszcze więcej ciekawostek, zdjęć i Włoch!

***

Karnawał w Mediolanie zaczyna się po Popielcu

1
Karnawał w Mediolanie zaczyna się po Popielcu

Karnawał ambrozjański zaczyna się wtedy, kiedy wszystkie inne karnawały odchodzą do lamusa. Za nami Popielec, Wielki Post trwa, tymczasem mediolańczycy szykują się do zabawy. Dzieje się tak ponieważ, miasto posługuje się innym od rzymskiego rytem i kalendarzem.

Obrządek ambrozjański – bo o nim mowa – w wielkim uproszczeniu, sięga czasów św. Ambrożego – biskupa, a zarazem patrona Mediolanu. Pod koniec III w. n.e. miasto stało się jedną z czterech stolic Cesarstwa Rzymskiego. Konstantyn Wielki jako pierwszy władca przeszedł na chrześcijaństwo (chrzest przyjął dopiero na łożu śmierci), zakończył politykę prześladowania innowierców, a w roku 313, wspólnie z rządzącym wschodnią częścią imperium Licyniuszem, ratyfikował edykt mediolański, gwarantujący wolność wyznania. Były to czasy bardzo niespokojne, nie tylko ze względu na liczne wojny oraz barbarzyńskie najazdy. Również Kościół, który nadal się formował, dzieliły rozmaite spory o charakterze doktrynalnym. Dużą popularność zdobyli wówczas arianie, nie uznający pełnej boskości Chrystusa i tym samym negujący ideę Świętej Trójcy. Koncept ów szybko została uznany za herezję, a jej autor – Ariusz (zm. 336) – ekskomunikowany. Mimo wszystko antytrynitariusze wcale nie zniknęli, przeciwnie ich popularność rosła. Gorliwym wyznawcą tej gałęzi chrześcijaństwa stał się np. syn Konstantyna Wielkiego – Konstancjusz II, podczas gdy jego brat Konstans wspierał ortodoksów. Konflikt z poganami gmatwał sytuację jeszcze bardziej.

W takich czasach przyszło żyć Ambrożemu (339/340-397), który początkowo trudnił się karierą urzędniczą. Został mianowany gubernatorem prowincji Aemilia et Liguria ze stolicą w Mediolanie, gdzie powoli zdobywał zaufanie cesarza Walentyniana. W kolejnych latach namaszczono go na biskupa diecezji mediolańskiej. Od samego początku swojej działalności bezwzględnie zwalczał ariańską herezję i w ten sposób przyczynił się poniekąd do powstania rytu ambrozjańskiego. W centrum doktryny stała postać Chrystusa, bardzo silne były również nawiązania do obrządku wschodniego. Niemałą innowację stanowiły tzw. pieśni ambrozjańskie, które po raz pierwszy w historii nie wywodziły się od starotestamentowych psalmów.

W VI wieku papież Grzegorz I podjął się reform, narzucając liturgię rzymską całemu kościołowi zachodniemu. Rytowi ambrozjańskiemu, podobnie jak kilku innym lokalnym obrządkom, udało się przetrwać. Po Soborze Trydenckim (1545-1563) definitywnie odrzucono odmienne od łacińskiego ceremoniały, a jednak ten ustanowiony przez biskupa Ambrożego po raz kolejny ocalał. Nie bez znaczenia było pewnie mediolańskie pochodzenie ówczesnego papieża Piusa IV.

Swego czasu liturgia ambrozjańska obowiązywała na całej północy Włoch i sięgała aż po południowe krańce Bolonii. Dzisiaj skupia się głównie w granicach archidiecezji mediolańskiej (z drobnymi wyjątkami jak np. Monza czy Uniwersytet Katolicki Sacro Cuore), jest również powszechna w niektórych miejscach nie należących od dawna do arcybiskupstwa (np. w okolicach Bergamo, Lodi a nawet w rejonie Novary oraz Lugano).

Charakterystyczna dla obrządku jest długość Adwentu, który trwa nie 4 a 6 tygodni. Różnice występują także w koncepcji Wielkiego Postu. Ma on być czasem skruchy, ale już nie powstrzymywaniem się od jedzenia. Okres ów przygotowuje wiernych do obchodów Triduum Paschalnego, dlatego 40 dni liczy się począwszy od Wielkiego Czwartku aż po szóstą niedzielę wstecz, która wypada zaraz po karnawale ambrozjańskim i naturalnie inauguruje Wielki Post. Tymczasem liturgia rzymska zaleca wstrzemięźliwość wobec pokarmów, przy czym dyspensy udziela się w każdą niedzielę. W konsekwencji 40 dni odmierza się od Wielkiej Soboty, a przy pominięciu niedziel początek Postu trafia się w Środę Popielcową.

Karnawał w Mediolanie zaczyna się po Popielcu

Karnawał w Mediolanie zaczyna się po Popielcu

Karnawał w Mediolanie zaczyna się po Popielcu

Karnawał w Mediolanie zaczyna się po Popielcu

Karnawał w Mediolanie zaczyna się po Popielcu Karnawał w Mediolanie zaczyna się po Popielcu

 

Meneghino

 

W skrócie tak właśnie wygląda tajemnica karnawału ambrozjańskiego i mimo, że Popielec za nami, Mediolan szykuje się do sobotniej zabawy. Pochody, maskaraday, konfetti i lampiony wypełnią centralne ulice metropolii. Kulminacyjne widowisko zaplanowano na Placu Duomo.

Żeby domknąć temat, nie mogę pominąć tematu mediolańskiej maski. Meneghino, bo o nim mowa, wbrew pozorom twarzy nie zasłania. Nosi natomiast długą, ciemną marynarkę, krótkie spodnie, skarpety w biało-czerwone paski oraz trójgraniasty kapelusz. Jest to postać dobrodusznego sługi, trochę aroganckiego w słowach, ale ostrożnego w działaniach. W pierwszym zetknięciu zdaje się być egoistą, tymczasem lubi innym pomagać. Ponoć niejaki Domeneghin – pierwowzór postaci komedii dell’arte – istniał naprawdę.

Udział w karnawałowej zabawie uważam raczej za zbędny, natomiast zachęcam każdego, kto znajdzie się w Mediolanie, do odwiedzenia Bazyliki Sant’Ambrogio.

Ania

***

Korzystając z okazji, przypominam o moich mediach społecznościowych. Na Facebooku i na Instagramie @podsloncemitaliiblog jestem codziennie i zamieszczam jeszcze więcej ciekawostek, zdjęć i Włoch!

***

Karnawał wenecki: il Ballo del Doge | Bal u Doży

0
Karnawał wenecki: il Ballo del Doge | Bal u Doży

KARNAWAŁ MA RÓŻNE OBLICZA, POTRAFI NAWET TRWAĆ DŁUŻEJ

Za kilka dni Ostatki, a to znaczy, że karnawał A.D. 2026 przechodzi do historii. Kto czuje niedosyt zabawy, ten niezwłocznie powinien udać się do Mediolanu. Miasto posługuje się bowiem innym od naszego kalendarzem, opartym na rycie ambrozjańskim, co sprawia, że trwa on o 4 dni dłużej!

Rozmaite zabawy, pochody i przebierańce mają we Włoszech bogatą tradycję. Nie ulega jednak wątpliwości, iż najpiękniejsze rzeczy dzieją się w Wenecji. O historii imprezy, a przede wszystkim o symbolice masek, pisałam tutaj i z całego serca odsyłam do lektury.

EKSKLUZYWNE BALE Z MINIONEJ EPOKI

Publiczne manifestacje są bardzo popularne na lagunie i absolutnie niemożliwym jest nie natknąć się na którąś z nich. Do najgłośniejszych należy wybór najpiękniejszej maski. Poza przebierańcami obecnymi w każdym zakątku miasta, Wenecja oferuje również prywatne zabawy. Chodzi o ekskluzywne bale, atmosferą przenoszące prosto do XVII i XVIII wieku. W tym roku wszystko odbyło się w minioną sobotę, czyli w Walentynki. Prawdopodobnie właśnie data przyczyniła się do wyboru tematu przewodniego najbardziej wyrafinowanej uroczystości w mieście. Il Ballo del Doge 2026 (Bal u Doży 2026) zatytułowano Becouse dreaming is an art. Na miejsce gali wybrano siedzibę Scuola Grande della Misericordia, zlokalizowaną w dzielnicy Cannaregio.

IL BALLO DEL DOGE, CZYLI BAL U DOŻY

Każdy śmiertelnik może wziąć udział w tym niezwykłym wydarzeniu. Cena za przemienienie się na jedną noc z Kopciuszka w królewnę waha się między 5000 a 2500 €. Trzeba doliczyć do niej koszt wynajmu kostiumu, profesjonalny makijaż i prywatną sesję fotograficzną. W pakiecie mamy powitalny koktajl, kolację, podczas której serwowane są specjały lokalnej kuchni, orkiestrę i tańce rodem z XVII i XVIII wieku oraz nauczyciela tańca, a po północy nielimitowany dostęp do baru i dyskotekę. Ci, którzy zdecydują się na najtańsze bilety za 800 €, mogą dołączyć do zabawy dopiero po północy.

Bal u Doży odbywa się w Wenecji od ponad dwudziestu lat. Inicjatorką gali jest Antonia Sautter, projektantka oraz autorka kostiumów. Pomysł narodził się jako jedyne w swoim rodzaju wydarzenie artystyczne o charakterze światowym, które ma przenosić w krainę marzeń i snów. Bez wątpienia uroczystość waloryzuje w sposób niezwykły wielowiekową tradycję weneckiego karnawału. Telewizja ABC wciągnęła ją na listę dziesięciu rzeczy do zrobienia koniecznie raz w życiu. Vanity Fair natomiast określił bal mianem „najbardziej wystawnego, wyrafinowanego i ekskluzywnego pod słońcem”.

Oficjalna strona balu: ilballodeldoge.com

A presto!

Ania

P.S. Jeśli spodobał Ci się ten wpis albo masz jakieś pytanie, zostaw pod tekstem komentarz. Pamiętaj też, że czekam na Ciebie na Facebooku oraz na Instagramie. Jestem tam codziennie i zamieszczam jeszcze więcej włoskich ciekawostek oraz zdjęć.

Spaghetti al nero di seppia

0

Czarny makaron to makaron barwiony atramentem z kałamarnicy lub z mątwy. Dawniej nero di seppia (włoska nazwa) używano nie tylko w kuchni, ale również jako narzędzia niezbędnego do pisania piórem. Dzisiaj znajduje zastosowanie już raczej tylko na talerzu.

Nie można myśleć o smakach Sycylii bez tego ultra czarnego dania o bardzo charakterystycznym aromacie. Osobiście po raz pierwszy spróbowałam go w Warszawie, zaznaczam jednak, że kucharz był Sycylijczykiem DOC. Ciemny sos i spaghetti, a w środku pyszne krewetki. Mnie urzekło od razu, ale co tam ja – italomaniaczka. Nero di seppia bardzo chętnie wcinało blisko 150 osób na pewnym garden party w warszawskich Włochach i zapewniam Was, iż wcale nie nazwa dzielnicy tak ich omamiła, że poczuli się beztrosko niczym na wakacjach w Italii. Dobra kuchnia obroni się w każdym miejscu.

Tradycyjnego przepis krok po kroku opublikuję innym razem. Tym niemniej mam ciekawą alternatywę i chętnie się nią z Wami podzielę. Czarny makaron znajdziecie w sklepie. Wystarczy przygotować prosty sos na bazie pomidorów, żeby otrzymać niebanalne danie, godne każdej wyjątkowej kolacji.

CZARNY MAKARON Z SOSEM POMIDOROWYM:

Składniki:

  • 1 opakowanie czarnego makaronu, barwionego nero di seppia
  • 1 opakowanie dojrzałych pomidorów koktajlowych
  • 1/3 szklanki białego wina
  • połowa niewielkiej cebuli
  • 2 ząbki czosnku
  • oliwa z oliwek
  • pietruszka
  • sól i pieprz

Przepis:

Nastawiamy wodę na makaron i gotujemy go zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu.

W międzyczasie rozgrzewamy na patelni oliwę i wrzucamy posiekaną cebulę oraz dwa ząbki czosnku. Po kilku minutach dodajemy pomidory (mogą być wcześniej obrane ze skórki), dolewamy wina. Dusimy do momentu, w którym wino odparuje. Solimy, pieprzymy, a na koniec dorzucamy posiekaną pietruszkę.

Odcedzony makaron wsypujemy na patelnię i mieszając trzymamy wszystko jeszcze przez minutę na ogniu. Podawać póki ciepłe!

Polecane wina:

Charakterystyczny smak nero di seppia najlepiej komponuje się z  winami białymi o średniej gęstości i mocy, tudzież z winami białymi lekko musującymi, takimi jak np. Riesling ; Prosecco di Valdobbiadene ; Friuli Grave Bianco.

spaghetti al nero di seppia

Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Orta San Giulio

4
Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Orta San Giulio

O tym, że kiedyś już w Orta San Giulio byłam, przekonałam się dopiero po dotarciu do miasteczka. Najpierw rozpoznałam charakterystyczny plac (Piazza Motta) z widokiem na wyspę San Giulio, zaraz potem restaurację, w której jedliśmy swego czasu obiad. Swoją drogą od tamtej wyprawy minęło bagatela 16 lat i mogła mi ona umknąć wśród natłoku innych włoskich wspomnień.

Tym razem trafiłam nad jezioro Orta niejako z polecenia  – bo pięknie, bo blisko, bo warto. Argumenty raczej banalne w przypadku Italii, a mimo wszystko prawdziwe. Orta San Giulio urzeka nawet w styczniu, kto wie jak malownicza musi być jesienią lub wiosną. Zresztą nawet sama nazwa zdaje się być niezwykle trafiona. Herb miejski zawiera bowiem łaciński napis Hortus Conclusus, czyli ogród zamknięty, przy czym „hortus” przekształcił się z czasem we włosko brzmiące słowo „Orta„.

Miasteczko, poza drobnymi wyjątkami, jest niedostępne dla samochodów. Wybudowano je na górzystym cyplu, wcinającym się we wschodni brzeg jeziora. Strategiczne położenie zapewniało, rzecz jasna, naturalną obronę. Dość wspomnieć, że fortyfikacje istniały jedynie do 1311, a odkąd uległy zniszczeniu Orta została zdobyta tylko jeden raz – w 1524 roku. Bardzo charakterystyczne są malownicze, wąskie uliczki, z których główna biegnie równolegle do jeziora i prowadzi na Piazza Motta. To właśnie tutaj znajduje się ścisłe centrum. Harmonijny plac z trzech stron otaczają portykowe kamienice, czwarta natomiast otwiera się na jezioro oraz na wyspę San Giulio z klasztorem benedyktynek, żyjących w odosobnieniu. Można się na nią dostać regularnie kursującymi łodziami. Tymczasem na Piazza Motta rzuca się w oczy broletto, czyli włoski odpowiednik renesansowego ratusza. Budynek jest typowy dla Lombardii, w Piemoncie znajduje się jedynie w Orcie i Novarze, ale istnieją i bardziej odległe przykłady jak Piacenza, Rimini, a nawet Perugia. Portykowy parter był zawsze otwarty dla szerokiej publiczności, tak aby każdy obywatel mógł być świadkiem wymierzania sprawiedliwości, na piętrze natomiast zbierała się rada miejska. Żółtą fasadę zdobi malowidło herbu ze wspomnianym wyżej Hortus Conclusus.

Z Piazza Motta, w kierunku przeciwnym do jeziora, biegnie brukowana uliczka („salita della Motta”), która prowadzi w stronę kościoła Santa Maria Assunta. Wybudowano go jeszcze w XV wieku, obecny wygląd sięga jednak okresu baroku. Niezmiernie malownicze są charakterystyczne, stare domy rozlokowane po bokach oraz historyczne kamienice.

Na pobliskim wzgórzu znajduje się inny zabytek wpisany na listę UNESCO – Sacro Monte di Orta. Jest to jeden z dziewięciu kompleksów tego typu, zlokalizowanych na włoskim Przedalpiu, a przeznaczonych do kontemplacji. Najprościej byłoby porównać Sacro Monte do Kalwarii Zebrzydowskiej, chociaż tutaj kapliczek nie dedykowano drodze krzyżowej, a żywotowi św. Franciszka. Budowa odbyła się w trzech etapach, zatem i styl architektoniczny jest zróżnicowany – manieryzm, barok oraz XVIII-wieczne formy nacechowane różnorodnymi wpływami. Wśród nieskończonej ilości ważnych osobistości zwiedzających Sacro Monte di Orta znalazł się Friedrich Nietzsche, romansujący wówczas z młodą rosjanką Lou Andreas Salomè. Epizod ten niektórzy biografowie wielkiego filozofa nazwali „ortańską idyllą”.

W tym miejscu zapraszam Cię do moich mediów społecznościowych. Na Facebooku i na Instagramie @podsloncemitaliiblog jestem codziennie i zamieszczam jeszcze więcej ciekawostek, zdjęć i Włoch!

Ania

Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Orta San Giulio

Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Orta San Giulio Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Orta San Giulio Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Orta San Giulio

Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Orta San Giulio Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Orta San Giulio

Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Orta San Giulio Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Orta San Giulio

Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Orta San Giulio

Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Orta San Giulio

Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Orta San Giulio Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Orta San Giulio Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Orta San Giulio

Najpiękniejsze włoskie miasteczka: Orta San Giulio

Lasagne z dynią

0
Lasagne z dynią

LASAGNE Z DYNIĄ

  • 1 opakowanie makaronu lasagne (jak najlepszej jakości i koniecznie nie wymagającego gotowania, a jedynie krótkiego zanurzenia w gorącej wodzie)
  • 350 g obranej dyni
  • 1 niewielka cebula
  • 1 łyżka pietruszki
  • sól
  • 1 łyżka oliwy z oliwek extra vergine
  • 1 łyżeczka masła
  • beszamel (0,5l mleka, 50 g masła, 50 g mąki, sól i gałka muszkatołowa)

Dynię należy obrać i ugotować w osolonej wodzie. Po 20 minutach wyjmujemy ją z garnka, nie wylewając przy tym wody. Może się ona potem jeszcze przydać. W misce rozgniatamy warzywo, a gdyby purè okazało się za suche dodajemy do niego wodę z garnka.

Lasagne z dynią

Lasagne z dynią

W dalszej kolejności przygotowujemy beszamel. W jednym garnku rozpuszczamy masło, w drugim podgrzewamy mleko. Do zdjętego z ognia masła dosypujemy mąkę i mieszamy, aby pozbyć się grudek. Ponowie stawiamy na ogniu, dolewamy mleko i mieszamy tak długo, aż masa lekko zgęstnieje. Doprawiamy beszamel solą oraz gałką muszkatołową.

Lasagne z dynią

Cebulę drobno kroimy i szklimy na oliwie z masłem. Wsypujemy na patelnię purè z dyni, podgrzewamy przez kilka minut, w końcu zdejmujemy z ognia. Dodajemy beszamel, posiekaną pietruszkę i odrobinę soli. Mieszamy wszystko bardzo dokładnie.

Lasagne z dynią

Lasagne z dynią

Na dno żaroodpornego naczynia wlewamy odrobinę oliwy z oliwek, kładziemy pierwszą warstwę dyniowej masy, a potem lasagne (najlepiej moczone przez 2 min. we wrzącej wodzie). Na wierzchu musi znaleźć się koniecznie dynia posypana startym parmezanem. Dokładniejsze informacje o technice przygotowywania lasagni możecie znaleźć tutaj.

Lasagne z dynią

Lasagne z dynią

Lasagne pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200°C przez 30 minut.

Lasagne z dynią

Sugerowane wina:

Dynia doskonale smakuje w połączeniu z czerwonym winem wytrawnym niezbyt ciężkim w smaku jak np. Lambrusco.

***

Do zobaczenia „Pod Słońcem Italii”, także na na Facebooku i na Instagramie@podsloncemitalii.

Ania

Śmierć w przedrzymskich Włoszech

0
Śmierć w przedrzymskich Włoszech

Śmierć w przedrzymskich Włoszech w pewnym sensie przypominała pogańskie obyczaje praktykowane przez Słowian. Pamiętacie „Dziady” Adama Mickiewicza?

„Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Co to będzie, co to będzie?”

Dziady to przedchrześcijański obrzęd zaduszny, którego istotą było obcowanie żywych z umarłymi, a konkretnie nawiązywanie relacji z duszami przodków (dziadów), okresowo powracającymi do swych dawnych siedzib. Celem działań obrzędowych było pozyskanie przychylności zmarłych, których uważano za opiekunów w sferze płodności i urodzaju.” Tyle za Wikipedią o naszych starosłowiańskich zwyczajach.  O obchodach Wszystkich Świętych we Włoszech pisałam tutaj. Tym razem opowiem o obyczajach związanych ze śmiercią, sięgających czasów Italii przedrzymskiej. W roli głównej wystąpią EtruskowieSamnici, a także Grecy z Południa Włoch. Najważniejszym świadectwem owych odległych czasów są malowidła grobowe. Na ich podstawie jesteśmy w stanie odtworzyć nie tylko tradycje obowiązujące w nieistniejących już cywilizacjach, ale także panującą modę, a nawet układ i wystrój domów.

Etruskie malowidła grobowe zachowały się w głównie Tarkwinii. Miały one charakter ściśle rytualny, powiązany z celebracją zmarłego. Najprawdopodobniej bankiety odbywały się cyklicznie nad grobami przodków, dla uczczenia ich pamięci. Także zawody sportowe, wyścigi rydwanów, boks i pojedynki w asyście muzyki należały do rytualnego uzusu. Niektóre freski wyobrażają charakterystyczne drapy materiałów, które służyły m.in za baldachimy podczas czuwania przy ciele nieboszczyka. W okolicach V w. p.n.e. na malowidłach pojawiły się zamknięte monumentalne wrota (znane również z architektury grobowej), prowadzące do świata zmarłych. Po jednej ich stronie stał męski potwór, niejaki Charun, czyli odpowiednik greckiego Charona, który wprowadzał dusze do Hadesu. Z drugiej strony skrzydlata bogini Vanth, kopia greckiej Moiry przędzącej i przecinającej nić ludzkiego życia.

Drugą ważną cywilizacją przedrzymską byli Samnici, którzy zamieszkiwali głównie tereny dzisiejszej Abruzji, Bazylikaty, Kampanii, Marche oraz Molise. Przepiękne malowidła zostały odkryte przez archeologów m.in. w CapuiKymeNoli i w Sarno (Kampania). Widać w nich ścisły podział na rolę kobiety i mężczyzny w ówczesnym społeczeństwie. Niewiastę zazwyczaj przedstawia się w momencie przygotowania do ceremonii zaślubin lub jako tkaczkę, wykonującą jeden z kluczowych obowiązków żony. Małżeństwo, podobnie jak śmierć, stanowi ważny moment przemiany w jej życiu i właśnie dlatego freski celebrują nabycie statusu matrony, a także – w sposób symboliczny – przejście w zaświaty. Samnicki mężczyzna tymczasem osiąga wieczną chwałę jako wojownik powracający do domu razem z łupami wojennymi oraz z niewolnikami. Zazwyczaj wita go żona, która podając dzban z winem, zaprasza tryumfalny pochód na ucztę ku czci nowych bohaterów. Zdarzają się też malowidła na których zmarły stacza zwycięski pojedynek. W ten sposób podkreśla się jego siłę, a przede wszystkim wiktorię nad śmiercią. Freski te są nie są pozbawione motywów dekoracyjnych nawiązujących do tematyki życia i śmierci – wśród nich owoc granatu, jajko, gołębice a nawet rodzaj focacci.

Grecką cywilizację w Italii można uchwycić w Paestum, które było sybarycką kolonią ufundowaną w Kampanii. W V w. p.n.e. miasto zostało podbite przez lud Lukanów, wywodzący się od Samnitów. W pewnej odległości od miejskich nekropoli znajduje się osamotniony Grób Nurka. Zdobi go pięć wewnętrznych fresków. Cztery z nich nawiązują do rytuału sympozjonu (z grec. „wspólne bycie, wspólne picie”), natomiast wieko wyobraża nurka skaczącego do oceanu. Jest to naturalnie tylko przenośnia, mająca na celu przybliżenie momentu przedostania się w zaświaty. Za pomocą greckich tradycji (mit o Herkulesie rzucającym się do oceanu, jak również sympozjon) wyrażono to co było ważne dla rytuałów etruskich (nagrobny bankiet oraz przejście do świata umarłych).

W miejscowości Ruvo di Puglia (Apulia) znajduje się tzw. Grób Tancerek. Jest to inny przykład silnych kontaktów Italii przedrzymskiej z grecką cywilizacją. Kolorowy fresk przedstawia kobiety trzymające się za ręce podczas rytualnego tańca, natomiast w wyposażeniu grobowym znaleziono ceramikę wykonaną w Jonii i zaadoptowaną na rytualne potrzeby lokalnej cywilizacji. Co ciekawe zwyczaj żałobnych pląsów znajduje echo w tradycji współczesnej Grecji, jak również na południu Włoch.

Korzystając z okazji zachęcam do zapoznania się z postem opowiadającym o włoskich tradycjach związanych z dniem Wszystkich Świętych oraz z ZaduszkamiTutaj natomiast opowiadam o najpiękniejszym mediolańskim cmentarzu Monumentale. Pamiętajcie również, że czekam na was na blogowym Facebooku oraz na Instagramie. Jestem tam codziennie i zamieszczam jeszcze więcej włoskich ciekawostek oraz zdjęć.

Ania

Bellagio i willa Melzi

0

W sezonie rejon Lario (to starożytna nazwa akwenu) pełny jest turystów, a języki angielski oraz niemiecki są bardziej powszechne od włoskiego. Każdy przewodnik dostarczy Wam, Drodzy Czytelnicy, najważniejszych informacji na temat okolicy. Ja natomiast, poza zdjęciami z malowniczej willi Melzi, chcę podarować wszystkim odrobinę słońca oraz kolorów, szczególnie potrzebnych podczas jesiennej słoty.

Willę wybudowano w latach 1808 – 1810 na życzenie niejakiego Francesco Melzi d’Eril. Był on nie tylko dożą Lodi, ale także Prezydentem Włoskiej Republiki za czasów Napoleona, a potem Wielkim Kanclerzem Królestwa Włoch. W parku należącym do posiadłości znajdują się rozmaite drzewa oraz rośliny, pochodzące z najbardziej odległych zakątków świata. Istnieje nawet specjalny szlak zwiedzania dedykowany amatorom botaniki. Zaraz przy wejściu na teren posesji umieszczono ogród orientalny z oczkiem wodnym i z nimfeum. Tymczasem ogród w stylu angielskim, dzieło twórców parku przy Pałacu w Monzy, ozdobiono różnej maści rzeźbami. Niektóre z nich wykonano w stylu klasycyzującym, inne sięgają czasów Starożytnego Egiptu. W Oranżerii natkniecie się na kilka zabytków archeologicznych wyeksponowanych trochę chaotycznie, a także na dwa renesansowe freski o proweniencji lokalnej. Są tam również precjoza sięgające czasów Napoleona, w tym symboliczne klucze do Mediolanu. Willa sama w sobie nacechowana jest prostotą, a ozdabiają ją jedynie cztery egiptyzujące lwy oraz marmury z XVI wieku wyobrażające Apolla i Meleagra. Na skraju parku znajduje się kaplica rodowa Melzich oraz Secchich (późniejszych właścicieli posiadłości) wykonana w stylu neoklasycznym. Wnętrza zdobią przepiękne freski w szaro-ciemnych barwach, natomiast w nawach bocznych umieszczono grobowce przodków.

O ile samo Bellagio w moim odczuciu nie jest specjalnie ciekawe, o tyle spacer po malowniczym parku wszystkim z całego serca polecam. Swego czasu inspirację znajdywali tutaj poeci oraz muzycy klasyczni, dzisiaj okolica przyciąga głównie VIP’ów. Z willą Melzi łączą się postaci Sthendhala i Franciszka Liszta, a jezioro Como było tłem dla najważniejszej włoskiej powieści „Promessi Sposi” autorstwa Alessandra Manzoniego.

Ogrody willi Melzi pozostają otwarte od połowy marca do końca października (daty i godziny otwarcia najlepiej jest skonsultować na stronie internetowej).

Bilet wstępu: 6,5 

www.giardinidivillamelzi.it

Alla prossima!

 

Ostatnia Wieczerza – czy warto wybrać się do mediolańskiego Wieczernika?

6
"Ostatnia Wieczerza" Leonarda da Vinci. Co jedzą Chrystus i apostołowie?

Jednym z symboli Mediolanu jest fresk „Ostatnia Wieczerza” namalowany przez Leonarda da Vinci. Znajduje się w dawnym refektarzu dominikanów przy kościele Santa Maria delle Grazie. Bilety wstępu należy zamówić na kilka miesięcy wstecz, w kasie trzeba się stawić pół godziny przed planowaną wizytą. Kiedy w końcu nadejdzie moment zwiedzania, stłoczeni w grupie turystów spragnionych sztuki przez duże „S”, musimy zmierzyć się z kolejnymi dziedzińcami zamykanymi przez sterowane bramy, otwierające się dopiero po zablokowaniu każdej poprzedniej. W ręku trzymamy broszurę wyjaśniającą problematykę renesansowego fresku, jednak ściśnięci w tłumie, poniekąd ogłupieni, nie bardzo znajdujemy odpowiedni moment na jej przestudiowanie. Po dzwonku wreszcie wchodzimy do środka. Mamy do dyspozycji bagatela 15 minut z mistrzem da Vinci. Po upływie kwadransa głos z taśmy zaprasza nas w stronę wyjścia. Opuszczamy Wieczernik, a za przeszkloną bramą czeka już kolejna grupa zwiedzających. Zamawiać zatem bilety, czy może lepiej „Ostatnią Wieczerzę” odpuścić?

Oglądać „Ostatnią Wieczerzę” bo:

  • Leonardo da Vinci był genialnym artystą. To jedna z czołowych postaci renesansu i wybitny umysł tamtej epoki.
  • „Ostatnia Wieczerza”, podobnie jak np. „Mona Lisa” są dziełami sztuki par excellence, zatem takimi, które raz w życiu należy zobaczyć.
  • Każdy kto, zawita do Mediolanu i kto chce lepiej poznać dzieje miasta prędzej czy później na ślady Leonarda da Vinci natrafi. Korzystając z okazji, gorąco polecam Winnicę Leonarda.
  • Kultury nigdy za wiele; drobna refleksja lub poważniejsza kontemplacja są zawsze na miejscu.
  • Powodem Waszego zainteresowania Wieczernikiem jest lektura książki Dana Browna, tajemnica koronek na obrusie, chęć przekonania się co jedzą Chrystus i apostołowie lub jakaś inna zagadka? Świetnie – każdy powód jest dobry!

Nie oglądać „Ostatniej Wieczerzy” bo:

  • „Ostatnia Wieczerza” jest tak bardzo znana, że każdy z nas przechowuje jej pełny obraz w głowie i wierzcie mi, nie odbiega on od mediolańskiego pierwowzoru.
  • Zwiedzanie na czas do specjalnie przyjemnych nie należy. Osobiście nie lubię kiedy ktoś odgórnie określa kiedy mamy wejść i kiedy wyjść z danego miejsca.
  • Stłoczeni w grupie, przepuszczani przez kolejne, szczelnie zamykane dziedzińce klasztoru przy kościele Santa Maria delle Grazie, w pewien sposób ogłupieni, zatracamy sens naszej wyprawy.
  • W zatłoczonym Wieczerniku ciężko jest znaleźć czas na refleksję lub kontemplację „Ostatniej Wieczerzy”. 
  • Zaciera się całkowicie granica między kulturą wysokich lotów a komercją.

Wybór, Drodzy Moi, należy do Was!    

 Rezerwacje online: www.vivaticket.it

A presto!

Ania

P.S. Pamiętaj, że czekam na Ciebie na Facebooku oraz na Instagramie. Jestem tam codziennie i zamieszczam jeszcze więcej włoskich ciekawostek oraz zdjęć.

Santa Maria delle Grazie

Santa Maria delle Grazie

Spaghetti Elizabeth Taylor

2
Spaghetti Elizabeth Taylor

Portofino to luksusowy ośrodek turystyczny, w którym znajdują się butiki największych projektantów i ekskluzywne restauracje. Do ostatnich zalicza się „La Terrazza”, miejsce gdzie w latach 50. i 60. bywali Edward VIII z Wallis Simson, gwiazdy Hollywood oraz intelektualiści. Elizabeth Taylor szczególnie upodobała sobie makaron z sosem z trzech rodzajów pomidorów, zresztą nazwano go jej imieniem: spaghetti Elizabeth Taylor. Przepis jest bardzo prosty. Jedyne o czym trzeba pamiętać to, żeby marynatę przygotować 24 godziny wcześniej. Nie zajmuje to wiele czasu, a makaron smakuje wybornie!

SPAGHETTI ELIZABETH TAYLOR (składniki na 2 osoby):

Składniki:

  • 160 – 200 g spaghetti
  •  250 g pomidorów – najlepiej dwóch lub trzech rodzajów, w tym koniecznie koktajlowych
  • 10 listków bazylii
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 peperoncino
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • sól

Przygotowanie:

Pomidory należy sparzyć w gorącej wodzie, ostudzić i obrać ze skórki. Następnie trzeba pozbyć się pestek z miąższem, pokroić na połówki lub w kostkę, w końcu odsączyć na sitku. Przełożyć je do słoika lub innego zamykanego naczynia, dodać dwa ząbki czosnku, peperoncino, bazylię oraz oliwę z oliwek. Wszystko wymieszać, zakręcić słoik, odstawić na 24 godziny do lodówki.

Następnego dnia najlepiej wyjąć marynatę z lodówki trochę wcześniej, żeby nie była zbyt zimna. Makaron ugotować zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu, odcedzić, dodać do sosu, posolić i wymieszać. Na koniec posypać wszystko świeżą bazylią. Podawać natychmiast, pamiętać o parmezanie.

Ania

P.S. Korzystając z okazji, przypominam o moich mediach społecznościowych. Na Facebooku i na Instagramie @podsloncemitaliiblog jestem codziennie i zamieszczam jeszcze więcej ciekawostek, zdjęć i Włoch!

spaghetti Elizabeth Taylor

spaghetti

spaghetti Elizabeth Taylor

Sugerowane wina:

Przy wyborze wina do sosu z pomidorów zazwyczaj trzeba uporać się z problemem kwaskowatego smaku. Spaghetti Elisabeth Taylor charakteryzuje delikatna słodycz, dlatego należy próbować zneutralizować zawiesistość oliwy z oliwek oraz mocny aromat bazylii. Najlepiej postawić na wino wytrawne i delikatne o lekko aromatycznym posmaku lub wino wytrawne o zdecydowanym aromacie, który na dłużej pozostaje w buzi, np. Müller Thurgau; Soave Classico.

Jak się ubrać do La Scali?

8
Jak się ubrać do La Scali?

Teatru La Scala przedstawiać nie trzeba. To ważny punkt na mapie Mediolanu, który niejednokrotnie bywa odwiedzany przez turystów. W repertuarze balet, opera oraz liczne koncerty. Na scenie, jak również w składzie orkiestry prawdziwe sławy. Już sama myśl o wyjściu do tego teatru wywołuje na ciele gęsią skórkę, a kiedy dochodzi do wyboru kreacji, niejeden z nas wpada w prawdziwą panikę. Zróbmy zatem drobną powtórkę z savoir vivre, post bowiem będzie o tym jak się ubrać na wieczór w La Scali.

JAKI STRÓJ WYBRAĆ NA WIECZÓR W LA SCALI?

Osobiście w La Scali byłam dwa razy i jak do tej pory jedynie na koncertach. Pierwszy z nich należał do całej serii w sezonie 2010/2011. Drugi stanowił wielki powrót Claudio Abbado zorganizowany z okazji obchodów 150 lat istnienia państwa włoskiego w 2012 roku. Dość wspomnieć, że bilety kupowano na półtora roku wstecz. Być może niektórych z nas to zdziwi, ale garderoba dobrana na tego typu wyjścia powinna być po prostu schludna i niezobowiązująca. Skromna sukienka w stonowanych kolorach lub tzw. komplet biurowy plus para balerinek tudzież szpilek w zupełności rozwiążą sprawę. Panowie natomiast powinni przywdziać spodnie z marynarką oraz krawat, pod żadnym pozorem nie próbując wciskać się w galowe garnitury.

TURYSTA W TEATRZE

Zastanawia Was pewnie, czemu o tym piszę. Otóż ja sama przed pierwszym wyjściem do La Scali zostałam delikatnie przez przyjaciół poinstruowana co do zasad ubioru. Jak bardzo była to cenna rada, przekonałam się, siedząc na widowni. Obok stosownie ubranych pań, można było zobaczyć osoby odziane w balowe suknie, w kloszowe spódnice, dużo bardziej odpowiednie na dyskotekę, a od różnorodności kolorów chwilami bolała głowa. Naturalnie również niektórym panom zdarzały się wpadki. Przykro stwierdzić, ale wszystkie te osoby zaliczały się do grona turystów, którzy w ramach pobytu w Mediolanie postanowili zawitać również do jednego z najsławniejszych na świecie teatrów.

LA SCALA NA OFICJALNEJ STRONIE TEATRU TŁUMACZY ZASADY UBIORU I ZACHOWANIA

O randze problemu świadczy specjalna zakładka znajdująca się na oficjalnej stronie La Scali. Co więcej, również na tylnej stronie biletów umieszczono poradnik. Jasno określają nie tylko zasady ubioru, ale także zachowania. Balowe suknie znajdują zastosowanie tylko w przypadku premier oraz wystawnych spektakli baletowo-operowych. Mimo wszystko zawsze należy pamiętać o spokojnych barwach, niekłócących się z wystrojem teatru. Panie powinny zakryć ramiona i nie przesadzać z perfumami.

Życzę każdemu z Was, żebyście któregoś dnia zaleźli się na widowni La Scali.

Ania

Teatro alla Scala
Teatro alla Scala
Teatro alla Scala

Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato

2
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato

W czerwcu tego roku rejony Langhe-Roero oraz Monferrato (Piemont) zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Co dokładnie spowodowało, że miejsca te zasłużyły na wyróżnienie i na szczególną ochronę postaram się w dzisiejszym poście wyjaśnić.

Konkretny zabytek region, a nawet sposób odżywiania zostają wciągnięte na listę UNESCO tylko wtedy, kiedy dopatrzy się w nich tzw. „Wyjątkowej Wartości Uniwersalnej” (w skrócie OUV). W przypadku Langhe-Roero oraz Monferrato za takie cechy zostały uznane długowiekowa kultura produkcji wina, jak również przepiękny krajobraz, będący efektem ludzkiej pracy poświęconej zarówno uprawie winorośli, jak i tradycja wytwarzania wina. Miejsca te są zatem świadectwem liczącej dwa tysiące lat tradycji, ukoronowanej jedynymi w swoim rodzaju Barolo, Barbaresco, Asti Spumante oraz Barbera d’Asti.

Langhe-Roero i Monferrato to nic innego jak rozległe wzgórza porośnięte winnicami, między którymi znajdują się średniowieczne osady oraz zamki. Pełno tutaj drobnych faktorii i większych spółdzielni. W obrębie piemonckiego regionu wyszczególnionych zostało sześć ważnych i charaktery stycznych miejsc. Cztery z nich różnią się między sobą głównie ze względu na klimat sprzyjający uprawie konkretnej winorośli, a także na techniki ich elaboracji. Pierwsze nazywa się  La Langa di Barolo. To historyczny punkt uprawy szczepu nebbiolo, z którego produkowane jest wino Barolo wymagające długiego procesu starzenia się. W okolicy znajdują się ważne posiadłości ziemskie, które niegdyś przyczyniły się do narodzin tego trunku, np. „Fontanafredda„, należąca do królewskiego rodu Savoia, zaś średniowieczne osady charakteryzuje obecność zamków.  Kolejnym miejscem uprawy nebbiolo są Le Colline di Barbaresco. Tutaj otrzymuje się z niego inne wino czerwone o tej samej nazwie, a najbardziej charakterystyczny punkt krajobrazu stanowi średniowieczna wieża Torre di Barbaresco. Idąc dalej napotykamy Nizza Monferrato e il Barbera. Jak sama nazwa wskazuje jest to miejsce produkcji eksportowanego na dużą skalę Barbera d’Asti. W odróżnieniu od poprzednich trunków było i jest ono produkowane przez lokalne spółdzielnie. Ważny punkt stanowi Muzeum Bersano z bogatą kolekcją narzędzi służącychdo uprawy i produkcji wina. W okolicy Canelli e l’Asti Spumante wytwarza się białe wino musujące Asti, wynalezione w XIX wieku. Ogromne posiadłości posiadają charakterystyczne piwnice nazywane potocznie „Podziemnymi Katedrami„, jako że wyposażono je w niezliczoną ilość nisz oraz arkad. W miasteczku Canelli, najbardziej uprzemysłowionym miejscu na terenach Langhe-Roero i Monferrato, w drugiej połowie XIX wieku narodziła się włoska kultura szampana.

Odrębną kategorię stanowią dwa ostatnie miejsca wpisane na listę UNESCO. Pierwsze z nich – Zamek Grinzane Cavour – w początkach XIX wieku należał do księcia Camilla Benso Cavour. Swego czasu wprowadził on cenne innowacje do procesu produkcji czerwonego wina. Obecnie znajduje się tutaj najważniejsza Piemoncka Enoteka, czyli Muzeum Etnograficzne dedykowane bogatej sztuce bachusowego trunku. Wokół zamku rozpościerają się jedne z najrozleglejszych i najróżnorodniejszych europejskich winnic. Innym ważnym punktem jest Il Monferrato degli Infernot. „Infernot” to nic innego jak rodzaj przydomowych magazynów, swoistych piwniczek przeznaczonych rzecz jasna do konserwacji wina. Ich wyjątkowość objawia się nie tyle w formie architektonicznej, czy w budulcu, ile w ludowymknow how„.

Wina piemonckie znane na całym świecie to Barolo, BarbarescoAsti SpumanteBarbera d’Asti. Każdemu kto znajdzie się w okolicy gorąco polecam ich degustację, najlepiej we wnętrzach któregoś z lokalnych zamków.

Tajemnice wina: słownik wina oraz włoskie wina na świecie

 

Pamiętajcie o blogowym Facebooku oraz Instagramie. Znajdziecie tam więcej ciekawostek, więcej zdjęć, po prostu więcej Włoch.

Alla prossima!

Ania

Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Barolo
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Barolo
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Barolo
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Barolo
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Langhe-Roero
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Langhe-Roero
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Langhe-Roero
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Langhe-Roero
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Langhe-Roero
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Barolo
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Barolo
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Langhe-Roero
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Langhe-Roero
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Langhe-Roero
Zamek Grinzane Cavour
Zamek Grinzane Cavour
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Langhe-Roero
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Barbaresco
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Barbaresco
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Barbaresco
Winne szlaki Piemontu: Langhe-Roero i Monferrato
Barbaresco

Cud św. Januarego – tajemnica rozpuszczającej się krwi

4

Św. January był biskupem Benewentu, który zginął śmiercią męczeńską z rozkazu rzymskiego cesarza Dioklecjana w 305 roku. Przyjmuje się, że pewna pobożna kobieta zebrała jego krew do dwóch fiolek, aby następnie dostarczyć cenną relikwię biskupowi Neapolu. Ta niemal od razu stała się przedmiotem głębokiej czci i pozostaje nim po dzień dzisiejszy. Pierwszy raz zaschnięta krew rozpuściła się w 315 roku. Podobno zaczęła wrzeć i przybrała kolor czerwony. Obecnie na cud św. Januarego oczekuje się trzy razy w roku — w sobotę poprzedzającą pierwszą niedzielę maja (dla upamiętnienia przeniesienia zwłok świętego do katedry), 19 września (na wspomnienie liturgiczne) i 16 grudnia (w rocznicę erupcji Wezuwiusza z 1631 roku, kiedy patron sprawił, że lawa nie dotarła do miasta). Jego obecność, bądź brak decydują o pomyślności lub niepowodzeniu całego miasta, co jest zresztą typowe dla południowowłoskiej religijności, łączącej wiarę z przesądami.

Wierni czekający na cud św. Januarego zbierają się w Duomo, zwykle towarzyszą im żarliwe modlitwy oraz inwokacje do świętego odmawiane w lokalnym dialekcie. Podczas uroczystości są obecni najważniejsi dygnitarze Neapolu, w tym oczywiście burmistrz miasta. Uczeni i naukowcy różnorakiej maści od zawsze starali się wyjaśnić fenomen cudu, jak do tej pory bezowocnie. W rezultacie wokół fiolek z krwią św. Januarego wyrosła cała masa legend i oczywiście przesądów.

Z ciekawostek warto dodać, że Watykan umieścił San Gennaro w drugorzędnym katalogu świętych lokalnych, gdyż nie ma żadnych dowodów na dokonanie przez niego chociażby jednego cudu. Jest on najbardziej znanym patronem Neapolu nie tylko we Włoszech, ale i na świecie. Niemniej jednak miasto ma jeszcze pięćdziesięcioro jeden innych opiekunów. Na przestrzeni wieków January nie zawsze był oficjalnym patronem. Kilkakrotnie nie uznawały go władze lub kościół, ale zdarzyło się, że sami neapolitańczycy wypowiedzieli mu posłuszeństwo. Kiedy wojska Napoleona podbiły miasto i proklamowano Republikę Partenopejską, San Gennaro podwójnie zdradził swoich podopiecznych. Nie pomógł im zwyciężyć nad Francuzami, a po wkroczeniu tych ostatnich do Neapolu doszło do upłynnienia krwi świętego. W odwecie rozjuszony lud wyrzucił posąg do morza. Innym razem Kamoryści uknuli plan obrabowania skarbca znajdującego się w katedrze, czego ostatecznie zaniechali.

Niżej znajdziecie film z ludową pieśnią neapolitańską, dedykowaną patronowi miasta (wersja z filmu „Passione„, o którym możecie przeczytać na blogu tutaj).

Alla prossima!

Ania

Korzystając z okazji, przypominam o moich mediach społecznościowych. Na Facebooku i na Instagramie @podsloncemitaliiblog jestem codziennie i zamieszczam jeszcze więcej ciekawostek, zdjęć i Włoch!

Pasta al freddo, czyli makaron w wersji na (babie) lato

5
Pasta al freddo, czyli makaron w wersji na (babie) lato

Wakacje się kończą, ale przed nami babie lato. Jest jeszcze szansa na kilka cieplejszych dni i na ostatnie chwile w blasku wrześniowego słońca. Na niedzielny obiad, najlepiej w ogrodzie lub gdzieś na działce, polecam szczególnie włoską sałatkę z makaronu, pasta al freddo. Danie to jest nie tylko pyszne, wyraża przede wszystkim włoską miłość do pasty, z której trudno zrezygnować nawet w upalne dni. Właśnie dlatego zawiesiste sosy zastąpiono lekkimi dodatkami.

PASTA AL FREDDO 

Składniki:

(4 osoby)

  • ok. 400 g makaronu kokardki lub koła
  • 250 g pomidorków koktajlowych
  • 40 g czarnych oliwek bez pestek
  • 200 g tuńczyka w oleju
  • 200 g mozzarelli
  • 20 listków bazylii
  • oliwa z oliwek
  • sól
  • pieprz

Przygotowanie:

Makaron ugotować według wskazówek na opakowaniu, odcedzić, dodać trochę oliwy żeby się nie posklejał i wyłożyć np. na blachę z piekarnika przykrytą papierem do pieczenia. Ostudzić.

sałatka z makaronem
Pomidory przepołowić, oliwki pokroić wzdłuż na 3-4 części, natomiast mozzarellę poszatkować w kostkę. Pomidory zmieszać z olejem z tuńczyka i doprawić listkami bazylii, następnie dodać makaron.

sałatka z makaronem

Dosypać oliwki, tuńczyka i mozzarellę. Posolić, popieprzyć, wszystko starannie wymieszać i wstawić do lodówki przynajmniej na godzinę, tak aby smaki przegryzły się ze sobą.

sałatka z makaronem

sałatka z makaronem

Sugerowane wina:

Słodkawy smak sałatki oraz charakterystyczny aromat bazylii i tuńczyka doskonale komponują się z winami świeżymi o wyrazistym, owocowym smaku i bogatej strukturze, takie jak Vermentino; Pigato.

***

Do zobaczenia „Pod Słońcem Italii”, także na na Facebooku i na Instagramie.

 

Pasta al freddo, czyli makaron w wersji na (babie) lato

Pasta al freddo, czyli makaron w wersji na (babie) lato

Pasta al freddo, czyli makaron w wersji na (babie) lato

Co Aleksander Wielki mógłby robić w Wenecji?

2
Co Aleksander Wielki mógłby robić w Wenecji?

ŚWIĘTY MAREK, PATRON WENECJI

Legendy zawsze są ciekawe i tajemnicze, poza tym  inspirują, a kiedy naukowcy starają się udowodnić chociażby źdźbło prawdy w nich zawartej, stają się jeszcze bardziej pociągające. Wenecja zna masę mitów powiązanych z dziejami miasta. Jest wśród nich ten najważniejszy, bo dotyczący patrona Najjaśniejszej – św. Marka. Co ciekawe, według historyka Gianniego Vianello miałby on całkiem solidne fundamenty świadczące o jego wiarygodności i właśnie o tym dzisiaj opowiem. Zacznijmy jednak od początku, zatem od wyjaśnienia jak św. Marek stał się patronem miasta?

WENECJA BUDUJE PRESTIŻ I POZYCJĘ W ŚREDNIOWIECZNEJ EUROPIE

Republika Wenecka powstała na terenach, które wcześniej były pod silnymi wpływami Bizancjum. W połowie VIII wieku zostały zdominowane przez Longobardów, potem przez Franków. Począwszy od IX wieku Serenissima zaczęła świadomie budować własną potęgę, prestiż i niezależność, unikając przy tym nieporozumień w stosunkach ze światem Bizantyńskim i z Europą Karolingów. W niedalekiej Akwilei mieścił się ważny ośrodek wiary katolickiej i siedziba biskupa. Mimo tego Wenecja postanowiła znaleźć własnego patrona i męczennika w celu osiągnięcia silnej pozycji oraz zdobycia władzy w średniowiecznym świecie. Wiadomo było, że św. Marek do Wenecji zawitał w tym samym czasie, w którym ewangelizował m.in. Akwileję. Po skończeniu misji udał się do Aleksandrii. Tam zginął męczeńską śmiercią. Został przywiązany żywcem do konia, który tak długo ciągnął jego ciało, aż głowa oderwała się od korpusu i zaginęła gdzieś na przedpolach miasta. W grobie pochowano jedynie korpus świętego.

POTRZEBA ŚWIĘTEGO MĘCZENNIKA NA PATRONA MIASTA

Siedem wieków później – w 828 roku dwóch weneckich kupców na polecenie doży udało się do Egiptu po relikwie świętego. Jedni mówią, że je wykupili, inni, że wykradli. Na pewno działali w pośpiechu i raczej po kryjomu, bo w tamtym czasie Egipt został już opanowany przez islam. Wróciwszy do Serenissimy, swoją zdobycz przekazali władcy. Ten ostatni nakazał budowę okazałej katedry oraz złożenie relikwii w podziemnej krypcie. Jest to jedno z nielicznych miejsc na lagunie, które znajduje się pod poziomem wody, stąd wyjątkowo często bywa zalewane. Dzięki niebezpiecznej wyprawie Wenecja zyskała ważnego patrona. Symbolem miasta stały się charakterystyczne lwy i co najważniejsze urosła do rangi potęgi handlowej mocno powiązanej tak z Europą, jak i z Bizancjum. Krypty z relikwiami nie otwierano przez blisko 1000 lat. Stało się to dopiero w roku 1811, jednak nigdy więcej czynności nie powtórzono. Odkryto wtedy, że w urnie, poza ciałem, znajduje się także głowa. Na tej podstawie Gianni Vianello wysnuł tezę jakoby weneccy kupcy wysłani do Aleksandrii, działając w pośpiechu, zabrali (również?) szczątki Aleksandra Wielkiego.

KTO SPOCZĄŁ W KRYPCIE BAZYLIKI ŚW. MARKA?

Wiadomo, że po śmierci Aleksandra Wielkiego jego zmumifikowane ciało zostało przewiezione przez jednego z Ptolemeuszy z Babilonii do Aleksandrii. Do IV w. n.e. znano miejsce pochówku, jednak później ślad po nim zaginął. W tym samym czasie, w IV w. n.e. wybudowano w Wenecji kościół pod wezwaniem św. Marka Ewangelisty, w którym umieszczono sprowadzone z Aleksandrii relikwie męczennika. Wątpliwości mogłyby rozwiać badania DNA lub inne, oparte na metodzie węgla C14. Pozwoliłyby ustalić, do kogo należą weneckie relikwie. Z drugiej strony domysły co do ewentualnego odnalezienia grobowca jednego z największych przywódców antycznego świata nakręcają wyobraźnię. Nikt nie ma odwagi zmierzyć się z zagadką.

A presto!

Ania

co Aleksander Wielki mógłby robić w Wenecji

co Aleksander Wielki mógłby robić w Wenecji

co Aleksander Wielki mógłby robić w Wenecji

co Aleksander Wielki mógłby robić w Wenecji

co Aleksander Wielki mógłby robić w Wenecji

Smażone w cieście kwiaty cukinii i cukinie

3
Smażone w cieście kwiaty cukinii i cukinie

Lato oznacza sezon na cukinie. Można je podawać na milion sposobów, a to bez wątpienia duży plus. Poza tym właśnie teraz są one najsmaczniejsze, bo najdelikatniejsze. Warzywo, należące do rodziny dyniowatych, przywędrowało do Polski z Włoch, gdzie nazywa się „zucchina” (mała dynia) i gdzie bardzo popularne w kuchni są również kwiaty cukinii. Owszem, nie jest łatwo dostać je w Polsce, ale zawsze można poprosić o pomoc znajomego ogrodnika, albo zerwać z własnej grządki (odcinajcie tylko te, które rosną samodzielnie!). Warto się odrobinę wysilić, bo dzięki temu będziecie mogli przygotować smaczne i oryginalne danie.

SMAŻONE W CIEŚCIE KWIATY CUKINII I CUKINIE:

Składniki:

  • ok. 15 kwiatów cukinii
  • 2 drobne cukinie
  • 100 g mąki
  • 1 jajko
  • szczypta soli
  • 250 ml litrów piwa
  • oliwa z oliwek do smażenia

Przygotowanie:

W misce wymieszać mąkę z solą, dodać roztrzepane jajko oraz piwo. Dokładnie wszystko rozrobić i odstawić do lodówki na pół godziny. W międzyczasie umyć cukinie i kwiaty. Te pierwsze pokroić w talarki, natomiast od osuszonych kwiatów oderwać łodyżki i wyjąć nasiona znajdujące się w środku. Rozłożyć wszystko na desce, posolić. Cukinie i kwiaty maczać w cieście i smażyć na dobrze rozgrzanej patelni, polanej oliwą. Wykładać na talerz i przekładać papierowymi ręcznikami, żeby odsączyć zbędny tłuszcz. Podawać letnie, nie gorące!

N.B. Ciasto piwne możecie zastąpić ciastem naleśnikowym.

Buon appetito!

Ania

kwiaty cukinii

smażone w cieście kwiaty cukinii i cukinie

smażone w cieście kwiaty cukinii i cukinie

Pasja po neapolitańsku, albo słów kilka o filmie „Passione”

2
Pasja po neapolitańsku, albo słów kilka o filmie "Passione"

„Zobaczyć Neapol i umrzeć” mawiał Goethe. Niektórzy z Was pewnie z owym stwierdzeniem się zgodzą, inni nie do końca. Na pewno miasto nikogo nie pozostawia obojętnym. Ja, swego czasu, swoje wrażenia opisałam tutaj i gorąco zachęcam wszystkich do lektury, szczególnie w kontekście dzisiejszego wpisu.

Amatorom Italii, południa półwyspu i  w końcu Neapolu, a także ciekawskim szczerze polecam film z 2010 roku pt. „Passione”. Właściwie jest to paramusical (albo muzyczny dokument) w reżyserii nietuzinkowego Johna Turturro, który tylko pozornie opowiada historię piosenki neapolitańskiej. W moim odczuciu ilustruje  on przede wszystkim złożoność tutejszej kultury, tradycje oraz skomplikowane dzieje „ludu neapolitańczyków” – jak sami siebie nazywają.
W pierwszej scenie Turturro wypowiada następujące słowa: „Ci sono posti in cui vai una volta sola e ti basta … e poi c’è Napoli” (Istnieją miejsca, które odwiedzasz raz w życiu i to ci wystarczy … i istnieje Neapol). Obraz nie posiada akcji w powszechnie przyjętym tego słowa znaczeniu. Przez 88 minut widzimy najbardziej charakterystyczne dla miasta miejsca (poza piosenką „Caravan Petrol”, którą osadzono na tle krajobrazu pobliskiego Pozzuoli) okraszone anegdotami, wywiadami i archiwalnymi zdjęciami oraz klasyczną i współczesną piosenką neapolitańską, jak również poezją śpiewaną. W ten wyrafinowany sposób reżyser przybliża nam Neapol i – wierzcie mi – trudno nie ulec czarowi metropolii.
„Passione” składa hołd największym gwiazdom muzyki spod Wezuwiusza. Mowa tu m.in. o Minie, Sergio Bruni, Enrico Caruso i Massimo Ranieri. Stosunkowo krótki film jest bodajże jedną z ciekawszych opowieści o istocie neapolitańskości. 15 utworów traktuje o miłości, zdradzie, złamanym sercu i ogromnej pasji w uczuciach („Era de Maggio”, „Maruzzella”, „Malafemmena”), o cudzie macierzyństwa („Comme facette mammeta”). Jedna z piosenek nawiązuje do problemu włoskiej mafii. Opowiada o aresztowanym (i ciągle wpływowym!) bossie Camorry, z drugiej strony wspomina o kawie, którą nawet w więzieniu podaje się doskonałą („Don Raffaè”). Ludowa pieśń z przełomu XIII i XIV w. wyraża protest wobec obcych dominacji („Canto delle lavandaie del Vomero”). Zresztą o arabskiej, francuskiej, hiszpańskiej i amerykańskiej przeszłości wspomina również Raiz na zakończenie utworu („Nun te scurda”). Wątek amerykański ma swoją tragiczną kartę w dziejach neapolitańczyków. Ochoczo witani żołnierze, wyzwoliciele spod nazistowskiego reżimu, dosyć łatwo ulegali czarowi oryginalnej urody tutejszych kobiet. W efekcie rodziły się ciemnoskóre dzieci, które nigdy nie poznały własnych ojców, którym nadawano południowo-włoskie imiona (np. Ciro lub Pasquale) i które nie do końca były akceptowane przez społeczeństwo. Problem rasizmu poruszają piosenki „Passione” i „Tammurriata nera”. Nie mogło zabraknąć św. Januarego – patrona miasta – i tym bardziej wszelkich zabobonów z nim związanych („Faccia Gialla”) oraz rytuałów mających na celu wymodlić urodzaj („Dove sta Zazà”). Film zamyka kawałek autorstwa Pino Daniele „Napule è”. Piosenkarz na ekranie się nie pojawia, natomiast widzimy różnej maści ulicznych przechodniów śpiewających i tańczących w rytm muzyki.

Nie potrzeba sprawnego oka, żeby dostrzec wszystko to, co jest mieszkańcom miasta najbardziej drogie. Kiczowate obrazki świętych, dzieci kopiące piłkę w strojach drużyny Napoli, ołtarzyk z Diego Maradoną, mieszczańskie wnętrza domów i nie do końca gustowne odzienia, morze, Wezuwiusz (pierwsza piosenka „Vesuvio” jest swoistym hymnem dla groźnego i jednocześnie dobroczynnego wulkanu), wspólne tańce na miejskich placach, zniszczone kamienice i charakterystyczne sznury z rozwieszonym praniem. Niech Was jednak pozory nie zmylą, bo tutaj jest miejsce także dla kultury wysokich lotów zaprezentowanej w poezji śpiewanej „Era de Maggio”, „Passione” i „Catarì” wykonanej na tle malowideł m.in. Caravaggia. Najbardziej współczesne nurty w muzyce reprezentują kawałek „Caravan Petrol”, należący do tzw. Napoli Power (u szczytu w latach 80.) jak również Nun te scurda utrzymany w rytmie reggae.

Osobiście jestem pełna podziwu dla wysiłku jaki reżyser włożył w pracę nad filmem i w jak spójny sposób wyjaśnił co znaczy urodzić się neapolitańczykiem. Bycie „stąd” oznacza bardzo bogatą historię i tożsamość, sięgającą Greków i Samnitów (np. rytuał urodzaju, wywodzący się z kultu bogini Demetry), zmieszane ze średniowiecznymi wpływami bizantyjskimi i dalej arabskimi (widocznymi m.in. w urodzie, a słyszalnymi w dialekcie), z kulturą Francuzów oraz hiszpańskich Habsburgów (głównie architektura, mit potęgi Królestwa Obojga Sycylii i znowu dialekt). „Passione” to liryczne pieśni ludowe, echa flamenco, blues, jazz, soul, reggae, dramaturgiczne inscenizacje muzyczne, poezja śpiewana oraz języki – włoski, arabski, angielski i naturalnie neapolitański [dialekt].

Korzystając z okazji, przypominam o moich mediach społecznościowych. Na Facebooku i na Instagramie@podsloncemitaliiblog jestem codziennie i zamieszczam jeszcze więcej ciekawostek, zdjęć i Włoch!

Ania

Passione

Passione

Passione

Passione

Passione

Passione

Passione

Passione

Miassa: inna twarz polenty

0
Miassa: inna twarz polenty

W ubiegłym tygodniu odbył się w Mediolanie (La Fabbrica del Vapore) pierwszy w mieście Street – European Food Truck Festival, czyli festiwal ulicznego jedzenia. Był wielki plac, dookoła typowe samochody służące do przygotowywania i serwowania posiłków, a po środku stoły i ławy dla spragnionych kulinarnych doznań. Nie zawiodły tłumy ludzi, którzy mogli wybierać między klasyczną pizzą margheritą, piadinami, arancini siciliani, hot dogami, hamburgerami, i zagadkową miassą. Dla zaspokojenia pragnienia serwowano głównie piwo i soki ze świeżych warzyw i owoców, a wśród deserów znalazły się crêpes i oczywiście lody.

Wydarzenie to niekoniecznie zaliczyłabym do wartych odnotowania, gdyby właśnie nie owa miassa – rodzaj placka z kaszy kukurydzianej z charakterystycznym nadzieniem. Każdy italofil dobrze wie, że pizza i makaron to nie są dania wykwintne, tylko prosta strawa, biednych ludzi. Należy przy tym pamiętać, iż owe potrawy pochodzą głównie z południowo – środkowej części półwyspu. Prości ludzie zamieszkujący północną część kraju żywili się przede wszystkim polentą i ryżem. O tyle, o ile risotto bardzo lubię i zawsze lubiłam, to kasza kukurydziana nie specjalnie mnie inspirowała. W ostatnich miesiącach zaczęłam się do niej powoli przekonywać, a miassa to dla mnie prawdziwe kulinarne odkrycie!

O co zatem chodzi? Ten oryginalny rodzaj piadiny ma za sobą przynajmniej pięć wieków historii i po dziś dzień jest przygotowywany wg tradycyjnych metod, przy doborze najlepszej jakości, lokalnych składników. Miassa wywodzi się z regionu Canavese (położonego między Turynem, a Doliną Aosty), piecze się ją na specjalnych, żelaznych płytkach podgrzewanych na ogniu i warto podkreślić, że wcale nie jest to szybki proces. Placek składa się tylko i wyłącznie z kaszy kukurydzianej i z wody, natomiast nadziewa się go serem ricotta przyprawionym ziołami i peperoncino (mocno pikantne!) oraz – do wyboru – pancetta coppata (rodzaj boczku) lub grillowane mięso. Smak jest bardzo ciekawy, ale przede wszystkim była to dla mnie kolejna okazja do poznania innych, niebanalnych Włoch.

Ania

P.S. Korzystając z okazji, przypominam o moich mediach społecznościowych. Na Facebooku i na Instagramie@podsloncemitaliiblog jestem codziennie i zamieszczam jeszcze więcej ciekawostek, zdjęć i Włoch!

Crespi d’Adda – modelowe miasteczko robotnicze

1
Crespi d'Adda - modelowe miasteczko robotnicze

Zastanawialiście się kiedyś co to znaczy, że jakieś miasto powstało nie w wyniku biegu historii i działań ludzkich, tylko na skutek starannie zaprojektowanej idei? W pierwszej kolejności pewnie pomyślicie o przygnębiających i pozbawionych ducha socjalistycznych blokowiskach. Słusznie, bo to poniekąd nasza polska rzeczywistość, mimo że coraz bardziej oddala się ona w czasie. Ja mam dla was coś innego, coś co doskonale wpisuje się w schemat, a jednak jest różne od komunistycznego betonu. Crespi d’Adda, niewielkie miasteczko położone w prowincji Bergamo (ok. 40 km od Mediolanu i ok. 20 km od Bergamo), zostało założone w drugiej połowie XIX wieku z woli „oświeconego” człowieka. Tutejsza atmosfera jest wyjątkowa. Z jednej strony uderza swoiste, harmonijne piękno, na swój sposób wyciszające, z drugiej natomiast poraża brak jakichkolwiek oznak życia, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Wszystko jest surrealistyczne, jakby w zawieszeniu.

Historia miasta, wpisanego na listę Unesco w 1995, wiąże się z tzw. rewolucją przemysłową zapoczątkowaną w Anglii. Jest to przykład jednej z kilku włoskich osad stricte robotniczych, fundowanych od podstaw, a wzorowanych na modelu angielskim. Bez wątpienia Crespi d’Adda jest najlepiej zachowanym świadectwem utopijnych, dziewiętnastowiecznych idei urbanistycznych, zlokalizowanym na terenie południowej Europy, a dzisiejsi mieszkańcy to w dużym stopniu potomkowie pracowników fabryki bawełny. Zbudowano je w latach 1878 – 1930 i co najważniejsze, nigdy nie zburzono żadnej z budowli i nigdy nie dodano nowocześniejszych konstrukcji (poza grażami na samochody). W zamyśle magnackiej rodziny Crespi miała to być pewnego rodzaju „wyspa szczęśliwych robotników”. Zgodnie  z modelem angielskim należało im zapewnić godziwe warunki pracy (naturalnie nie o pieniądzach jest w tym miejscu mowa), wszystkie możliwe przywileje socjalne, zaplecze sanitarne, możliwość rekreacji po pracy (np. zawody sportowe, konkursy muzyczne i przedstawienia), żłobek, przedszkole i szkołę dla dzieci, gdzie organizowano również kursy wieczorowe dla dorosłych oraz wspólne „hobby”, polegające na dbaniu o przydomowe ogródki i warzywniaki.

Dla pierwszych robotników postawiono trzypiętrowe blokowiska, szybko jednak przerzucono się na pomysł domków dwurodzinnych, gdzie mieszkańców dobierano według klucza, tak aby żyli ze sobą w zgodzie. Jedna trzecia spośród 4000 pracowników (mężczyzn, kobiet i dzieci) rezydowała na stałe w miasteczku. Największe triumfy fabryka święciła nieprzerwanie do lat 20. ubiegłego wieku. Potem, na fali sukcesów odniesionych podczas EXPO w Paryżu (1900), które doprowadziły do ogromnych inwestycji oraz w wyniku kryzysu z 1929 roku, interes zaczął podupadać i w końcu Crespi musieli scedować swoje dobra na rzecz państwa. Powstała wtedy jedna, narodowa spółka S.T.I. (Società Tessile Italiana), która zrzeszała wszystkie zubożałe włoskie fabryki włókiennicze. Crespi początkowo weszli w skład zarządu, jednak ostatecznie porzucili swoją osadę w latach 30., natomiast S.T.I. działało aż do 2003 roku.

Dzisiaj Crespi d’Adda to nie tylko zabytek z listy Unesco, to także doskonała lekcja historii, to możliwość zobaczenia innych Włoch, a dla naukowców jest to miejsce dla praktykowania tzw. archeologii przemysłowej.

www.villaggiocrespi.it

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

 

 

 

 

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

Crespi d'Adda

EATALY – concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię

0
EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię

Dwa miesiące temu na listę miejsc obowiązkowych do odwiedzenia w Mediolanie dołączył Eataly, czyli włoski concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię. Marka powstała w 2007 roku w Turynie, dzięki połączeniu sił drobnych producentów makaronu, oliwy, wina, wody, mięsa, wędlin i sera pochodzących z północny kraju. Dzisiaj jest obecna nie tylko w największych włoskich miastach, ale także w Stanach Zjednoczonych, w Japonii, Dubaju i Turcji. Nadrzędnym celem Eataly jest zaoferowanie produktów najwyższej jakości za przystępne ceny, co jest możliwe dzięki bezpośredniej współpracy z dostawcami. Polityka firmy stawia na promocję włoskiego stylu odżywiania przy wykorzystaniu produktów pochodzących z całego rejonu śródziemnomorza w myśl zasady, że dobra kuchnia jednoczy i powinna być dostępna absolutnie dla każdego.

W Eataly można zjeść, bo istnieją tutaj bary i restauracje o różnorodnych profilach, istnieją też cukiernie, a na miejscu wypiekany jest chleb i produkuje się sery oraz makaron. Można się dużo nauczyć o sztuce gotowania i picia, zarówno podczas warsztatów dostępnych dla każdego, jak i obserwując krok po kroku proces produkcji jedzenia. Naturalnie można kupić wszystko co dotyczy kuchni, a więc najlepszej jakości arykuły, książki i poradniki z zakresu gastronomii, a także sprzęt gospodarstwa domowego z najwyższej półki. Dla zamaskowania poczucia bazarowego gwaru podczas wizyty w Eataly klientom towarzyszy muzyka wykonywana na żywo przez młodych artystów.

Niedawno we włoskim „Vanity Fair” ukazał się artykuł, który miał na celu sprawdzenie jak się mają reklamowe hasła o dostępnych cenach wysokiej jakości produktów do rzeczywistości. Dziennikarz wybrał się na zakupy, które miały pozwolić na przygotowanie kolacji dla czterech osób. Podkreślam, że włoska kolacja składa się zawsze z przystawki, z pierwszego i drugiego dania, nie może też zabraknąć wina. Okazuje się, że w kasie zostawił  on 115, czyli 28 na głowę, co jest bardzo przyzwoitą ceną, jak na tutejsze warunki.Warto zatem zajrzeć do Eataly? Moim zdaniem absolutnie tak. Miejsce promuje dobrą kuchnię i zdrowy styl życia, a z drugiej strony mediolański concept store znajduje się w historycznym teatrze Smeraldo, miejscu bardzo miastu drogim, gdzie debiutowały takie sławy włoskiej muzyki jak Mina czy Adriano Celentano.

www.eataly.it

Ania

EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię

EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię

EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię

EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię

EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię

EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię

EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię

EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię

EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię

EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię

EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię

EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię

EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię

EATALY - concept store promujący śródziemnomorską enogastronomię

Śródziemnomorska sałatka z kaszy jęczmiennej

2
Śródziemnomorska sałatka z kaszy jęczmiennej

Jak ciekawie, a przede wszystkim smacznie przyrządzić kaszę jęczmienną? Mam dla Was propozycję sałatki bardzo ostatnimi czasy popularnej we Włoszech. Łakomczuchy docenią jej śródziemnomorski smak, głodomory podkreślą sycące wartości, a zwolennicy zdrowego żywienia uznają walory odżywcze, w tym oczywiście dobroczynne działanie kaszy. Z pewnością danie to doskonale wpasowuje się w nadchodzącą, letnią porę. Nas Polaków powinno dodatkowo zainteresować niebanalne zastosowanie kaszy jęczmiennej, bardzo w rodzimej kuchni popularnej.

SAŁATKA Z KASZY JĘCZMIENNEJ:

Składniki:

(4 osoby)

  • 250 – 300 g kaszy jęczmiennej
  • 200 g sera feta
  • 10 pomidorów koktajlowych
  • 2 łyżki posiekanej, świeżej bazylii i pietruszki
  • 2 łyżki orzeszków piniowych
  • 15 czarnych lub zielonych oliwek (lepiej bez pestek)
  • sok i skórka z cytryny
  • oliwa z oliwek extra vergine
  • sól

Przygotowanie:

Kaszę należy ugotować wg wskazówek podanych na opakowaniu, a następnie ostudzić.

Fetę pokroić w drobne kwadraciki, pomidory rozpołowić, oliwki – jeśli mają pestki – należy wydrylować, a orzeszki piniowe uprażyć na patelni.

W salaterce mieszamy kaszę z pomidorami, oliwkami, fetą i orzeszkami. Ścieramy skórkę z cytryny, dodajemy posiekaną natkę pietruszki, liście bazylii oraz wyciśnięty sok cytrynowy, a na koniec doprawiamy wszystko oliwą i solą. Tak przygotowaną sałatką najlepiej jest wstawić do lodówki na godzinę lub dwie, żeby wszystkie smaki dobrze się ze sobą „przeżarły”.

Smacznego!

Ania

Korzystając z okazji, przypominam o moich mediach społecznościowych. Na Facebooku i na Instagramie @podsloncemitaliiblog jestem codziennie i zamieszczam jeszcze więcej ciekawostek, zdjęć i Włoch!

W Wielkiej Grecji: Paestum

4
W Wielkiej Grecji: Paestum

Na pewno obił się Wam kiedyś o uszy termin sybaryta. Dzisiaj sybaryta to ktoś, kto uwielbia luksus i zbytek, ale to również mieszkaniec dawnej, niezwykle bogatej, greckiej kolonii Sibaris we włoskiej Kalabrii, która to na początku VI w. p.n.e. założyła nowe „miasto-państwo” Posejdonię, później nazywaną Paiston przez samnickich Lukanów i w końcu Paestum przez Rzymian. Największy splendor osiągnęła ona dopiero dwieście lat późnej, po podbiciu przez rzeczonych Lukanów, czyli jedno z plemion zamieszkujących Italię przedrzymską, o którym możecie poczytać na blogu tutaj. Nowi przybysze wcale nie burzyli greckich budowli, a własną odrębność podkreślali jedynie charakterystycznymi malowidłami grobowymi, w pewnym sensie podobnymi do etruskich (do zobaczenia w Museo Archeologico Nazionale di Paestum). Na pewno mogłabym napisać na ten temat odrębny tekst, dość podkreślić, że głośny fresk z Nurkiem jest ich dziełem, i że Grecy nigdy własnych pochówków nie ozdabiali. W 273 r. Posejdonia dostała się we władanie rosnącego w potęgę Rzymu, a mimo znaczącego upadku po najazdach barbarzyńców i po spustoszeniach spowodowanych atakami epidemii, udało jej się przetrwać aż do czasów wczesnego średniowiecza, kiedy to została zalana przez wody pobliskiej rzeki Sele, co zresztą zdecydowało o bardzo dobrym stanie zachowania świątyń. Paestum zawsze istniało w ludzkiej świadomości, ale ponowne odsłonięcie ruin miasta zawdzięczamy dopiero Karolowi III Burbonowi, który zlecił budowę drogi przebiegającej przez terytorium. W XVIII w. zostało wciągnięte na listę miejsc obowiązkowych do zobaczenia podczas tzw. Grand Tour europejskiej arystkokracji, a inspiracji szukał tutaj m.in. Goethe.

 

Dzisiaj w Paestum znajduje się park archeologiczny ufundowany przez reżim Mussoliniego i wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Położenie nad Zatoką Salerno sprawia, że miejsce jest łatwo dostępne dla turystów wypoczywających na Wybrzeżu Amalfi i dla wszystkich którzy z jakichś powodów znaleźli się w Neapolu, a tak naprawdę to i z Rzymu wcale nie jest daleko. Poza tym okolica obfituje w luksusowe hotele i campingi z salami konferencyjnymi oraz pomieszczeniami przeznaczonymi na organizację wesel, tudzież podobnych uroczystości. Całkiem niedaleko znajduje się Capo di Fiume, źródło, które zapewniało stały dostęp wody do miasta jeszcze w czasach greckich.  Naturalnie nie brakowało w nim świątyni dedykowaniej boginii Demetrze. Obecnie natomiast jest to bardzo populanrne miejsce na niedzielne pikniki. Największą atrakcją parku są oczywiście trzy doskonale zachowane greckie świątynie doryckie, co niewątpliwie przyciąga uwagę nawet najbardziej obojętnych wobec kultury. W okolicy znajdują się także fundamenty innej, starszej budowli sakralnej dedykowanej Herze. Legenda mówi, jakoby ufundował ją Jazon (ten od Argonautów), jednak nie wszystkich podobna wersja przekonuje. W pobliskim muzeum (Museo Archeologico Nazionale di Paestum) znajduje się ekspozycja bardzo ekspresyjnych metop dekorujących swego czasu budynek. Piszę o tym głównie dlatego, że Paestum, podobnie jak Selinunt stało na krańcu greckiego świata w Italii, a charakterystyczne metopy miały odstraszać „obcych” i podkreślać siłę bogów opiekujących się mieszkańcami Wielkiej Grecji.

Co jeszcze można w Posejdonii zobaczyć? Zachowały się fragmenty murów obronnych otoczonych fosą, fundamenty niektórych budynków publicznych, forum i agorà, częściowo odsłonięty amfiteatr, niewielkie domostwa, heraion, czyli pusty grób jakiegoś herosa, najprawdopodobniej patrona miasta oraz nekropole.

Museo Archeologico Nazionale di Paestum (grobowiec Nurka, malowidła grobowe Lukańczyków, metopy ze świątyni Hery)

Via Magna Grecia 919 

Paestum – Capaccio (SA)

otwarte codzienne 8,30 – 19,30

Area Archeologica di Paestum (doryckie świątynie)

otwarta codziennie 8,45 – do zachodu słońca

bilet wstępu ok. 8 euro

www.paestumsites.it

Il Museo Narrante di Hera Argiva (rekonstrukcja nieistniejącej świątyni Hery z metopami)

Via Barizzo 29

Località Foce Sele (SA)

tel.: +39 0828.861440

Werona – znacznie więcej niż miasto Romea i Julii

3
Werona - znacznie więcej niż miasto Romea i Julii

Werona budzi na całym świecie jedno proste skojarzenie – Romeo i Julia. Najprawdopodobniej jest to zasadniczy powód, dla którego większość turystów przyjeżdża do miasta. Obowiązkowa wizyta śladami Szekspira, a więc w domu rodzinnym Julii oraz pamiątkowe zdjęcie z posągiem nieszczęśliwej kochanki mogą stać się doskonałym pretekstem do odkrycia innych zabytków, o czym postaram się Was przekonać.

Przede wszystkim Werona położona jest w bardzo dogodnym miejscu, bo na skrzyżowaniu ważnych północno-włoskich szlaków komunikacyjnych. Nietrudno tutaj dotrzeć letnikom odpoczywającym nad jeziorem Garda i narciarzom szusującym w górach Trydentu. Niedaleko znajdują się Wenecja, Padwa, Vicenza i Mediolan. Warto porwać się na chociażby jednodniową wycieczkę i poznać Weronę od strony sztuki, muzyki, teatru, doskonałych win i wybornej kuchni regionalnej.

Werona - znacznie więcej niż miasto Romea i Julii

Werona ma długą i bogatą historię, co w przypadku włoskich miast i miasteczek dziwić nie powinno. Osada istniała już w czasach prehistorycznych, później, w czasach przedrzymskich, rezydowali tutaj Galowie Cenomańscy. Po opanowaniu regionu przez Rzym stała się ważnym i dobrze prosperującym ośrodkiem, przez który przebiegały kluczowe drogi. Patrycjusze budowali okazałe wille, a ślady odległej epoki są ciągle widoczne. Most Ponte Pietra, łuk triumfalny Arco dei Gavi, dwie bramy miejskie Porta BorsariPorta Leoni, Arena di Verona, czyli amfiteatr, resztki teatru i w końcu tzw. Werona Podziemna (Verona sotterranea), skrywająca pozostałości Kapitolu, brukowanych ulic, warsztatów, domów oraz fragmenty mozaik na pewno mogą być doskonałą lekcją, pozwalającą zrozumieć charakterystykę rzymskiej urbanistyki. Naturalnie w Weronie widoczne są również resztki dawnych murów obronnych. Nietrudno odtworzyć kształt forum (Piazza delle Erbe) i cardo z decumanusem, tj. dwóch najważniejszych arterii każdego rzymskiego miasta.

Po upadku Cesarstwa Rzymskiego Półwysep Apeniński zalały hordy barbarzyńców, jednak Werona wyszła cało z niszczycielskich najazdów. Raz jeszcze strategiczne położenie przesądziło o fortunie miasta. Ponowny rozkwit polityczno – architektoniczny nastąpił między XI a XIII wiekiem, kiedy to, za sprawą rodu Scaglierich, stało się jednym z najpotężniejszych ośrodków książęcych na północy półwyspu. Po tamtych czasach zachowały się liczne zabytki romańskie (np. katedra San Zeno i kościół San Fermo) i gotyckie (kościół San FermoPalazzo della Ragione – siedziba Muzeum Sztuki Współczesnej, tzw. Dom oraz Grobowiec Julii, Castelvecchio pałac rodu Scaglierich) oraz paleochrześcijańska krypta San Nazaro e Celso i jeden z najstarszych kościołów w Wenecji Euganejskiej (Santa Tauteria e Tosca).

W pierwszych latach XV wieku Werona straciła niepodległość, dostając się pod bezpośrednie panowanie Republiki Wenecji, która w zamian zapewniła stabilność ekonomiczną. Pozostałością są charakterystyczne statuetki skrzydlatych lwów z Placu św. Marka. W sztuce tymczasem zapanował renesans. O odrodzeniu przypominają dzieła Andrei Mantegni (Duomo, San Zeno, Pinacoteca di Castelvecchio) i Paola Veronesego (Pinacoteca di Castelvecchio, San Giorgio in Braida, Sant’Anastasia, San Paolo). Po kongresie wiedeńskim w 1815 roku miasto podobnie jak całą północną część dzisiejszej Italii wcielono do Cesarstwa Austriackiego. Stało się stolicą regionu. W 1866 roku, po licznych walkach, zostało przyłączone do nowo powstałego państwa Włochy.

Skoro jednak fama Werony opiera się głównie na poemacie Szekspira, to warto zadać sobie pytanie, co w tej legendzie jest prawdziwe. Wiadomo na pewno, że w wieku XIII, w fortecy, która nazywana jest Domem Romea żyła rodzina Montecchich. Spory kawałek życia spędził w mieście Dante Alighieri. W VI PieśniCzyśćca” przytacza nazwiska Montecchich i Capellettich. Poza tym zidentyfikowane zostały herby obydwu rodów, a tragiczną historię znano na długo przed Szekspirem nie tylko we Włoszech, ale i w Europie. Zachowały się kilka wersji pisanych, z pewnością istniały także przekazy ustne.

Charakterystyczny dla okolic Werony jest marmur Rosso Antico wydobywany w pobliskich kamieniołomach już w starożytności i powszechnie używany do wykonania luksusowych przedmiotów i dekoracyjnych motywów architektonicznych. W rzeczywistości chodzi o wapień. Należy pamiętać, że antyk wszystkie kolorowe i cenne skały nazywał marmurami.

Przez cały sezon letni w Arena di Verona odbywają się spektakle. Można wybierać między klasyką (opera i balet) a współczesnością (koncerty). Więcej informacji w linku: www.arena.it

Kuchnia Werony różni się znacząco od tego, co na świecie przyjęto uważać za klasykę włoskiego stołu. Typowe są risotta oraz polenta, nie zaś makaron. Popularne są także ryby, jednak wcale nie morskie, a te łowione w jeziorze Garda. Oprócz ryżu – odmiana vialone nano – uprawia się brzoskwinie, czereśnie i kasztany jadalne, a produkuje delikatną oliwę z oliwek oraz ser Monte Veronese.  Terytorium Werony rozciąga się między jeziorze Garda a krainą Soave i od niepamiętnych już czasów jest miejscem produkcji doskonałych win Valpolicella, Soave, Custoza, Bardolino, Lugana oraz Durello. Korzystając z okazji odsyłam do artykułu z przepisem na risotto z winem Amarone. W kwietniu organizowane się w mieście najważniejsze targi włoskich win Vinitaly.

***

Do zobaczenia Pod Słońcem Italii, także na Facebooku oraz na Instagramie.

Ania

Fuorisalone: tego wydarzenia nie możesz przegapić

0
Fuorisalone: tego wydarzenia nie możesz przegapić

Ostatni tydzień należał do tych obfitujących w atrakcje. Z jednej strony w Weronie odbywały się doroczne targi włoskiego wina VinItaly, z drugiej natomiast Mediolan oddał hołd designowi podczas Salone Internazionale del Mobile oraz towarzyszących mu blisko 800 happeningów i ekspozycji, czyli Fuorisalone.

Kto mnie zna, ten wie, że za winem przepadam, jednak wejściówka na VinItaly darmowa nie jest, dlatego tym razem musiałam zadowolić się jedynie opowieściami znajomego o niekończących się degustacjach. Miejmy nadzieję, że przyszły rok okaże się nieco łaskawszy!

Na pewno nie w ramach pocieszenia wybrałam się natomiast na Fuorisalone. Bez wątpienia jest to jedno z tych wydarzeń w mieście, które absolutnie zasługuje na uwagę. Przez jeden tydzień w roku można oddychać iście międzynarodową atmosferą, rozmawiać i bawić się niczym grupa młodych ludzi zgromadzonych na którymś z placów Barri Gòtic w Barcelonie i podziwiać kreatywność designerów.

O Fuorisalone pisałam w pierwszym poście mojego bloga, nie zamierzam się powtarzać, chciałabym natomiast przytoczyć kilka osobistych refleksji. Niejeden bowiem może się w duchu spytać skąd tak wielki zachwyt (nie tylko mój, ale zdecydowanej większości mieszkańców Mediolanu i jego okolic) nad owym wydarzeniem.

Fuorisalone

Tydzień designu jest jedną z nielicznych imprez, gdzie realne koszty organizacyjne poniesione przez wystawców są absolutnie nieproporcjonalne do tych które zwracają się dzięki promocji oraz sprzedaży produktu. W tym rzadkim przypadku nikt (poza, rzecz jasna, mediolańskimi hotelarzami i restauratorami) nie myśli o pieniądzach, każdy natomiast chce przedstawić własną wizję artystyczną. Stało się już tradycją, że przez tych kilka kwietniowych dni można zajrzeć na intrygujące dziedzińce miejskich kamienic, na co dzień zamknięte, bo chroniące prywatności i bezpieczeństwa mieszkańców. Raz w roku stają się one tłem dla ekspozycji kreatywnych wystawców i tym samym nadają miastu niepowtarzalny wyraz. Po trzecie Fuorisalone powinno zadowolić każde gusta, biorąc pod uwagę bardzo różny charakter stref skupiających ekspozycje. W telegraficznym skrócie można wybierać między nonszalancką, lekko egzotyczną dzielnicą Lambrate opanowaną głównie przez obcokrajowców, gdzie młodzi artyści z Włoch są gotowi zapłacić każdą cenę za najmniejszą przestrzeń wystawową, a wszystko to przy dźwiękach boogie woogie, przy zapachu smażonych kiełbasek i przy hektolitrach piwa. Można zaszyć się w okolice Via Tortona, gdzie głównie prezentują się marki mające już w jakimś stopniu ugruntowaną pozycję na rynku, aspirują one jednak do świata showroomów i mody. Dla snobów natomiast zarezerwowano centralną dzielnicę Brera, w której niejednokrotnie wejścia do sklepów strzegą „groźni” goryle, dlatego żeby obejrzeć ekspozycje należy wpisać się na listę i zostawić wizytówkę. Naturalnie istnieją także inne, mniejsze przestrzenie wystawowe, np. Triennale, Isola, Via Paolo Sarpi – serce chińskiej dzielnicy, czy „ekologiczna” Fabbrica del Vapore, a wszystko po to, aby każdy znalazł coś dla siebie.

Fuorisalone

Redakcja Vogue Redakcja Vogue Redakcja Vogue

Redakcja Vogue

Fuorisalone

Dom Mody Missoni

Dom Mody Missoni

Dom Mody Missoni

Dom Mody Missoni

Fuorisalone

Fuorisalone

Fuorisalone

Fuorisalone

Fuorisalone

Buco di Roma – Watykan podglądany przez dziurkę od klucza

0
Buco di Roma - Watykan podglądany przez dziurkę od klucza

Na rzymskim wzgórzu Awentyn znajdują się Buco di Roma, a także Klasztor Kawalerów Maltańskich wraz z willą i kościołem Santa Maria Priorato, zaprojektowanym w XVIII wieku przez Giambattistę Piranesiego. Przybytek jest również siedzibą Ambasady zgromadzenia przy Stolicy Apostolskiej, który od 1869 cieszy się niezależnością terytorialną. Można tam dojść spacerem od Ust Prawdy (La Bocca della Verità) w ciągu 15 minut. Po drodze mija się Ogród Różany (Il Roseto Comunale di Roma), Ogród Pomarańczowy (Il Giardino degli Aranci) lub Park Savellich z tarasem widokowym i wczesnochrześcijański kościół Santa Sabina. Co ciekawe, stojąc na ziemi włoskiej ziemi i spoglądając przez dziurkę do klucza, najpierw widzimy ogród, który należy do Malty, a zaraz później kopułę Bazyliki św. Piotra na terenie Watykanu.

W bramie wejściowej znajduje się charakterystyczny, drobny otwór, rozmiarami przypominający niewielką szparę czekającą na włożenie klucza. To jest właśnie rzymska dziurka od klucza. Przyciąga całkiem sporo turystów, ale tylko tych lepiej poinformowanych. Ja zostałam na miejsce doprowadzona przez znajomego mieszkańca Wiecznego Miasta. Po przyłożeniu oka do otworu można podziwiać park z aleją porośniętą odpowiednio przyciętymi krzewami. Na jej krańcu widnieje panorama z kopułą Bazyliki św. Piotra w Watykanie.

Po wcześniejszej rezerwacji telefonicznej dwa razy w tygodniu istnieje możliwość zwiedzenia klasztoru wraz z kościołem.

Klasztor Kawalerów Maltańskich
Piazza dei Cavalieri di Malta, Rzym
Tel.: + 39 06 6710 72311

A presto!

Ania

P.S. Do zobaczenia „Pod Słońcem Italii”, także na Facebooku i na Instagramie@podsloncemitaliiblog.

Buco di Roma - Watykan podglądany przez dziurkę od klucza
Ogród Różany (Il Roseto Comunale di Roma)
Buco di Roma - Watykan podglądany przez dziurkę od klucza
Ogród Różany (Il Roseto Comunale di Roma)
Buco di Roma - Watykan podglądany przez dziurkę od klucza
Ogród Pomarańczowy (Il Giardino degli Aranci) lub Park Savellich
Buco di Roma - Watykan podglądany przez dziurkę od klucza
Ogród Pomarańczowy (Il Giardino degli Aranci) lub Park Savellich
Buco di Roma - Watykan podglądany przez dziurkę od klucza
Zabytkowy portal wczesnochrześcijańskiego kościóła Santa Sabina
Buco di Roma - Watykan podglądany przez dziurkę od klucza
Klasztor Kawalerów Maltańskich i Buco di Roma
Buco di Roma - Watykan podglądany przez dziurkę od klucza
Klasztor Kawalerów Maltańskich i Buco di Roma
Buco di Roma - Watykan podglądany przez dziurkę od klucza
Klasztor Kawalerów Maltańskich i Buco di Roma
Buco di Roma - Watykan podglądany przez dziurkę od klucza
Klasztor Kawalerów Maltańskich i Buco di Roma

Albergo Diurno Metropolitano Venezia: Art Déco, Hotel Dzienny i Łaźnie Publiczne w Mediolanie

1
Albergo Diurno Metropolitano Venezia: Art Déco, Hotel Dzienny i Łaźnie Publiczne w Mediolanie

Nie jeden już raz podkreślałam, że Mediolan da się lubić, że jest ciekawy i nie ogranicza się tylko do miałkiego świata mody i aperitifu. Zawsze dużo się tutaj dzieje, a w atrakcjach można przebierać, dopasowując je do osobistych zainteresowań. I tak, w miniony weekend, podobnie tłumy mieszkańców miasta i jego okolic oraz turytów, postanowiłam zobaczyć tzw. Hotel Dzienny Venezia „Albergo Diurno Metropolitano Venezia”, czyli mediolańskie spa rodem z epoki Art Déco. Okazja była wyjątkowa, jako że miejsce to pozostaje zamknięte od 2006 roku i niestety sukcesywnie popada w ruinę.

Ostatnimi czasy wolontariusze FAI (organizacji zajmującej się propagowaniem, ochroną i konserwacją włoskiego dziedzictwa) zdecydowali Albergo Diurno uporządkować i przypomnieć o jego wyjątkowości przy okazji Wiosennych Dni FAI 22 i 23 marca 2014. Inicjatywa spotkała się z ogromnym sukcesem, dość wspomnieć, że w kolejce do wejścia trzeba było odczekać bagatela trzy godziny, a władze Mediolanu zapowiedziały ponowne i definitywne otwarcie budynku na rok 2016.

Czym zatem był ów Hotel Dzienny? Należy pamiętać, że na początku XX wieku mało który człowiek mógł sobie pozwolić na luksus posiadania własnej łazienki. Poza tym każdy kto przyjeżdżał do miasta, czy to w interesach, czy w sprawach prywatnych, dzięki podobnej instytucji, mógł zrelaksować się w łaźniach, mógł też zadbać o image u fryzjera lub u kosmetyczki, wykonującej przede wszystkim manicure i pedicure. Oprócz wyrafinowanych marmurowych wanien i pryszniców o przeciętnym standardzie, oprócz szaletów, istniały tutaj m.in. skrytki pocztowe, telefon, bank, przechowalnia bagażu, biuro podróży, butik z ubraniami i pralnia. Podobna struktura znajdowała się w samym centrum miasta, na Piazza Duomo. Był to Albergo Diurno Cobianchi (zdjęcie na końcu), który w 2003 roku został zastąpiony przez informację turystyczną, a ostatnio zaadoptowano go na Expoincittà Lounge, tj. na rodzaj saloniku, w którym można było uzyskać informacje o wszystkich wydarzeniach odbywających się w Mediolanie przy okazji EXPO 2015. Obecnie brakuje pomysłu na wykorzystanie obiektu.

Albergo Diurno, zbudowany w latach 1923-1925, jest przykładem architektury w stylu Art Déco. Zaaranżowano go w podziemiach, dlatego dzisiaj wejście ukryte jest na stacji metra Porta Venezia przy Corso Buenos Aires. Tymczasem na pobliskim Placu Oberdan rzucają się w oczy dwie wyrwane z kontekstu kolumny oraz ozdobne schody, jedyne widoczne ślady zapomnianego spa. Łaźnie zamknięto w 1985, natomiast salon fryzjerski działał aż do roku 2006.

Informacje praktyczne znajdziecie tutaj.

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Metropolitano Venezia

Albergo Diurno Cobianchi